Maksymilian Robespierre otrzymał standardowy ekwipunek intelektualny ówczesnego mieszczańskiego inteligenta. Był to standard wysoki. Ale czy Robespierre wyróżniał się czymkolwiek wśród tłumu gens de robe, ludzi togi? Nie. Tak samo nie wyróżniał się w tłumie francuskich biskupów 22-letni ordynariusz kiepskiej diecezji Luçon, Armand du Plessis de Richelieu. I tak samo nie wybijał się z tłumu niższych oficerów królewskich podporucznik Bonaparte. W 1789 r. adwokat Robespierre wcale nie był znany środowisku intelektualnemu, wielkiej rodzinie oświeconych. Nie zdjęła zeń anonimatu „sprawa o piorunochron z St. Omer”. Zwycięstwo Rozumu nad ignorancją już po wyroku sądowym przekształciło się w klęskę. Przemówienia Robespierre’a w tym procesie (nie bardzo oryginalne: referował w nich obszerny memoriał, napisany przez innego adwokata) nie zdobył takiego rozgłosu, jak mniemał sam Maksymilian. I niech nas nie zwodzi wzmianka o tej sprawie w poczytnym „Mercure de France”: ginęła ona w powodzi podobnych komunikatów o postępach Światła w wojnie z przesądami. Jak zatem dojrzewał wielki rewolucjonista? Sądzę, że razem z rewolucją, która i jemu, i licznym jego rówieśnikom pozwoliła uskrzydlić wyobraźnie, rozwinąć talenty, zahartować wolę, ujawnić charakter.

Jan Baszkiewicz, Więcej wart niż inni, „Polityka” 1976, nr 51.

12243013_1017563958281132_7966076112559037879_n