4 maja 1793 roku Konwencja zgodziła się na wprowadzenie zasady maksymalnych cen zboża i uchwaliła dekretu w tym przedmiocie. We wrześniu z kolei, Konwencja wprowadziła „powszechne maksimum” dotyczące podstawowych artykułów oraz płac. Od początku maksimum cen połączone zostało z prawem władz do jego rekwizycji. Rekwirowane mogły być – oczywiście, za zapłatą urzędowej ceny – nadwyżki zboża, z wyłączeniem „rodzinnej” rezerwy, to znaczy zapasu zboża na potrzeby rolnika i jego rodziny. W praktyce nie zawsze tak było. Niekiedy brutalnie i bezwzględne rekwizycje stawały się przyczyną prawdziwej nędzy rolników ogołoconych z zapasów zboża, nawet siewnego. Nie były to jednak przypadki masowe. Ustalanie maksymalnych cen i operacje zabezpieczające wykonanie tej decyzji powierzono władzom departamentów. Gęsto obsadzone przez żyrondyzującą burżuazję, departamenty sabotowały w najlepsze realizację dekretu. Jego ogólnikowe i nieprecyzyjne postanowienia umożliwiały przeróżne machinacje i manipulacje. Ceny maksymalne miały być określane dla każdego departamentu z osobna; w rezultacie zboże uciekało tam, gdzie ceny były wyższe, albo tam, gdzie wskutek powolności władz lokalnych maksimum nie weszło jeszcze w życie. Jak pisze Prof. Jan Baszkiewicz: „zaczęły się prawdziwe wojny ekonomiczne między różnymi regionami kraju”.

Skutki ekonomiczne i społeczne takiego „powszechnego maksimum” były skomplikowane i poważne. Natychmiast po wejściu w życie tabel cen maksymalnych klienci rzucili się na sklepy i opróżniali je z zapasów: nowy system obniżał ceny wielu artykułów dwukrotnie i trzykrotnie, chowanie było ryzykowne wobec zagrożenia gilotyną zawartego w dekrecie o spekulacji z 26 lipca 1793 roku. W efekcie wielu kupców nie miało czym handlować lub handlować nie chciało.

Dwa główne sposoby obchodzenia „maksimum” to czarny rynek i fałszowanie towarów. Pokątna, nielegalna sprzedaż rozkwitła mimo ryzyka represji. Fałszowanie żywności było nagminne: w handlu win i „mocnych” alkoholi oszustwa stały się tak częste, że władze powoływały osobne komisje degustatorów do badania napojów. Zamiast wina wtykano klientom umiejętnie zabarwiony cydr lub poiré, alkoholizowany napój z gruszek. Do cukru dodawano krochmal, do pieprzu popiół, olej rzepakowy pełnił obowiązki oliwy. Konfiskaty i grzywny nie odstraszały zbytnio fałszerzy.

System cen maksymalnych wstrząsnął też handlem zagranicznym. Niepodobna było wymagać, by neutralni kupcy handlujący z Francją respektowali taki układ cen. Toteż powszechne maksimum sprzyjało faktycznej nacjonalizacji handlu zagranicznego. W wielkich centrach handlowych, francuskich i obcych, agenci rządowi zawierali teraz transakcje kupna i sprzedaży bez uwzględniania cen obowiązujących wewnątrz Republiki.

Najważniejszą konsekwencją maksimum i rekwizycji zboża było pogłębienie się konfliktów pomiędzy miastami i wsią. Ustawy o maksimum i o rekwizycji były w interesie miast, a ściślej miejskich sankiulotów. Maksimum podtrzymywało więc solidarność wsi w konfrontacji z żądaniami miast.

Czy można powiedzieć, że była to klęska zasady maksimum? Tak, jeśli rzeczy oceniamy z perspektywy rozbudzonych nadziei ludu. Nie, jeśli się bierze pod uwagę fakt, że chleb stanowił podstawę wyżywienia sankiuloterii, że uboższe warstwy ludności miast tylko w małych ilościach konsumowały mięso i masło. Czyż można mówić o ekonomicznej i politycznej klęsce systemu, który pozwalał dać sankiulotom chleb po niskiej cenie i w wystarczającej ilości? Dość zresztą porównać sytuację sankiulotów w II roku Republiki i w dwanaście miesięcy później, podczas tragicznej zimy roku III, gdy po przywróceniu przez termidorianów zasad liberalizmu ekonomicznego tysiące ludzi umierało na ulicach miast z wycieńczenia i głodu.

Jan Baszkiewicz, Ekonomia rewolucyjna, [w:] J. Baszkiewicz, S. Meller, Rewolucja francuska 1789-1794. Społeczeństwo obywatelskie, Warszawa 1983.

Untitled