1914615_1039515022752692_2673304289848523050_n

Paryż, 18 floréala, roku IV republiki

Obywatele!
Nie było jeszcze dotąd sprzysiężenia o tak świętych pobud­kach i celu jak nasze; nigdy również nie było sprzysiężenia, którego członkowie okazaliby się tak godni zaufania, jakie zostało im złożone w świętym depozycie. Nigdy dotąd nie pracowano jeszcze w konspiracji tak długo i tak pomyśl­nie przeciwko perfidnemu rządowi. Na próżno jego zaniepo­kojona czujność wystawia go na tortury i porusza wszystkie sprężyny najsurowszych dochodzeń — nie zdołał dotąd usta­lić nic konkretnego. Fakt ten przynosi zaszczyt wyborowi, jakiego dokonaliśmy w waszych osobach, i daje nam największą gwarancję dla obdarzenia was jeszcze większym niż dotychczas zaufaniem, jeśli to w ogóle jest możliwe. Przed ludźmi takimi jak wy nie powinniśmy już nic ukrywać. Powinniście czytać w naszych sercach, jak my sami, należy się wam od nas prawda bez żadnych osłonek. Od kilku dni korespondencja nasza z wami osłabła. Ton jej jest mniej pewny, mniej zdecydowany, bardziej chwiejny niż kiedykolwiek dotąd. Musieliście zauważyć w naszych wy­stąpieniach coś w rodzaju zaniedbania, osłabienia i niepew­ności. I to w takiej chwili, gdy, jakby się zdawało, energia powinna być podwójna, gdy patrioci i masy ludowe wielkim głosem domagały się walki, a okoliczności wydawały się sprzyjające dla odniesienia zwycięstwa. Macie możność wy­powiedzenia się, czy nasze postępowanie zasługuje na uspra­wiedliwienie, a gdyby tak nie było, powinniście wy pierwsi, a za wami wszyscy patrioci, których umysłami kierujecie, Potępić na zawsze, a może nawet ukarać tych, którzy podjęli się wam przewodzić. Moglibyśmy ograniczyć się do powiedzenia wam, że czy­niąc przegląd naszych środków ataku znaleźliśmy uzasadnio­ne powody, by uważać je za niewystarczające, i że ten wzgląd skłonił nas do uznania, iż naszym wyraźnym obowiązkiem jest powstrzymać patriotyczny zapał, który mógłby stać się sygnałem rzezi demokratów; a to tym bardziej że republikanie powinni nieustannie mieć w pamięci straszliwe nauki germinala i prairiala i że teraz dla ich ostatecznej zguby wystar­czyłaby jedna taka klęska.

Nie tylko ten jeden wzgląd powstrzymał nas. Wiemy, że w powstaniu trzeba ryzykować, wiemy, że trzeba być, jeśli tak wolno powiedzieć, więcej niż zuchwałym. Oto są główne przyczyny, które wywołały z naszej strony pozorną zwłokę.

Jak wiecie, chcemy wszyscy, by powstanie to było ostatnie, by dało wreszcie szczęście ludowi. Musieliśmy przedsięwziąć wszelkie środki ostrożności mogące zapewnić taki wynik. Chcieliśmy, by manifest proklamujący powstanie stanowił gwarancję pierwszego dobrodziejstwa, prostego wstępu do -stanu szczęśliwości, który chcemy zapewnić ludowi; chcieliś­my, powtarzamy, by manifest ten zapewniał podział mienia wszystkich spiskowców między ubogich, by mówił dalej, że ubodzy otrzymają mieszkania i meble w domach tych spis­kowców itd., itd. Po to, by móc dokonać tych i innych równie pomyślnych zmian, trzeba mieć pewność, że władza odebrana z rąk dzierżących ją nędzników przejdzie w ręce prawdzi­wych, czystych i bezwzględnie szczerych demokratów, pocho­dzących z ludu, jego najlepszych przyjaciół. Jakim sposobem przekazać im tę władzę? Oto trudność, która powstrzymała nas i powstrzymuje w dalszym ciągu. Rozważania nad tym delikatnym punktem zmusiły nas do utracenia pewnych ko­rzyści, które mogłyby być dla nas cenne i zadecydować o zwycięstwie w bitwie, jaką mamy stoczyć. Wygranie bitwy jest niczym, jeśli nie potrafimy zapewnić sobie owoców zwycięstwa. Oto dlaczego kazaliśmy wydrukować pierwszy manifest w nakładzie trzydziestu tysięcy egzemplarzy i w tym manifeś­cie ustaliliśmy, że dyrektoriat ocalenia publicznego zastąpi obecną władzę tyranów zgromadzeniem narodowym, w którego skład wejdą delegaci po jednym z każdego departamentu, wybrani spośród najbardziej energicznych i wypróbowanych demokratów, których listy przedstawione przez dyrektoriat za­twierdzone byłyby przez lud. Zgromadzenie to otrzymałoby wraz z dyrektoriatem powstańczym zadanie doprowadzenia rewolucji do końca i ugruntowania szczęścia powszechnego.

Wiele względów doprowadziło nas następnie do wniosku, że staniemy się silniejsi i pewniejsi powodzenia, jeśli wciągniemy do współdziałania prześladowanych przez arystokrację deputo­wanych dawnej Góry, którzy nie brali udziału w pogwałceniu konstytucji z 1793 r. i których przemocą jedynie wygnano. Stwierdziliśmy, że w oczach demokratów ludzie ci stanowili legalną władzę, której lud nie odwołał i która wobec tego istnieje w dalszym ciągu. Nie mieliśmy jednak złudzeń co do tego, że ci członkowie Konwencji byli niemal równie winni tego gwałtu jak inni, przede wszystkim dlatego, że po 9 thermidora sami działali i innym pozwolili działać w sposób re­akcyjny, że pozwolili bez sprzeciwu zburzyć kamień po kamie­niu gmach demokracji, że nie zdobyli się na słowo protestu, gdy 5 messidora podły Boissy-d’Anglas ukazał się na trybunie i spowodował przyjęcie swej antyludowej ustawy, że następ­nie dopuścili się podłości nie podnosząc żadnego jawnego protestu przeciwko temu haniebnemu zamachowi, że wreszcie większość z nich upadla tak nisko, iż wypełniała polecenia rządu uzurpatorów i ciemięzców. Jednakże poważne względy, które przedstawimy później wam i ludowi, zmusiły nas do chwilowego zamknięcia oczu na te okoliczności i do poczynienia wielkich ofiar w celu wykorzystania ludzi, bez których, jak widzimy, byłoby zapewne niemożliwe wyrwać ojczyznę ze stanu niewolnictwa, w jaki popadła, i którego już dłużej znosić nie można. Zdecydowaliśmy się więc posłużyć się nimi, chcieliśmy jednak równocześnie uchronić lud od tego, by nie popadł pod ich rządami w nową tyranię.

Postanowiliśmy więc, że powołamy ponownie najmniej splamionych niedobitków Konwencji, to jest część prześladowaną, w liczbie około 68 jej członków, i że jako przeciwwagę dodamy im jednego członka z każdego departamentu, których wybór dokonany przez nas i przez lud powstańczy przeciwstawi im front opozycyjny w licz­bie ponad stu najenergiczniejszych i najbardziej zdecydowanych demokratów. Niezależnie od tego zachowalibyśmy, aż do chwili gdy cały lud będzie najzupełniej szczęśliwy i spokojny, tytuł i władzę komitetu powstańczego ocalenia publicznego.

Porozumieliśmy się co do tego z byłymi „góralami”, którzy przyjęli wszystkie nasze warunki i przyrzekli pomagać nam wszelkimi dostępnymi środkami. Na skutek tego wydrukowa­liśmy nowy manifest o nakładzie 50 000 egzemplarzy i przystą­piliśmy do przygotowania powstania.

Ale czy dacie temu wiarę, obywatele? Ci członkowie Kon­wencji rozmyślili się i oświadczyli nam, że nie chcą udzielić patriotom gwarancji przeciwko przewidywanej z ich strony tyranii, że nie zgadzają się na uzupełnienie ich składu jednym demokratą z każdego departamentu, co oznacza, że żądają, by zniszczyć jeden ucisk w celu zastąpienia go innym, by obalić tyranię dzisiejszą dla wprowadzenia ich tyranii.

Na poparcie swych pretensji przytaczają najnędzniejsze sofizmaty, a jedyny powód, który my uważamy za decydujący, a który polega na tym, że chcemy obalić panowanie łajdaków wyłącznie po to, by mocno ugruntować panowanie ludu, uwa­żają za pozbawiony znaczenia.

Oto, przyjaciele, szczerze mówiąc, przyczyny, które nas po­wstrzymały. Sprawa ta nie jest jeszcze załatwiona. Ci zacni „górale” trzymają nas w szachu i kierując się ambicją i pychą troszczą się o to, że podczas ich targów o cenę ojczyzna narażona na wieczną zagładę. Powtarzamy, że na nieszczęś­cie okoliczności, których nie możemy wam w tej chwili wyjaś­nić, zmuszają nas do tego, że nie jesteśmy w stanie obejść się bez nich.

Na zakończenie tego listu chcemy wam powiedzieć, że tym niemniej, gdy będziemy mogli, obejdziemy się bez nich; gdyby natomiast nie było to możliwe, należy pokierować ludem w taki sposób, by uprzedzić zło, które ludzie ci mogliby nam jeszcze wyrządzić, a to przeciwstawiając im wbrew ich woli przeciwwagę przez nich odrzucaną.

Lud oskarża nas o bezczynność. Jakże bolejemy nad tym, że nie możemy powiedzieć mu, podobnie jak wam, jakie prze­szkody stanęły przed nami. Nasi pisarze ludowi nie mogą tego uczynić, nie narażając na niebezpieczeństwo rzeczy najistotniej­szych dla sprawy. W tej bardzo przykrej dla nas sytuacji wy­prowadźcie z błędu przynajmniej patriotów, nie komunikując im wprawdzie wszystkich szczegółów, które tylko wam powie­rzyliśmy, ale zapewniając ich, że ich przywódcy zasługują w dalszym ciągu na zaufanie, i wzywając ich do zachowania cierpliwości i utrzymania ich zapału, który, tak czy inaczej, będą musieli powstrzymywać już tylko przez niewiele dni.

Trzeba umrzeć lub zwyciężyć, a lepiej jest polec w zaszczyt­nej walce niż oczekiwać śmierci zadanej przez tyranów przy pomocy jednego z tysiąca środków, których używają oni i będą w tym celu używać.

Oczekujcie więc w dalszym ciągu nieustannie nadejścia decydującej chwili. Nie niepokójcie się ani wówczas, gdy zobaczycie obok nas resztki Góry, ani kiedy nie ujrzycie ich. Pamiętajcie jednak o jednej z najważniejszych instrukcji, a mia­nowicie o tej, która nakazuje otoczyć komitet powstańczy wielką masą ludu w chwili, gdy będzie on mógł udać się na zebranie wskrzeszonej Konwencji, aby w celu zapewnienia po­myślnych skutków powstania zakomunikować jej wolę ludu, jego życzenia co do tego, kto ma być przydzielony do trzonu Konwencji dla zapewnienia całkowitego jej odrodzenia, które należy przeprowadzić.

P. S. Odpowiedz nam natychmiast, czy przygotowałeś pro­porczyki. Jest to wprawdzie szczegół, ale bardzo istotny.

N. B. 18-go godz. 9 wieczorem. W tej chwili otrzymaliśmy wiadomość, że „górale” ustąpili pod wpływem przedstawio­nych obecnie i wielokrotnie już przez nas ponawianych argu­mentów. Zgadzają się oni ostatecznie na wszystkie nasze żąda­nia, bieg wydarzeń zostanie więc nadzwyczajnie przyśpieszony. Powtarzamy jednak, że konkluzja naszego listu, dotycząca ma­sowego wystąpienia ludu w celu poparcia komitetu powstańcze­go, pozostaje w dalszym ciągu w mocy i poleca się waszej szcze­gólnej uwadze wskazane w niej środki.

Philippe Buonarotti, Sprzysiężenie Równych, Tom II, Książka i Wiedza, Warszawa 1952.