„Większość generałów armii Wandejczyków sprawdziła się na polu walki, jednakże jako dowódcy mieli oni wady fatalne: ambitni, zazdrośni o swą władzę i sławę, indywidualiści mało zdolni do wspólnego działania. Gdy już uzgodniono jakąś akcję całej armii, generałowie też raczej dbali o własną swą rolę niż o dobro wspólne sprawy: to spowodowało fatalne klęski podczas oblężenia Nantes i później Luçon. Generał Charette bił wszystkie rekordy braku zdyscyplinowania i samowoli.

Sprawiedliwość nakazuje wszakże przyznać, że sam charakter „armii katolickiej i królewskiej” nie umożliwiał generałom stosowania „wielkiej strategii”. Pani de Rochejaquelein pisze: „Armia nigdy nie była zgromadzona dłużej niż przez 3 lub 4 dni. Gdy już wygrano czy przegrano bitwę, gdy wyprawa się udała lub poniosła klęskę – nic nie mogło zatrzymać chłopów: powracali do swych domów. Dowódcy zostawali sami z kilku setkami dezerterów i ludzi z zewnątrz [Wandei], którzy nie mieli rodzin na miejscu. Ale gdy zdecydowano się już podjąć nowe przedsięwzięcie, armia szybko zbierała się znowu”. W istocie, armia wandejska była dość płynną federacją jednostek lokalnych („kompanii parafialnych”): większe całości miały skład zmienny, zależny od doraźnego porozumienia dowódców i sztabów. Generałowie wyznaczali kapitanom i porucznikom kontyngent ludzi; osobowy skład grupy komponowali już sami kapitanowie i porucznicy.”

Jan Baszkiewicz, Wrogowie. Kontrrewolucja, [w:] J. Baszkiewicz, S. Meller, Rewolucja francuska 1789-1794. Społeczeństwo obywatelskie, PIW, Warszawa 1983.

Fot. Evariste Carpentier, Wojna w Wandei, 1881.12573872_1049461741758020_7714706086635870900_n