Musimy policzyć za zasługę jakobinom – pisze J.M. Thompson – że na wskroś przejrzeli rzekome argumenty, przy pomocy których żyrondyści usiłowali swoją niezaradność w rządzeniu tłumaczyć wolą ludu, i sami jawnie używali siły zamiast argumentów, obiecując zaniechać tego systemu z chwilą, gdy kraj dojrzeje do prawdziwej demokracji.

Na dobro Robespierre’a jako męża stanu – chociaż politycznie doprowadziło to do jego zguby – pisać trzeba, że nigdy nie mógł się w pełni pogodzić z jakobińskim realizmem. W istocie jakobini byli przecież tego samego rodzaju, co żyrondyści – jakobini posłuch zdobywali jedynie dzięki strachowi lub chciwości bezwładnych mas, które niegdyś pchnęli do powstania).  Robespierre był zbyt bystry, aby nie dojrzeć przyczyny upadku żyrondystów i nie skorzystać na nim. Dostatecznie mu już obrzydły stare abstrakcje liberalne, aby chciał poświęcić wolność na ołtarzu zbawienia narodu, niełatwo było jednak dojrzeć inny sposób utrzymania swej partii przy władzy. Robespierre uczepił się gorąco wiary w przewagę wartości duchowych. Podstawą dobrego rządu miała być cnota rządzących i rządzonych. Każdy régime, dążący tylko do dobrobytu materialnego lub zadowalający się jedynie wymuszaniem posłuchu, zamiast pozyskiwania współpracy obywateli, może stanowić w najlepszym wypadku przejście do oświeconego samorządu wolnego i cnotliwego ludu.

J.M. Thompson, Robespierre. Od śmierci Ludwika XVI do śmierci Robespierre’a, tłum. A. Dobrot, Warszawa 1937.

WEB_CHEMIN_6819_1267547092Fot. William Henry Frisk (1827-1884), Robespierre odbierający listy z pogróżkami śmierci od przyjaciół jego ofiar, 1863.