Jacques-René Hébert przyszedł na świat 15 listopada 1757 roku w Alençon w Normandii jako syn jubilera. Był dziennikarzem, piastował również krótko urząd zastępcy prokuratora Komuny, znany był jako zagorzały zwolennik całkowitej dechrystianizacji Francji, przez co określano go nieraz jako „psa na Kościół”, wreszcie zaś był redaktorem ultraradykalnej gazety „Ojciec Duchesne” (Le Père Duchesne).

defaultz

Łącznie w okresie między wrześniem 1790 a marcem 1794 ukazało się jej 385 numerów. Wyróżniała się prostym, wulgarnym językiem przekazu i przekazem ideowym propagującym krwawy terror wymierzony w arystokrację i kler. Narratorem każdego numeru był palący fajkę niezamożny, gruby i wąsaty zdun nazwiskiem Duchesne, który w języku ludowym i z ludowego punktu widzenia komentował bieżące wydarzenia polityczne. Jego wizerunek z podpisem „To ja, do cholery, jestem prawdziwym ojcem Duchesne!” pojawiał się na każdej okładce gazety. Hébert nie wymyślił tej postaci; ojciec Duchesne pojawiał się już wcześniej w osiemnastowiecznej literaturze plebejskiej. W latach 1789-1790 tę popularną figurę literacką wykorzystywało kilku publicystów w podobnym charakterze, jak później czynił to Hebert. Już wtedy ojciec Duchesne kojarzył się z radykalnym egalitaryzmem, zachętą do mordowania arystokratów i wulgarnym językiem. W latach 1790-1791 gazeta zdecydowanie opowiadała się za monarchią konstytucyjną, chwaląc króla i La Fayette’a, krytykując zażarcie kościół, a winą za wszystkie nieszczęścia Francji obarczając Marię Antoninę. Dzień po zgilotynowaniu Marii Antoniny, Hébert napisze w swojej gazecie: „Odcięto wreszcie tę przeklętą głowę od wszetecznego ciała”, „Ladacznica, pozostała chłodna i bezczelna do końca”.

Po upadku monarchii „Ojciec Duchesne” naturalnie zmienił ton, jednak był daleki od późniejszej apologii terroru. W tym czasie gazeta była uważana za zrównoważoną, a zarazem dobrze przystosowaną do percepcji przeciętnego czytelnika. W 1792 rząd republikański kilkakrotnie sfinansował druk dodatkowych egzemplarzy gazety, by kolportować je wśród żołnierzy. „Ojciec Duchesne” z radością witał kolejne zwycięstwa Francuzów na froncie, a od początku roku 1793 był najbardziej zagorzałym obrońcą terroru. Domagał się masowego gilotynowania arystokratów i walki ze spekulacją jako leku na wszystkie problemy. Przyjął z radością egzekucję króla. Nawoływał do rozprawy z Wandejczykami i z kontrrewolucją wewnętrzną. Mimo spadających wpływów jej redaktora, gazeta utrzymała wysoką popularność, czytana na ulicach lub głośno odczytywana niepiśmiennym robotnikom przez wynajęte osoby. „Ojciec Duchesne” nigdy nie prowadził otwartego ataku na jakobinów i Komitet Ocalenia Publicznego, aluzyjnie dawał jednak do zrozumienia, że stosowane przez nich środki są niewystarczające i że ich radykalizm nie jest wystarczający dla doprowadzenia rewolucji do końca. Gazeta przestała się ukazywać po egzekucji hebertystów w marcu 1794. W 1848 i w czasach Komuny Paryskiej tytuł „Ojciec Duchesne” nosiły gazety radykalnej lewicy.

default

To właśnie Kult Rozumu (a nie Kult Istoty Najwyższej) i związane z nim obchody były proweniencji hebertystowskiej, wyraźnie laickiej. Zaś kult Istoty Najwyższej stanowił z kolei rodzaj odwetu na hebertystach i ich zamysłach. W jednym ze swoich przemówień, 21 listopada 1793 r. u jakobinów, Robespierre zarzuca Hébertowi, iż działa antykonstytucyjnie, zastępując dawny fanatyzm religijny fanatyzmem ateistycznym i zakłócając swobodę wyznaniową Francji. Wkrótce po tym grupa robespierrowska wprowadza ponownie ideę Boga: wierzymy w Boga – głoszą ludzie Maksymiliana z nim samym na czele. I rzeczywiście wierzą w boski porządek, w religijną moralność, aczkolwiek odrzucają dotychczasową tradycję. Deizm, a jednocześnie prześladowanie ateizmu nie powinny być zdaniem Robespierre’a, rezultatem jakiegoś systemu religijnego, lecz stanowić mają element prawodawstwa, zapewniający stosowną postawę każdej jednostki tkwiącej w społeczeństwie. Maksymilian mówił: lud potrzebuje świąt. Człowiek jest najwspanialszym tworem natury, a najpiękniejszy jej spektakl to braterskie zgromadzenia ludzi.

Jakobini uznawali, że ateizm jest zbyt daleko od kraju, który dopiero zmienia swój stary porządek społeczny, który ma zmieniać kulturę, sztukę, prawo i obyczaje przesiąknięte religią chrześcijańską. Nadto jakobini uważali, że ateizm jest niebezpieczny dla szerokich mas tzw. ludu, który poczuje się „spuszczony ze smyczy”. Jak na swoje czasy to i tak postępowa myśl – wierzyć w Boga, ale w formie niezinstytucjonalizowanej, obdartej z mechanizmów rytualno-budżetowych. Jak wiadomo w Rewolucji były różne kultu, od Rozumu do Istoty Najwyższej, ale prawdą jest że większość była daleka od chrześcijaństwa, nie oznaczało od razu stricte ateizmu. Ważniejsze było myślenie racjonalne, oświecone podejście do kwestii wierzeń, niż dogmatyczne ogłaszanie ateizmu, tak jak to robili wulgarni hebertyści. Dla jakobinów to feudalny i związany z arystokracją zepsuty kler był celem ataków, mniej samo wyznanie tak jak dla wulgarnych hebertystów.

Warto przypomnieć słowa Robespierre’a – zajadłego wroga bandytyzmu i hebertystów – który mówił, iż najwięksi wrogowie demokracji to ateizm, niezgoda i egoizm. 21 listopada 1793 roku, u jakobinów, Maksymilian Robespierre zarzuca Hébertowi, iż działa antykonstytucyjnie, zastępując dawny fanatyzm religijny fanatyzmem ateistycznym i zakłócając swobodę wyznaniową Francji. Wkrótce Komuna Paryska ogłasza, że nie zamierza właściwie zamykać kościołów ani też wprowadzać nowych kultów, ani tym bardziej niweczyć swobody wyznań. Wątek podchwyciła Konwencja; wycofano się z poprzednich ustaleń i ambicji. Łatwo powiedzieć: obalić kult, walczyć z anarchią, walczyć z ateizmem, walczyć z Kościołem.

Doskonale scharakteryzował ich (hebertystów) również L. Saint-Just pisząc: „Dzieląc lud, kliki zastępują wolność zajadłością partyjności. Miecz prawa krzyżuje się ze sztyletem mordercy; nikt nie ośmiela się już ani mówić, ani milczeć; zuchwalcy, którzy stają na czele partii, zmuszają obywateli do opowiedzenia się za jedną lub drugą zbrodnią; tak to za władzy Héberta i Dantona strach czynił wszystkich wściekłymi i okrutnymi”.

Najpopularniejsze zespoły słów, używane przez Hébert’a zaś kolejna jest taka: pieprzenie, sankiulot, republika, komitety, Paryż, kurwa, lud, wróg, zdrajca, wolność. Dla porównania w pismach Robespierre’a wygląda to następująco: lud, władza, wolność, zgromadzenie, ustawa, prawo, zasada, republika, rewolucja, wróg. W „Umowie społecznej” Jana Jakuba Rousseau kolejność jest taka: prawo, człowiek, państwo, lud, siła, natura, społeczeństwo, ciało, obywatel. U Saint-Just’a jest następująco: wolność, ustawa, republika, rząd, wróg, państwo, obywatel, zbrodnia. Przypominamy również, że dzień po zgilotynowaniu Marii Antoniny Hébert napisze w swojej gazecie: „Odcięto wreszcie tę przeklętą głowę od wszetecznego ciała”, „Ladacznica, pozostała chłodna i bezczelna do końca”

Skąd wzięli się więc hebertyści? Kordelierzy podzielili się (nieformalnie) na dwa stronnictwa. Radykalne, zwane hebertystami (Jacques René Hébert, Antoine-François Momoro, Charles-Philippe Ronsin, Pierre Gaspard Chaumette, Jean-Baptiste-Joseph Gobel, Marie-Joseph Chénier, François-Nicolas Vincent, Jean Baptiste Noël Bouchotte), i umiarkowane, zwane dantonistami (Georges Jacques Danton, Camille Desmoulins, Pierre Philippeaux, Bertrand Barère, Fabre d’Églantine, Pierre-François-Joseph Robert, Pierre Choderlos de Laclos). Oddzielną fakcję tworzyła grupa związana z Maratem (Jean-Paul Marat, Jean-Baptiste Carrier, François Chabot, Stanislas-Marie Maillard, Theroigne de Mericourt).

A tak scharakteryzował hebertystów Philippe Buonarroti: „W szeregach hebertystów znajdowali się na ogół ludzie pracowici, uczciwi, szczerzy, odważni, słabo wykształceni, obcy teoriom politycznym, uczuciowo przywiązani do wolności, rozentuzjazmowani równością i niecierpliwie pragnący z niej korzystać. Byliby dobrymi obywatelami w ustabilizowanej republice ludowej, ale okazali się złymi pilotami wśród burz, które poprzedzają utworzenie takiej republiki. Nie trudno więc przyszło nastawić ich przeciwko przedłużaniu stanu rewolucji przedstawiając im to jako zbrodniczy zamach wymierzony przeciwko zwierzchności ludu. Bez trudu tez dali się przekonać, że dla zniszczenia raz na zawsze źródła przesądów i władzy kleru trzeba zabronić wyznawania wszelkich idei religijnych.

Jednakże tego rodzaju ludzie, bardziej nastawieni na zwalczanie trudności uderzeniami pięści niż na zastanawianie się nad skutecznością i konsekwencjami kryzysu politycznego, mieli na względzie ten sam rezultat, do którego dążyli mądrzy przyjaciele równości; lecz nie potrafili, jak ci ostatni, wytworzyć sobie jasnego pojęcia o instytucjach, dzięki którym można było uzyskać równość, ani o drodze, którą należało kroczyć. Nie należy ich też obarczać odpowiedzialnością za złowieszczy rozłam i nieszczęścia spowodowane przez grupę, do której należeli. Tak poważna odpowiedzialność ciąży całkowicie na ludziach wpływowych, którzy wpoili im niesłuszne podejrzenia w imię dobra publicznego i którym nie można wybaczyć zbrodniczego zaślepienia”.

defaulta