„Komisje wojskowe i nadzoru, zwane popularnie rewolucyjnymi ustanowione w departamencie miały ten sam rodowód, co Nadzwyczajny Trybunał Kryminalny powołany do życia przez Konwent Narodowy 9 marca 1793 r. Powołano je do życia zwłaszcza z powodu konieczności zwalczania prawdziwego czy też rzekomego wroga wewnętrznego, nie stającego do walki w działaniu jawnym, np. powstańczym, jak to miało miejsce w wypadku Wandei.

Komisje te wywołały niemal powszechną niechęć, nie mówiąc już o obawach, a uczucia te ogarniały najrozmaitsze grupy polityczne społeczeństwa. Przez pierwszy rok ich istnienia często można było usłyszeć argument, iż władza bardziej zajmuje się „węszeniem” za wrogiem wewnętrznym niż stawianiem czoła wrogowi zewnętrznemu, co do którego znakomita większość Francuzów uważała, że należy go zwalczać i pokonać. Z tego punktu widzenia, wojna zewnętrzna żywiła poniekąd wojnę wewnętrzną. W normalnej sytuacji, także w departamentach, wystarczyłoby istnienie trybunałów kryminalnych. Duża część jakobinów uznawała je jednak za zbyt miękkie, co wynikało m.in. z ich zróżnicowanego składu politycznego, odpowiadającego zróżnicowaniu czasów kiedy były tworzone, nie wspominając już o tym, iż trybunały kryminalne usiłowały hołdować pewnym kanonom profesjonalizmu. Powstanie natomiast komisji wojskowych i rewolucyjnych oznaczało poważną zmianę w doborze kadr piastujących w nich funkcje oraz tendencję zmierzającą do zerwania z duchem prawa.

W departamencie Indre-et-Loire trybunały kryminalne były przez górali uważane za winne zbrodniczo niskich wyroków bądź uniewinnień, co świadczyło, że zatrudnieni w nich prawnicy nie chcieli wywoływać dodatkowych konfliktów społecznych poprzez stronnicze stosowanie zasad prawnych.

Tego samego dnia, kiedy Konwent uruchomił Nadzwyczajny Trybunał Kryminalny z siedzibą w Paryżu, wydano również dekret, na mocy którego deputowani Konwentu mieli udać się na prowincję, by rozpocząć sprawowanie rządów niemal absolutnych. Jednym z najważniejszych zadań zleconych deputowanym było własnie uruchomienie nadzwyczajnych trybunałów, które miały osądzać bez możliwości odwołań. Oficjalnie, trybunały te zostały nazwane komisjami wojskowymi i rewolucyjnymi.

Między 1793 a 1798 r. w Tours powołano sukcesywnie trzy takie komisje. Pierwsza powstała 16 czerwca 1793 r. i funkcjonowała do 29 lipca tego samego roku, druga powstała 15 listopada 1793 r. i działała prawdopodobnie do maja 1794 r., trzecia została powołana do życia w 1798 r.

Pierwsza z nich powstała na mocy dekretu reprezentantów ludu, zgrupowanych w komisji centralnej Armii Wybrzeży La Rochelle, a jej przewodniczącym był Sénard. Przez czterdzieści jeden dni swego istnienia skazała na śmierć osiem osób. Był to tylko pośrednio wynik działania samej komisji, albowiem nim jeszcze powstała, Dyrektoriat dystryktu w Tours zwrócił się do Rady Generalnej departamentu Indre-et-Loire o uzyskanie zgody na wystawienie w mieście szafotu, na którym można by umocować gilotynę, :zważywszy na jej naglącą potrzebę”. Szafot wraz z gilotyną zostały niebawem postawione za cenę 1430 liwrów.

Osoby skazane na śmierć wywodziły się z kręgów niezaprzysiężonych księży bądź były to osoby uznane za kontrrewolucjonistów, w tym również księża. Nazwiska trzech osób trudno jest ustalić, natomiast pozostałych pięć, to: markiz Pierre de Sanglier, ksiądz Jean Rebuf, były wikariusz jednej z parafii w Tours, Georges Quinchon, Renaut de Verniéres, zwany Monthomer oraz Quesnau.

De Sanglier został wpierw postawiony przed trybunałem kryminalnym departamentu Indre-et-Loire. 23 czerwca, trybunał ten dokonał przesłuchania i uznał się za niekompetentny. Przekazał zatem sprawę do komisji wojskowej w Tours. Markizowi zarzucano bezprawny powrót z emigracji oraz fakt obcinania włosów jeńcom republikańskim w Wandei*.

Ksiądz Rebuf został oskarżony o wzywanie do wojny domowej oraz o niezłożenie przysięgi cywilnej. Obydwaj wymienieni, Sanglier i Rebuf zostali ścięci 30 czerwca 1793 r.

Rada Generalna departamentu nie była zbytnio zachwycona powstaniem komisji, która z jednej strony odbierała Radzie część dotychczasowych uprawnień, z drugiej zaś obarczała ją cieniem niedobrej popularności. Doszło nawet do tego, iż w jednym z protokołów posiedzeń Rady znaleźć można słowa o „monstrualnej instytucji stanowiącej zamach na wszystkie wolności”. W ślad za negatywną oceną działalności komisji, działalności, która stanowiła istotną przeszkodę dla departamentu, usiłującego zachować prestiż wśród mieszkańców, poszły i konkretne czyny. Rada Generalna departamentu zwróciła się mianowicie, stale swą prośbę ponawiając, do komisji centralnej reprezentantów ludu z żądaniem obalenia komisji, czemu stało się zadość z końcem lipca. Był to problem niezwykle istotnej wagi, wskazywał bowiem na poważne różnice poglądów, co do sposobów realizacji rewolucyjnej praktyki, a także na nie rozstrzygniętą sprawę przewagi politycznej w coraz bardziej zacietrzewionym sporze – walce między umiarkowanymi i radykałami. Zlikwidowanie komisji wywołało wręcz wściekłość radykalnych rewolucjonistów Tours i całego departamentu. Sénard, który dotychczas był przywódcą ideowym grupy rządzącej stał się od tej chwili również uosobieniem walki o odzyskanie terenu wpływów. Walka nie trwała zresztą długo; po trzech miesiącach komisja Sénarda została ponownie ukonstytuowana i tym razem zasiadła już mocno w strukturze departamentalnej władzy. Był to jednak, przede wszystkim pośredni wynik definitywnie zakończonego pojedynku miedzy żyrondą a góralami, praktycznego triumfu nad rebelią wandejską, zagonioną już na własny teren i tam osaczoną oraz konsekwencja wprowadzenia terroru jako pełnomocnego sposobu sprawowania władzy.

Jednym z jego pierwszych przejawów była tzw. „afera teatralna”. 29 brumaire’a roku II, czyli 13 listopada 1793 r. w sali widowiskowej Tours odbywało się przedstawienie. Wśród widzów znajdował się sankiulota w czerwonym czepku, który zachowywał się nieco ekscentrycznie, przeszkadzając widzom. Odezwały się zatem głosy protestu, nawołujące zwłaszcza do zdjęcia utrudniającej oglądanie spektaklu czapki. Odpowiedz sankiuloty była gwałtowna i prowokacyjna, co dodatkowo wzburzyło salę: czepek został zerwany z głowy właściciela, a on sam wyrzucony za drzwi. Podobna scena powtórzyła się 24 listopada, gdy ten sam sankiulota ponownie przekroczył próg sali. 25 listopada władze Tours przystąpiły do dzieła, obwieszczając wszem i wobec proklamację następującej treści: „W czasie spektaklu krzyczano: <<Precz z czerwona czapką!>> Jest to bluźnierstwo. Zła wola pragnęłaby zatem prześladować symbol cnót obywatelskich aż po miejsca przeznaczone dla rozbawienia obywateli. Municypalność została tym faktem zgorszona i ścigać będzie winnych dopóty, dopóki nie zostaną ukarani. Wszyscy obywatele muszą respektować ową oznakę republikanizmu. Republikanin ma prawo do nakrycia głowy czerwoną czapką; może ją zwłaszcza założyć w czasie spektaklu; urzędnicy miejscy, biorący w nim udział winni w tej mierze święcić przykładem…. Ponieważ sala została zbrukana kontrrewolucyjnymi okrzykami, zarządza się jej zamknięcie”.

Tekst powyższy jest nadzwyczaj interesujący. Powstał przecież w czasie trwania terroru, kiedy to wszystkie władze administracyjne kraju bądź same inicjowały najdrastyczniejsze działania, bądź ulegały narastającej presji żywiołów radykalno-plebejskich. Proklamacja Rady Generalnej Tours doskonale ilustruje ów nastrój i wskazuje dość wyraźnie na drugi z wariantów. Wszak do bzdurnych argumentów biorących w obronę sankiulotę dołącza w istocie nakaz noszenia w czasie spektakli czerwonej czapeczki przez urzędników miejskich, by nie narazić się choćby na zarzut bierności. Sankiulotom zostaje wytrącona z ręki broń, która nazajutrz mogłaby umożliwić zaatakowanie urzędników.

Reprezentantem Konwentu w departamencie był ówcześnie Jan Guimberteau, oddany republikanin, jeden z tych, o których jakobini zwykli byli mawiać, iż są „solidni”. To zwłaszcza jego święte oburzenie wypadkami w „miejscu przeznaczonym do bawienia obywateli” sprawiło, że Rada Generalna komuny replikowała tak ostro. Guimberteau uznał bowiem, iż sprawa nabrała wymiarów wielkiej afery politycznej, uznał, że równie „wielki zamach przeciw wolności”, „okropne przestępstwa” winny zostać ukarane gilotyną.

Tego samego dnia gdy komuna nakazywała zamknięcie sali, Guimberteau wydał nowe zarządzenie: „Jan Guimberteau, reprezentant ludu, obdarzony przez Konwencję Narodową pełnią praw w departamentach Indre-et-Loire oraz Loir-et-Cher. Uważając, iż wczoraj 24 i przedwczoraj 23 w sali spektakli w Tours dokonał się wielki zamach przeciw symbolowi wolności i że zamach ten może być jedynie wynikiem kontrrewolucyjnego spisku, i że jest rzeczą niezbędną zastosować gwałtowne środki w celu pochwycenia nędzników, którzy winni są równie okropnemu przestępstwu, to znaczy samych sprawców, ich wspólników i zwolenników, pragnąc przyśpieszyć ich ukaranie wszelkimi środkami, które leżą w naszej mocy i jak najrychlej oczyścić ziemię wolności ze wszystkich gatunków łotrostwa i niegodziwości, postanawia co następuje:

Art. 1 – W mieście Tours zostanie ustanowiona komisja wojskowa złożona z siedmiu członków mianowanych przez reprezentanta ludu.
Art. 2 – Komisja ta zostanie zobowiązana do definitywnego osądzenia, a w szczególności:
1. Wszystkich autorów, sprawców, wspólników i zwolenników potwornego zamachu czynionego przeciw wolności w sali spektakli w Tours 23 i 24 bieżącego miesiąca, wołających <<Precz z czerwoną czapką>>.
2. Wszystkich emigrantów, którzy powrócili na terytorium republiki, a także księży, którzy nie poddali się prawu o deportacji.
3. Tych wszystkich, którzy swymi przemowami bądź pisaniem sprowokowali lub sprowokują w konsekwencji powrót monarchii bądź zmianę w formie rządów, poniżenie Konwencji Narodowej lub legalnych władz.
4. Komisja będzie musiała rozpoznać wszystkie przestępstwa i zastosować kary przewidziane przez prawo przeciw wszystkim spekulantom, czy to cudzoziemcom czy to takim, którzy przemycają towary angielskie.
5. Ścigać wszystkich funkcjonariuszy publicznych bądź urzędników, którzy zobowiązani do pobierania podatków ludu, roztrwonili je.
6. Wreszcie, rozpoznać wszystkie sprawy, które zostaną jej przekazane przez reprezentanta ludu.
Art. 3 – W skład Komisji wojskowej, która rozpocznie dzisiaj swe urzędowanie wejdą obywatele D…, G.D…, B…, G…, H…, B… oraz V…
Art.4 – Sekretarz , woźni i inni agenci komisji zostaną mianowani przez nią samą.
Art. 5 – Municypalność Tours jest zobowiązana do dostarczenia wygodnego lokalu na posiedzenia komisji i jej prace.
Art. 6 – Generał rezerwy jest zobowiązany do natychmiastowego wykonania wszystkich wyroków i poleceń Komisji.
Art. 7 – Na siedzibę komisji wojskowej wyznaczamy tymczasowo Tours, lecz zastrzegamy sobie prawo przenoszenia jej do rozmaitych miejscowości departamentu Indre-et-Loire bądz Loir-et-Cher, wszędzie tam gdzie zostanie wykryta konspiracja wymagająca ukarania; będzie ona mogła obradować w liczbie pięciu członków.
Art. 8 – Niniejsze zostanie wydrukowane, opublikowane i wywieszone.

Sporządzono w Tours, 26 brumaire’a, roku II Republiki Francuskiej, jednej i niepodzielnej.

Podpisano:
Guimberteau
Rouhiere, sekretarz

Nowa komisja wojskowa zaczęła działać 27 brumaire’a, a jej „matką chrzestną” była Rada Generalna komuny Tours. Natychmiast mianowano tez cały skład komisji i przystąpiono do osądzenia pierwszych oskarżonych: Jeana Marcona – żołnierza oraz Jacquesa Crosniera – kaprala, oskarżonych o znieważenie sankiuloty w sali spektakli. Ponieważ uznano jednak, że obaj mieli nic wspólnego z wydarzeniem, zostali uniewinnieni.

Między 24 listopada 1793 r. a 23 marca 1794 r. zgilotynowano jedenaście osób.

Departament Indre-et-Loire dysponował ówcześnie dwiema gilotynami; pierwsza była zmontowana na stałe i wystawiona na jednym z placów Tours. Druga spełniała rolę gilotyny wędrownej. Pierwsza z gilotyn została wzniesiona wraz z powołaniem do życia pierwszej komisji wojskowej pod przewodnictwem Sénarda. Sądzono zatem, iż postoi ona dosyć długo, albowiem zapewniono jej metrową podmurówkę i do niej dopiero została przytwierdzona na stałe gilotyna w czerwcu 1793 r.

Początkowo nie przedsiębrano żadnych środków ostrożności i ciekawa mechanizmu gawiedź mogła swobodnie zbliżać się do przyrządu. Dopiero w połowie lipca komisja wojskowa zwróciła się do urzędników miejskich, zachęcając ich do podjęcia środków ostrożności. Techniczne aspekty funkcjonowania gilotyny się sprowadzały się jedynie do bezpieczeństwa w czasie postojów. Niemniej istotne były problemy związane z zapewnieniem bezpieczeństwa w czasie samych egzekucji. Nie zapewniano bowiem ani w miarę humanitarnych warunków dostarczania skazańców na miejsce kaźni, przybywali oni niemal całkowicie obnażeni, ani też nie dbano o techniczną sprawność samej egzekucji. Jeden z członków komisji wojskowej, a w czasie egzekucji musiał być obecny zawsze jeden z jej członków – stwierdzał, iż częstokroć gilotyna zawodziła i spektakl, już bez tego niewesoły, przeradzał się w istną „jatkę”. W przypadku wspomnianego skazańca Frapina, kat musiał dokończyć egzekucji zwykłym nożem. Sprawą zajęła się sama komisja wojskowa, która karcąc władze miejskie, stawała się wyrazicielką powszechnego oburzenia. Komisji zwracała uwagę na zły stan gilotyny, na niechlujstwo obsługi gilotyny oraz na uwłaczanie poczuciu przyzwoitości poprzez zmuszanie skazańców do negliżu bądź poprzez pozbawianie ich resztek odzienia po egzekucji.

Atak komisji spowodował odpowiedz „wykonawcy wyroków kryminalnych” L. Sansona. Kat odrzucał, rzecz jasna, zarzuty, usiłując udowodnić, że bardzo się do swej pracy przykłada. Jednocześnie tłumaczył, iż pozbawienie skazanych części garderoby wynika własnie z chęci sprawnego działania gilotyny. Problem jej sprawności natomiast podlega w rozumieniu kata, władzom miejskim i nie należy do domeny wykonawcy wyroków. Odrzucał Sanson zarzut o niemoralne pozbawianie zwłok odzienia, albowiem przebieranie ofiar jest niezbędne, gdyż wypada je przecież odziać w czyste koszule. Pamiętać trzeba jednocześnie o tym, że Sanson był nie tylko katem, lecz również członkiem komitetu nadzoru Tours, co sprawiało, że polemika miedzy nim a Sénardem przybierała charakter sporu między dwiema instytucjami.

Druga z gilotyn, o której już wspomniałem, ruszyła w objazdową turę w pierwszej połowie lutego 1794 r. Była to nie tylko wyprawa mająca na celu zadośćuczynienie rewolucyjnemu prawu, lecz nosząca również piętno propagandowe. Ludność małomiasteczkowa i rolnicza znała bowiem grozę terroru bezpośredniego panującego w dużych miastach, a zwłaszcza w Paryżu, jedynie za słyszenia. Najgorsze z dotychczasowych doświadczeń w regionie związane były z rebelią wandejską i jej konsekwencjami; nie znano natomiast, nie widziano rewolucyjnej sprawiedliwości w działaniu bezpośrednim, znajdującym swe apogeum w osławionej gilotynie.

Na dobrą sprawę, już sama przejażdżka gilotyny byłaby wystarczająca dla wzbudzenia nastroju grozy. Komisja wojskowa uznała jednak, że sama propaganda pozbawiona elementu czynu sprawi, że cały zamysł spali na panewce. Postanowiono zatem dokonać przy okazji egzekucji lokalnych. 24 lutego, po zakończonej misji objazdowej gilotyna wróciła do Tours.

* Ogolenie ułatwiało przyszłe rozpoznanie żołnierzy w wypuszczonych na wolność jeńcach. Nadto, obcięcie włosów stanowiło akt pogardy dobrze urodzonych wobec długowłosego motłochu. Republikanie odczuwali to jako obelgę.

Stefan Meller, Komitety, komisje, terror, [w:] S. Meller, Rewolucja w dolinie Loary. Miasto Chinon 1788-1798, PWN, Warszawa 1987.946187_1085332611504266_4811995789516027333_n

Fot. Nicolas-Antoine Taunay, Triumf gilotyny w piekle, 1795.