Odrzucenie przez papieża Piusa VI (na ilustracji) konstytucji cywilnej kleru (brewe „Quod aliquantum” z marca 1791 r.) było w istocie gwałtownym, nieodwołalnym potępieniem wszystkich idei rewolucji, z którą tak wielu księży tak żarliwie się identyfikowało. Ich wiara, że „religia narodowa” utrwalać będzie jedność zregenerowanego Narodu, poniosła rozdzierającą klęskę. Papieskie potępienie rewolucyjnej Francji spowodowało w jej Kościele dramatyczną schizmę.

T0000001(4)

U progu rewolucji tacy znani później jej działacze jak ksiądz Fauchet czy ksiądz Lamourette potrafili połączyć wrażliwość społeczną z polityczną odwagą: głosili alians Ewangelii z Wolnością, odwoływali się do ideałów pierwotnego chrystianizmu, by uzasadnić żądania poprawy losu ludzi ubogich, przedstawiali Chrystusa jak przyjaciela biedaków. Antyklerykalizm sam zaś nie jest nieprzejednany, koncentruje się na pełnej pychy hierarchii duchownej i na „grubych a sprośnych” mnichach, których klasztory właśnie likwidowano. U progu rewolucji Jean-Paul Marat anektował do stanu trzeciego zacnych i patriotycznych proboszczów. W Konstytuancie hołubiono „księży patriotów”, którzy porzucili uprzywilejowanych i przyłączyli się szybko do stanu trzeciego. Gdy w toku prac nad Deklaracją Praw Człowieka i Obywatela przyszło dyskutować o wolności religijnej, po burzliwej debacie przyjęto niezwykle ostrożny artykuł 10, którego treść wywołała prawdziwą rozpacz licznych posłów-antyklerykałów („Nikt nie może być niepokojony z powodu swoich przekonań, również religijnych, byle ich manifestowanie nie zakłócało porządku publicznego, ustanowionego przez ustawę”).

Ciosem dla zredukowanej już wspólnoty będzie demokratyczna reforma Kościoła, zapisana w tak zwanej konstytucji cywilnej kleru. Wyrosła ona ze wspomnianej gallikańskiej tradycji: od wieków państwo miało we Francji ogromny wpływ na kościelne struktury i kadry, toteż ojcowie konstytucji cywilnej, z pobożnym posłem Camusem na czele, nie dopuszczali nawet myśli, że popełniają jakieś świętokradztwo. Po zniesieniu dziesięcin i nacjonalizacji dóbr kościelnych niezbędne było trwałe uregulowanie zasad finansowania Kościoła katolickiego z budżetu państwa: konstytucja cywilna to załatwiła. Potrzeba reform struktur kościelnych (diecezji, parafii) była odczuwana przez kler już przed rewolucją. Konstytucja cywilna dopasowała struktury kościelne do nowego podziału administracyjnego państwa i powierzyła obsadzanie funkcji biskupów oraz proboszczów wyborom – na ogólnych zasadach wybierania funkcjonariuszy publicznych.

Konstytucja cywilna kleru nie uznawała utrzymania hegemonicznej pozycji pozycji katolicyzmu, który był z pewnością spoiwem jedności narodowej. Konstytucja cywilna nie uznawała tej hegemonii, lecz zapewniała ścisłe związki Kościoła z państwem. Uchwalona dwa dni przed wielkim świętem Federacji Narodowej w Paryżu, w klimacie jedności Francuzów, bynajmniej nie został źle przyjęta przez większość kleru; za rada biskupów zaaprobował ją i Ludwik VI. Potwierdzeniem tej akceptacji miało być składanie przysięgi na wierność konstytucji przez ogół księży. Przysięgę tę musieli złożyć, prócz króla, urzędników państwowych, także i duchowni członkowie Zgromadzenia Narodowego. Dzień 4-go stycznia 1791 r. był ostatnim terminem składania przysięgi. Złożyło ją razem 109 duchownych, czyli 1/3 członków Zgromadzenia Narodowego. Reszta odmówiła przy okrzykach „na latarnię z buntownikami”, czyli z tymi, którzy nie przysięgali. W całym kraju trudno obliczyć. Breve papieskie, potępiające konstytucję cywilną (10 marca 1791 r.), mówi, że była ich większość. Wytworzyły się dwie kategorie duchowieństwa: przysięgłego i niezaprzysiężonego. Tych ostatnich uważano za buntowników i zakłócających porządek publiczny. 20 tysięcy księży musiano dymisjonować. Rozpoczęła się naprawdę wojna domowa – nie ta mała wojna między rewolucją a królem, która była przejściowa, ale między wszystkimi formami tejże rewolucji – od konstytuanty do terroru i od republiki do dyktatury – z całym narodem. Wojnę tę zlikwidował dopiero Napoleon.

Schizma, o której mowa była wyżej, związana była właśnie z głębokim przedziałem między klerem „konstytucyjnym”, który złożył wymaganą przysięgę, i „opornym”, niezaprzysiężonym (w tej kategorii znalazła się przygniatająca większość biskupów). Po stronie opornych księży opowiedziały się duże grupy ludności, zwłaszcza na wsi i zwłaszcza kobiet. To dlatego światli „bourgeois” oburzają się na głupotę, „wiejskich bigotów”, zaś lojalni wobec rewolucji chłopi z departamentu Cantal żądają, by położyć kres „intrygom opornych księży, których sekretne machinacje sieją wrogość między synem i ojcem, mężem i żoną”.

Największym ciosem dla religii było amputowanie żywej tkanki Kościoła – kleru. Wedle obliczeń Timothy Tacketta konflikt wokół konstytucji cywilnej i przysięgi wypchnął poza ramy oficjalnego Kościoła blisko połowę (48%) kleru parafialnego, proboszczów i wikariuszy. Oporny kler był deportowany, emigrował, ukrywał się; śmierć poniosło od trzech do pięciu tysięcy księży. Co interesujące, opór przeciwko akcji dechrystianizacyjnej przyszedł ze strony samego rewolucyjnego rządu. Komitet Ocalenia Publicznego postrzegał w dechrystianizacji manewr polityczny paryskich „ultrarewolucjonistów”, hebertystów, wyraźnie już prących do władzy. Robespierryści i dantoniści zdecydowani byli powściągnąć tę opozycję z lewa, a więc i falę walki z religią, która zdawała sie nieść ultrasów, przynajmniej w Paryżu. Błazeńskie maskarady antyreligijne w stolicy irytowały poważnych, antyklerykalnych, lecz i religijnych działaczy, jak Robespierre czy Billaud-Varenne. Tak więc część jakobinów uznawała, że ateizm jest zbyt daleko od kraju, który dopiero zmienia swój stary porządek społeczny, który ma zmieniać kulturę, sztukę, prawo i obyczaje przesiąknięte religią chrześcijańską. Nadto uważał, że ateizm jest niebezpieczny dla szerokich mas tzw. ludu, który poczuje się „spuszczony ze smyczy”. Jak na swoje czasy to i tak postępowa myśl – wierzyć w Boga, ale w formie niezinstytucjonalizowanej, obdartej z mechanizmów rytualno-budżetowych. Jak wiadomo w Rewolucji były różne kultu, od Rozumu do Istoty Najwyższej, ale prawdą jest że większość była daleka od chrześcijaństwa, nie oznaczało od razu stricte ateizmu. Ważniejsze było myślenie racjonalne, oświecone podejście do kwestii wierzeń, niż dogmatyczne ogłaszanie ateizmu. Tym, jak wiadomo, zajmowali się niektórzy nieco bardziej kontrowersyjni rewolucjoniści ponad 100 lat później. To feudalny i związany z arystokracją zepsuty kler był celem ataków, mniej samo wyznanie, chociaż oczywiście też.

T0000001(2)

W jednej ze swoich mów, wygłoszonych w pierwszych dniach grudnia 1793 roku, Robespierre wystąpił z obroną polityki rządu w sprawach religijnych przed atakami mocarstw zagranicznych, pragnących wyciągać korzyści polityczne z rzekomych „ataków na kościół”. Robespierre, zwracając się do wyimaginowanego audytorium Europy, mówił: „Wasi władcy powiadają wam, że lud francuski potępił wszelkie religie i ustanowił cześć dla człowieka zamiast czci dla Boga. To jest kłamstwo. Lud francuski i jego przedstawiciele szanują wolność wszystkich religii i nie zakazują żadnej z nich. Czczą oni cnoty i zasługi męczenników ludzkości, ale czynią to bez bałwochwalstwa lub przesady. Brzydzą się nietolerancją i prześladowaniami, bez względu na to, pod jakim płaszczykiem są ukryte. W jednakowej mierze potępiają szaleństwa zabobonu, zbrodnie fanatyzmu i ekstrawagancje fałszywej filozofii”. Nie tylko poglądy Rousseau – który był jak wiemy dla Robespierre’a niczym ojciec duchowy, ale nawet forma, jaką przybrał patriotyzm rewolucyjny, wskazywały na konieczność istnienia pewnego kredo i kultu religijnego, jako podstawy życia obywatelskiego. Gdy Robespierre, dzień po swoich urodzinach, wystąpił 7 maja z propozycją utworzenia kultu Najwyższej Istoty, nie lansował wyłącznie własnego planu; nie głosił nawrotu do katolicyzmu lecz podawał określenie jego oficjalnej namiastki; kult zaś, proponowany przezeń nie jest żadną „nowomodną” odmianą kultu, lecz przemyślaną formą religii patriotyzmu, dotąd w sposób niedoskonały wyrażanej przez święta Sprzymierzenia, Prawa, Wolności, Natury, Rozsądku i inne.

Formuła, którą Robespierre zaproponował jako nazwę bóstwa, nie pochodziła od niego samego. „Najwyższa Istota”, namiastka słowa „Bóg”, bynajmniej nie obca uchu filozofa, wprowadzona została do wstępu konstytucji 1793 roku przez niejakiego Pomme’a, bynajmniej nie robespierzystę. Robespierre osobiście wolałby „Nieśmiertelnego Prawodawcę”. Gdy Komitet Ocalenia Publicznego po raz pierwszy postanowił przejść do czynnej polityki religijnej, oznajmił o tym w Konwencie Couthon, nie zaś Robespierre. Projekt kultu, wyłożony przez Robespierre’a 7 maja, opierał się na propozycjach Mathieugo; święta miały dokładnie wypełnić republikański kalendarz Fabre’a.

Mowa o „stosunkach idei religijnych i moralnych do zasad republikańskich” została wygłoszona w Konwencie 7 maja. Robespierre cieszył się już wielką reputacją jako mąż stanu i mówca, że wydarzenie to mniej przypominało debatę parlamentarną, niż premierę wielkiej sztuki z udziałem znakomitego aktora dramatycznego. Rozpoczął, jak to miał w zwyczaju, od obszernego omówienia zagadnień światowych. Następnie zaatakował spiskowców i ich sojuszników – nie wymieniając ich oczywiście z nazwiska (Hébert, Danton) – mówiąc, że zabijali patriotyzm, występując z przesadnymi żądaniami; dyskredytowali moralność, głosząc hasła, których nigdy nie spełniali; powodowali nawrót do przesądów, atakując kościół. Po to, ażeby unieszkodliwić podstępne knowania i uspokoić Europę, wysunął Robespierre propozycje oficjalnego uznania religii. Ateizm – tym wyrazem zwykł był określać łącznie racjonalizm i antyklerykalizm – nie posiada (oznajmił) wartości pragmatycznej. Istnienie Boga i nieśmiertelność duszy – oto rzeczy, które sama natura podsuwa, a ludzie domagają się ich kategorycznie. Gdyby nawet jedno i drugie stanowiło fikcję, byłoby i tak „najwspanialszą koncepcją umysłu ludzkiego”. Francuskiej Republice przypadło w udziale dokonanie rewolucji politycznej drogą zapoczątkowania rewolucji duchowej, przewidzianej przez Rousseau, i sformułowania wiary w istnienie Najwyższej Istoty i w nieśmiertelność duszy ludzkiej.

Po upadku Robespierre’a pozostało tylko wspomnienie o surowości i wymaganiach. Ale termidorianie byli równie niepopularni, jak ich rywale. Francuzi zmęczyli się. Zrobili rewolucję, żeby mieć lepsze życie, pragnęli teraz spokoju i końca wojny, chcieli płacić mniej podatków i nie iść na wojnę. W gruncie rzeczy jakobinom zarzucali przede wszystkim bezwzględność, która – posuwając rewolucję do ostateczności – narzuciła za dużo wyrzeczeń Czy termidorianie postępowali o wiele lepiej? Kraj stał na progu bankructwa, nędza rosła, wojna trwała ciągle. Nie było to jeszcze wszystko. Upragnione uspokojenie zależało w pewnej mierze od porozumienia między Republiką a kościołem katolickim, niezgoda miedzy nimi podtrzymywała bowiem wojnę domową i wnosiła rozdźwięk aż do poszczególnych rodzin. Religia obywatelska, którą proponowano ludowi, nie interesowała go wcale; nowy kalendarz wprowadził zamęt do codziennego życia, poza tym ludzie woleli odpoczywać co siedem dni, a nie co dziesięć. Odrodzenie katolicyzmu – oto jeden z najbardziej charakterystycznych rysów epoki. Tymczasem konstytucja potwierdzała rozdział kościoła od państwa i uznawała wolność kultów tylko pod warunkiem przestrzegania odpowiednich ustaw. Księża musieli obiecać uległość prawom i uznać lud francuski za prawnego suwerena; nie wszyscy jednak byli ulegli (soumissionnaires), a to tylko komplikowało rozłam. Kamieniem obrazy stał się zresztą dla ludu zakaz wszelkich praktyk religijnych poza obrębem kościoła: procesji i pielgrzymek, napisów i krzyży, szat duchownych, bicia w dzwony. Lud nie tak pojmował wolność religii i wobec tego łamał ustawy; władze lokalne w większości wypadków przymykały na to oczy, jeśli zaś interweniowały, napotykały opór. Nie ulega wątpliwości, że termidorianie – mimo że nie zamknęli kościołów – pragnęli niemniej od sankiulotów dechrystianizacji Francji, uważali bowiem, że rewolucja i katolicyzm nie dadzą się pogodzić. Większość Francuzów była odmiennego zdania. Jednakże ci, którzy potępiają termidorianów, zapominają zazwyczaj powiedzieć, że wielu opornych księży (réfractaires) głosiło tezę, co oni, i posługiwało się religią, by przeprowadzać swoją politykę; niektórzy porozumiewali się z szuanami. Termidorianie byli głęboko przekonani, że ustępstwa nie tylko nie rozbroją opornych, ale przeciwnie, uczynią jeszcze niebezpieczniejszymi.

Po upadku termidorianów, polityka Dyrektoriatu wywołała niezadowolenie obywateli wierzących, polecił bowiem obalać krzyże, zakazał procesji i pielgrzymek, sprzedawał kościoły, w których nie odprawiano regularnie nabożeństw. Polityka ta pchnęła w szeregi nieprzejednanych wrogów Dyrektoriatu księży skłonnych nawet do uległości. Wprowadzając zamęt do wszystkich zwyczajów, kalendarz rewolucyjny zniechęcił także obojętnych. Dyrektorianie, którzy nie byli wcale tak gwałtowni, jak terroryści, stali się równie nienawistni społeczeństwu. Postępowaniem swym utrudnili dechrystianizację odbywającą się samorzutnie. Wprawdzie wierzący dawali publicznie wyraz swoim przekonaniom religijnym, a ciężkie czasy przyprowadzały z powrotem na łono kościoła ludzi chwiejnych, którzy – jak zawsze w podobnych wypadkach – szukali w kościele podpory moralnej albo pociechy, ale w samym ludzie wytworzyła się teraz pewna mniejszość zażartych wrogów duchowieństwa, które znajdowało się w takim stanie, że jego przyszłość zdawała się niepewna, Pozbawione środków materialnych, zmuszone częściowo do pełnienia swoich obowiązków potajemnie i do ciągłych zmian miejsca pobytu, duchowieństwo nie miało nowych adeptów; już niezbyt liczne, składało się w dużej mierze z księży starszych, którzy nie mieli następców. Praktyki religijne stawały się więc coraz rzadsze, katechizacja dzieci była częstokroć niemożliwa; zanikła tradycja. Ponadto rozłam wśród samego duchowieństwa zrobił mu wile złego. Kościół konstytucyjny,porzucony przez Republikę, istniał ciągle, chociaż osłabiony na skutek odejścia wielu księży, ich małżeństw, odwołania przysięgi, która złożyli na konstytucję. Miał jeszcze 44 biskupów, najsłynniejszy z nich Gregoire; w roku 1797 biskupi francuscy zwołali sobór narodowy; księża byli liczniejsi, niż to się zwykle podaje: w departamencie Sarthe, kraju szuanów, naliczono 122 księży konstytucyjnych, a blisko 200 papistów. Księża ci mieli swoich zwolenników: w Sedanie 3/4 ludności pozostawało przy kościele konstytucyjnym. Nie należny zapominać, że najważniejszą sprawą dla wielu ludzi było istnienie religii: niezależnie od swoich predylekcji godzili się na księży konstytucyjnych z braku innych. Dlatego właśnie dechrystianizacja przeprowadzona w roku II była błędem politycznym; dlatego także Dyrektoriat powinien był oszczędzać księży, którzy związali swój los z losem rewolucji. Duchowieństwo rzymskie zwalczało ich bezwzględnie, ale było także podzielone. Księża oporni, których organem były Annales ecclesistiques księdza Boulogne, potępiali zazwyczaj księży uległych, z których najsłynniejszy był sulpijanin Emery; mieli oni także swoje pismo: Annales religieuses księdza Sicarda. Zaatakowali przede wszystkim „nienawistników” (haineux), tj. tych, którzy zgodzili się na złożenie przysięgi nienawiści do monarchii; w departamencie Sarthe połowa księży rzymskich złożyła tę przysięgę; wprawdzie połowa „nienawistników” odwołała przysięgę, ale sytuacja wcale się nie wyjaśniła. Z dala od biskupów, którzy po większej części przebywali na emigracji, gdzie wielu żyło z subsydiów angielskich, duchowieństwo przyzwyczajało się do niezależności i często podporządkowywało interes kościoła swoim przekonaniom rojalistycznym. Duchowieństwo katolickie rozprzęgło się, a jednocześnie topniało. Uprawiając politykę obojętności religijnej Dyrektoriat mógłby liczyć na czas.

W 1801 roku Napoleon skłonił papieża Piusa VII do zawarcia konkordatu, który był pierwszym konkordatem zawartym przez państwo konstytucyjne. Wszedł on w życie wywołując ogromne poruszenie w całej ówczesnej Europie. Konkordat napoleoński obowiązywał we Francji przez okres 100-lecia, aż do uchwalenia ustawy o rozdziale Kościoła od państwa w 1905 r. To właśnie na konkordacie napoleońskim będą następnie wzorować się później liczne konkordaty zawierane w XIX I XX w. przez papieży z innymi państwami. Dla przypomnienia: art.1 tego konkordatu przewidywał, że „Religia katolicka apostolska i rzymska będzie swobodnie wyznawana we Francji. Obrządek jej będzie publiczny i stosować się będzie do zarządzeń policyjnych, które Rząd uzna za niezbędne dla zapewnienia spokoju publicznego”. Z kolei art. 6 mówił o tym, że biskupi, zanim obejmą swe czynności, złożą bezpośrednio w ręce Pierwszego Konsula przysięgę na wierność. Tak zakończyła się ponad dziesięcioletnia wojna religijna rewolucyjnej Francji.

15590131_1282720268432165_2739695960287747737_nfot. Pierre Joseph Celestin François (1759-1851), Alegoria konkordatu z 1801 r.