Marks i Engels już w latach czterdziestych w obliczu narastającego wrzenia rewolucyjnego w Niemczech zainteresowali się dziejami rewolucji francuskiej, zwłaszcza jakobinizmem. W tym okresie historycznym uwagę ich przyciągało rozwarstwienie klasowe społeczeństwa burżuazyjnego, w szczególności zaś rozwarstwienie mas ludowych, które jeszcze się nie wykrystalizowały w klasę. W masach wyróżniają właścicieli drobnych warsztatów rzemieślniczych, drobnych kupców oraz warstwę robotników najemnych, których nazywają „przedproletariatem”. Analizują zalążki sojuszu, czasowego oczywiście, między masami plebejskimi a rewolucyjnym chłopstwem, które walczy o zrzucenie pęt feudalnych.  Sprawa sojuszu – przez co należy rozumieć współdziałanie zbieżne klas, warstw czy grup w jednym lub w podobnym celu – będzie wypływała w późniejszych rewolucjach i ludowych, i socjalistycznych. Przykuje uwagę Lenina, o czym za chwilę. Osiągnięcie tego celu, jakim było niepodzielne zawłaszczenie ziemi, jest jednocześnie końcem tego sojuszu i oznacza przejście mas chłopskich pod wpływy burżuazji. Przykuwa ich uwagę zagadnienie radykalizacji rewolucji, w szczególności presji wywieranej przez masy ludowe na jakobinów, zagadnienie, które współcześnie nazwano „rewolucją w rewolucji” (Debray), a które wiąże się z zagadnieniem dwuwładztwa, chociaż nie jest z nim tożsame.

15178164_1263682997002559_7525020211525413853_n

Fot. Karol Marks (z lewej) i Fryderyk Engels w redakcji „Rheinische Zeitung” w Kolonii. Autorem płótna jest E. Chapiro — Muzeum Marksa-Engelsa, Moskwa. Archiwum Ilustracji WN PWN SA © Wydawnictwo Naukowe PWN

 

Sankiuloci, powołując do życia po 10 VIII 1792 r. Komunę, wprowadzili zorganizowaną formę tego dwuwładztwa. Dostrzeżenie przerastania jednej rewolucji w drugą, tj. rozwijania się rewolucji burżuazyjnej przeciw niej samej, Engels uważa za wielką zasługę Saint-Simona. W „Rozwoju socjalizmu od utopii do nauki” pisze na marginesie „Listów genewskich”: „Ale potraktowanie Rewolucji Francuskiej jako walki klasowej, i to nie tylko między szlachtą a burżuazją, lecz między szlachtą a burżuazją a nieposiadającymi, było – w 1802 r. odkryciem w najwyższym stopniu genialnym”. Tu warto zwrócić uwagę na to, co jeden ze współczesnych autorów pisał o rewolucji jako o zjawisku niezwykle złożonym: nie ma jednej rewolucji – jest ich wiele.  Procesy te pozwoliły doprowadzić do końca dzieło rewolucji wbrew woli burżuazji, co jest swoistym paradoksem historii, ponieważ masy plebejskie nadały tej rewolucji inną treść i inny kształt. W istocie rzeczy burżuazja chciała przeobrazić absolutną monarchię w konstytucyjną – bez rewolucji, drogą pokojowych reform.  Marks i Engels podziwiali nieugiętość i męstwo jakobinów, którzy w okresie od 31 V do 26 VII 1794 r. burżuazję tak skutecznie trzymali w szachu, że ta nie śmiała podnieść głowy. Studiowali zagadnienie terroru, który traktowali jako plebejski sposób rozprawienia się z wrogami burżuazji, z absolutyzmem, feudalizmem i bogatym mieszczaństwem.  Nigdzie jednak w ich pismach poświęconych temu okresowi nie można znaleźć wypowiedzi normatywnej, traktującej centralizm jakobiński jako zasadę rządów państwa ludowego. Nie można takiej wypowiedzi znaleźć, bo i sami jakobini nigdy w tym duchu się nie wypowiadali. PRZECIWNIE, DYKTATORSKIE RZĄDY CENTRALISTYCZNE UWAŻALI ZA ŚRODEK TYMCZASOWY, PRZYDATNY W OKRESIE ZAGROŻENIA WŁADZY LUDOWEJ PRZEZ INTERWENCJĘ WOJENNĄ I KONTRREWOLUCJĘ, PO CZYM MIAŁ NASTĄPIĆ POWRÓT DO „KONSTYTUCJONALIZMU” [podkreśl. nasze]. Jeżeli zwalczali „federalizm” Żyrondy, to nie dla samego federalizmu, ale dlatego że łączył się z konserwatywnym programem społecznym, a w wielu wypadkach z osłabieniem zewnętrznym republiki, aż do paktowania z interwentami włącznie. Program polityczny ustroju stanowiącego organizację sieci gmin, w których władza miała funkcjonować na zasadzie wolnych wyborów oraz bezpośredniej demokracji, ma swoją wymowę. Saint-Just 16 VI 1793 r. mówił, że warunkiem suwerenności narodu są komuny. Jest to bardziej znamienne – wolno sądzić – aniżeli taktyczny odwrót jakobinów od tych zasad, odwrót wymuszony przez historyczne konieczności. To one wymagały – zdaniem Robespierre’a – zjednoczenia ludu, jeżeli burżuazja miała być zwyciężona.  W przemówieniu z 10 X 1793 r. Saint-Just podnosił konieczność złożenia oświadczenia, że rząd rewolucyjny będzie trwał tylko do chwili zawarcia pokoju, że w sytuacji, w której znajduje się republika, nie można wprowadzić w życie konstytucji, ponieważ to otworzyłoby drogę atakom na wolność. W tym duchu wypowiada się Robespierre w sprawozdaniu, które w owym okresie przedstawił Komitetowi Ocalenia Publicznego. Wobec brzmienia konstytucji z 1793 r. (w szczególności podporządkowanie reprezentantów wyborcom, szerokie zastosowanie referendum i uznanie „prawa do oporu”) nie może więc być wątpliwości, że dyktatorską koncentrację władzy, wykrystalizowanie się nadrzędnego stanowiska Komitetu Ocalenia Publicznego nad Konwentem jakobini traktowali jako zabieg przejściowy, po czym władza miała wrócić do mas ludowych. W okresie rewolucji zorganizowała się w całej Francji, niezliczona liczba klubów, sekcji stowarzyszeń ludowych itp., które w całości tworzyły prototyp społeczeństwa rządzonego przez lud.  Analiza tego rewolucyjnego pluralizmu ma pierwszorzędne znaczenie dla zrozumienia istoty zagadnienia, ponieważ z tego źródła, bezpośrednio czy pośrednio, czerpią wszystkie demokratyczne tendencje w socjalizmie. WŁAŚNIE ROBESPIERRE BYŁ TYM, KTÓRY GROMIŁ PRÓBY UNIEZALEŻNIENIA SIĘ PRZEDSTAWICIELI OD LUDU, OD WYBORCÓW. PIĘTNOWAŁ TO JAKO OPRESJĘ LUDU [podkreśl. nasze]. Owe organizacje ludowe świadomie proklamowały konstytucyjne prawo do stowarzyszania się jako fundament wolności.

 

Robespierre_-_[estampe]_-_gravé_[...]Schwarz_Paul_btv1b8412307wFot. Maksymilian Robespierre
Marks uważał, że po 10 sierpnia 1792 r. punkt ciężkości przesunął się do stowarzyszeń ludowych, do municypalitetów i improwizowanych ośrodków władzy, które miały charakter „emanacji anarchii”. Taki charakter miały również sekcje w Paryżu, które ze zwykłych okręgów wyborczych przekształciły się w organy władzy ludowej. Charakteryzując dyktaturę jakobińską, Marks mówił, że łączyła ona polityczną centralizację z szerokim rozwojem lokalnego samorządu, wyłanianego w demokratycznych wyborach i te cechy traktował jako najsilniejsze dźwignie rewolucji. Moja ocena końcowa będzie więc diametralnie różna od opinii rozpowszechnionych w nauce zachodniej: nie jakobini, ale zachowawcza burżuazja była antypluralistyczna. Była ona wrogo nastawiona do grup zorganizowanych. Pierwsi kapitaliści, fabrykanci, wielcy kupcy i bankierzy, którzy wyrośli z manufaktur, handlu zamorskiego, spekulacji giełdowych, nie potrzebowali organizować się, rozwijali przeważnie działalność kapitalistyczną indywidualnie, kierowani – by zacytować Adama Smitha – „niewidzialną ręką” rynku. Powodzenie utwierdzało ich w przekonaniu, że organizacja nie jest im potrzebna. Mit Robinsona wciąż jeszcze był żywy, wciąż jeszcze pobudzał wyobraźnię przedsiębiorcy. Czas stowarzyszania się kapitalistów jeszcze nie nadszedł. Natomiast tym, co im zagrażało, były kluby i stowarzyszenia żywiołowo powołane przez lud. Toteż ustawa Le Chapelier zakazała ich. Marks nazwał ją celnie „burżuazyjnym zamachem stanu”.  Dodajmy, że był to prewencyjny zamach stanu, aby zapobiec „wyprzedzeniu organizacyjnemu” proletariatu, który od samego początku nie mógł się obejść bez związku zawodowego – sprawnie funkcjonującego i dysponującego „funduszem oporu”. Nie przeszkadza to, aby organizacje związkowe robotników traktować, jako pochodne w stosunku do kapitalistycznych przedsiębiorstw, w ramach których powstawały.
/-/ Fragment pochodzi z książki autorstwa Stanisława Ehrlicha, pt. „Oblicza pluralizmów”, Warszawa 1980.
Karl_Marx_in_Hannover,_1867
Fot. Friedrich Wunder, Karl Marks w Hanowerze w 1867 roku