Pierwsza krew obywateli, którzy zażądali republiki, polała się 17 lipca 1791 roku. Miało to miejsce na Polu Marsowym. Dwa dni wcześniej pojawiło się u jakobinów hasło detronizacji króla. Wnioskodawcą był Laclos, agent. księcia Orleańskiego, ten sam, który stawiał wniosek o prawie przeciwko emigrantom. I tym samym razem pracował z myślą dla swego chlebodawcy. Dzień zaś wcześniej (16 lipca), komisja śledcza zajmująca się ucieczką pary królewskiej, przedstawiła raport Zgromadzeniu.

Jak wiemy, późnym wieczorem 20 czerwca 1791 roku, król Ludwik XVI wraz z żoną Marią Antoniną i dziećmi ucieka do Varennes. Wówczas jeszcze nie wiedziano, że ta data 20 czerwca kryła już w swym zarodku wszystkie późniejsze wypadki, cały stosunek króla do narodu, Francji do Europy, przyszłość i powodzenie rewolucji. Te dni, zanim sprowadzono z powrotem króla do Paryża, były jakby zapowiedzią tego, co dziać się miało w ciągu 2-3 najbliższych lat. Zgromadzenie Narodowe już wówczas zaczęło działać w tych formach, jakie później przybierze Konwencja: zawiesi we władzy króla, podda swym rozkazom ministrów, wyśle do armii komisarzy rewolucyjnych, słowem stworzy nowy wzór władzy.


Arrest Of Louis XVI & His Family At House Of Registrar of Passpo
Thomas Falcon Marshall (1818-1878), Aresztowanie Ludwika XVI z rodziną w Varennes w czerwcu 1791 roku

W stolicy po ucieczce króla jakby za jednym zamachem różdżki czarodziejskiej znikły w ciągu jednego dnia wszystkie napisy, emblematy i znaki, mające związek z królem, królową, czy regentem. Tego dnia (21-go czerwca 1791 r.) Zgromadzenie Narodowe zaczęło obradować o godz. 9-ej rano. Zaraz na wstępie przewodniczący oświadczył, iż otrzymał wiadomość o godz. 8-ej rano o ucieczce króla w nocy, i wezwał deputowanych do naradzenia się nad zabezpieczeniem pokoju, utrzymaniem konstytucji i wydawaniem rozkazów. Zgromadzenie Narodowe chwyta władzę, opuszczoną tak niezręcznie z rąk króla. Karol Lameth woła, że jesteśmy zmuszeni obecnie połączyć w naszych rękach władzę prawodawczą z władzą wykonawczą, i żąda wydania rozkazów ministrom, zwłaszcza na punkcie ubezpieczenia granic. Zgromadzenie Narodowe uchwala, iż odtąd wszystkie dekrety, dawne i przyszłe Zgromadzenia, wychodzić będą bez sankcji królewskiej, i że minister sprawiedliwości obowiązany jest do nich przyłożyć pieczęcie. Dnia następnego przyszła pierwsza wiadomość o aresztowaniu króla w Varennes. Ludwik XVI cieszył się wolnością niecałą dobę. Zgromadzenie wydelegowało trzech jego członków w celu towarzyszenia królowi w powrotnej drodze. Ta droga zaś, którą król odbył poprzednio w przeciągu 20 godzin, trwała teraz cztery straszliwie upalne dni. Powodem tak długiego powrotu, poza niebywałym upałem, był fakt, iż orszak składał się z kilku tysięcy gwardii, która posuwała się noga za nogą za powozem królewskim. Dopiero 25-go czerwca w godzinach wieczornych odbył się wjazd króla w charakterze jeńca narodu do Paryża. Widowisku temu przypatrywało się pół miliona ludzi w grobowym milczeniu.

W raporcie komisji śledczej z 16 lipca żądano ukarania sprawców i wspólników ucieczki, w pierwszym rzędzie marszałka de Bouille, który zresztą skrył się już zagranicę – do Luxemburga i stamtąd wystosował list do Zgromadzenia, w którym całą winę brał na siebie, i uznania osoby królewskiej za nietykalną, a osoba króla naturalnie zasłaniała i osobę jego małżonki, czyli królowej. Zgodnie z tym wydany był dekret Zgromadzenia, którego bronili Duport, Barnave i de Salles. Robespierre protestował. Wzywał on do uznania odpowiedzialności króla w charakterze pierwszego urzędnika państwa w czasie dyskusji o przesłuchanie go przez komisję śledczą (26 czerwca), później w dyskusji nad raportem (14 lipca) przeczył twierdzeniu, jakoby osoba króla była nietykalna. „Nie, nigdy nie wydaliście dekretu – mówił do Zgromadzenia – ażeby ktoś stał wyżej ponad prawem, aby mógł bezkarnie czynić zamach na wolność i na egzystencję narodu”. Ale Robespierre nie przemawia tu jeszcze w charakterze republikanina. Przeciwnie stara się zabezpieczyć przed możliwymi zarzutami republikanizmu, powiadając, że ma w widoku jedynie sprawiedliwość i prawdę. Jakobini, po wydaniu dekretu Zgromadzenia, cofnęli swoją petycję. Ale dnia następnego podjęli ją kordelierzy i stowarzyszenia braterskie. Już wówczas szykował się przewrót w nadziei wprowadzenia na miejsce zdetronizowanego Ludwika XVI młodszej gałęzi rodziny królewskiej – orleańskiej, za pieniądze księcia Filipa i, jak mówiono, angielskie. Ale ta próba nie powiodła się.


27544660_1670321169672071_6264332636058537398_n
Na rozkaz ówczesnego mera Paryża, którym był sławny astronom (znany m.in. ze swoich obliczeń orbity komety Halleya) Jean Sylvain Bailly, Gwardia Narodowa otoczyła demonstrantów na Polu Marsowym i po ogłoszeniu prawa wojennego (prawo to upoważniało władze miejskie do użycia wojska przeciw zgromadzeniom ludowym „zagrażającym porządkowi publicznemu”) użyła około godziny 19.00 pierwszy raz broni, zasypując bezbronny tłum gradem kul. Mówi się o ponad 100 zabitych tamtego wieczora…

18119179_1403718549665669_5687840280649736049_n

Po masakrze zaś nastąpiły represje. Wielu przywódców stowarzyszeń ludowych zostało uwięzionych i oddanych pod sąd. Nie kto inny kazał strzelać, jak La Fayette, ale za to ów „bohater rewolucji dwóch połów świata”, jak go nazywano, kończy w tym dniu swoją karierę rewolucyjną. Zawieszony między królem, który go także uważał zawsze za republikanina, a tłumem, który przeciwko niemu podburzali przeciwnicy dworu, zniknął pod powierzchnią wypadków rewolucyjnych, jak rok wcześniej Necker, i został wymazany z listy dobrych obywateli. Dopiero po wielu latach, w czasie drugiej rewolucji 1830 r., wróci do łaski ludu, ale już tylko, jako żywa tradycja wypadków 1789 r. Z kolei Bailly, który zezwolił na użycie broni wobec demonstrantów, odpowie za swój czyn w okresie rządów jakobinów. 10 listopada 1793 roku postawiony został przed Trybunałem Rewolucyjnym w Paryżu, a następnie zgilotynowany.

XIR191372 Jean-Sylvain Bailly (1736-93) 1789 (oil on canvas) by Mosnier, Jean Laurent (1743/4-1808) oil on canvas Musee de la Ville de Paris, Musee Carnavalet, Paris, France Giraudon French, out of copyright

Jean Sylvain Bailly