„2 grudnia 1793 r. z Samur wyruszyła grupa więźniów, prowadzona przez republikański pododdział pod dowództwem obywatela Lepetita. Tego samego dnia, oznaczonego w nowym kalendarzu jako 12 frimaire’a roku II, o wyjściu kolumny więźniów zmierzających do Chinon zostały powiadomione władze miasta. Nakazywano im przygotowanie lokali oraz wyżywienia dla około czterystu osób, które określano mianem podejrzanych oraz jeńców. A zatem część owego konwoju składała się z osób nie pojmanych z bronią w reku. Chinon miało stanowić właściwie jedynie punkt etapowy w drodze prowadzącej do Orleanu, do którego zamierzano dotrzeć 10 grudnia. 3 grudnia konwój wkroczył do Chinon.

Po przybyciu do Chinon, więźniowie zostali zgrupowani razem, nie zaś w przygotowanych kwaterach, albowiem wystarczyło wówczas pozostawić na straży 50 mieszczan wraz z 10 kawalerzystami. Komendant placu zażądał jednocześnie od władz miasta dostarczenia koni dla oficerów konwoju. Następnego dnia mieli dotrzeć do Azay-le-Rideau, miejscowości znajdującej się w połowie drogi do Tours. Noc przeszła spokojnie.

4 grudnia, rano konwój zamierzał opuścić Chinon, doszło jednak jeszcze do rozmowy dowództwa eskorty z władzami miasta. Te zaniepokoiły się bowiem nadzwyczajnym trybem przyspieszonego wymarszu. Okazało się, że wojskowi z konwoju myśleli o wymordowaniu więźniów u wylotu miasta. Urzędnicy municypalni podjęli zatem decyzję udania się do komitetu nadzoru, gdzie zebrali się niebawem wszyscy administratorzy dystryktu. Do członka komitetu nadzoru Saumur, komisarza cywilnego, odpowiedzialnego za los więźniów wystosowano pismo, które miał on odczytać w obecności autorów. Lepetit nadszedł wraz z oficerem Francoisem Simonem, odpowiedzialnym za konwój od strony militarnej. W wyniku stanowiska władz miejskich doszło do żywej wymiany zdań, w czasie której Lepetit nie ukrywał swych zamiarów. Komuna miasta Chinon wymusiła na nim wszakże obietnicę zrezygnowania z nich. Lepetit wydał Simonowi rozkaz, z którego wynikało, iż zamierzał doprowadzić aresztowanych do Orleanu. Simon przez cały czas zachowywał milczenie. Urzędnicy, którzy wraz z administratorami dystryktu obserwowali wymarsz grupy stwierdzili po kilku miesiącach, iż rzeczywiście ruszyła ona w kierunku Tours, nie zaś w kierunku Saint-Mexme, gdzie zamierzano uprzednio dokonać eksterminacji więźniów. Niemniej, tuz po opuszczeniu murów miasta rozległa się strzelanina, w czasie której zginęło wiele osób, natychmiast ograbionych.

Przejdźmy teraz do szczegółów owego wydarzenia. Późną jesienią 1793 r. przed władzami departamentu Maine-et-Loire stanął problem przetransportowania z Saumur do Orleanu 389 więźniów. W tej liczbie 46 osób pozostawało na statusie podejrzanych (22 mężczyzn i 24 kobiety), a zatem więźniów politycznych. Pozostali, to wandejczycy wzięci do niewoli z bronią w ręku.

Droga do Orleanu wiodła przez Chinon. 3 grudnia, rankiem rada miejska Chinon, opierając się na pisemnym poleceniu podpisanym przez Lepetita, a nadesłanym uprzednio z Saumur, nakazała przygotowanie kwater i żywności dla więźniów, którzy mieli spędzić noc w Chinon. Nie był to problem łatwy, tym bardziej, iż należało nocleg ofiarować również 83 żołnierzom i 6 kawalerzystom eskorty.

Konwój nadszedł do miasta około godziny szóstej po południu. Dowodził nim Lepetit, wspomagany przez oficera nazwiskiem Simon. Jeńcy szli pieszo, powiązani po dwie pary za ramiona. Kroczyli tak w szpalerze żołnierzy. Podejrzani jechali na wozach. W Chinon grupę podzielono: jeńców ulokowano w kolegiacie Saint-Maxme, pozostałych natomiast zamknięto w dawnym klasztorze na przedmieściu Saint-Jacques.

Ledwie konwój pojawił się w mieście, a już zaczęły krążyć pogłoski o przewidywanej nazajutrz rano masakrze części więźniów. Wieść krążyła z dzielnicy do dzielnicy i już niebawem całe miasto żyło złowieszczą plotką. Pierwszym odruchem mieszkańców było zadawanie sobie pytania o ewentualne autorstwo planu: Lepetit i jego ludzie, reprezentanci ludu w Saumur czy rada miejska Chinon?

Rada miejska Chinon, zwłaszcza po upływie miesięcy dzielących ja od wydarzeń czerwcowych, była niewątpliwie gorliwie republikańska i oddana władzom, które ją powołały do życia. Cała jej energia ożywiona była chęcią zapewnienia pomyślnego ideologicznego funkcjonowania dystryktu. Jedną z pochodnych tego stanu rzeczy było niewątpliwie zwrócenie ostrza terroru przeciw szeroko rozumianej arystokracji czy też arystokratyzmowi.

Można by zatem uznać, iż z tego punktu widzenia nic nie stało na przeszkodzie, by władze miejskie nie przyłączyły się przynajmniej do takiego planu. Rozpatrywanie tego planu jest jednak nieco utrudnione. Wszystkie bowiem teksty wywodzące się z kręgu historyków Turenii lub wręcz z Chinon reprezentują tezę, iż ówczesna rada miejska nie tylko nie współdziałała w realizacji masakry, lecz wręcz usiłowała jej zapobiec, narażając się na przyszłe represje. Rzadkie są przypadki autorów wskazujących na winę rady miejskiej.

Źródła przechowane w archiwum miejskim Chinon oraz w archiwum departamentalnym w Tours wskazują jednoznacznie na opór władz miejskich. Są to jednak źródła wytworzone już po masakrze, w atmosferze powszechnego oburzenia na sprawców rzezi oraz, co najważniejsze, dokumenty wytworzone przez samych pracowników ratusza.

Niemniej, przy lekturze nawet tak ukształtowanych źródeł pojawiają się pewne uzasadnione wątpliwości. Najważniejsza sprowadza się do ścisłej współpracy jednego z niższych funkcjonariuszy ratusza z Lepetitem. Urzędnik ten przygotował projekt uchwały, której akceptowanie oznaczałoby oficjalne usprawiedliwienie masakry. Gdy się członkowie rady miejskiej o owym projekcie dowiedzieli, zwołali natychmiast nadzwyczajne posiedzenie, w czasie którego owemu urzędnikowi udzielono nagany i zagrożono dymisją. Niebawem na posiedzenie rady miejskiej przybyli także członkowie Dyrektoriatu dystryktu oraz lokalnego komitetu nadzoru. Wezwany Lepetit tłumaczył się z plotek krążących po mieście. Jego odpowiedzi nie były jasne. Spostrzec można było, że plan nie jest mu całkowicie obcy. Można założyć, że na tym etapie wydarzeń, a właściwie w czasie poprzedzającym same krwawe wydarzenia, administratorzy dystryktu gwałtownie protestowali przeciw ewentualnym zamiarom Lepetita. Ten wszakże czuł swą wielką przewagę – czyż nie był namaszczony przez reprezentantów ludu przebywających z misją w departamencie Miane-et-Loire? Jego tupet osobisty dobrze współgrał z dominującą tendencją i praktyką polityczną; bez najmniejszego śladu skrepowania Lepetit jął straszyć radę miejską potencjalnymi konsekwencjami swego raportu, w którym mógłby oskarżyć urzędników o moderantyzm. W grudniu 1793 r. było to oskarżenie grożące najpoważniejszymi reperkusjami.

Jest rzeczą interesującą, iż długa przemowa Lepetita wzorowana była w doborze argumentów na tekstach Héberta. Mówił mianowicie o ludowej sprawiedliwości, o konieczności ocalenia publicznego, o zagrożeniach ojczyzny, które nakazywać muszą podejmowanie skrajnych rozstrzygnięć usprawiedliwionych sytuacją kraju i ludu.

Przywoływanie Lepetita do porządku spowodowane było nie tylko oburzeniem na jego brak manier, lecz przede wszystkim stanowiło rezultat walki politycznej. Rada miejska miasta Chinon była jakobińska w rozumieniu robespierrowskim, to znaczy przeciwna nastrojom sankiulockiej demagogii tam, gdzie można było jej się oprzeć. Opór wobec Lepetita był zatem również przejawem oporu wobec poglądów ekstremalnych, które osłabiały w istocie siłę jakobińskiego oddziaływania w masach i bez tego żyjących już w poczuciu zagrożenia.

Administratorom dystryktu i członkom rady miejskiej udało się zachować wobec sankiuloty wspólne stanowisko (choć nie znaczy to wcale, by ich część nie podzielała w normalnej sytuacji takich właśnie sankiulockich poglądów) i zmusić go do złożenia obietnicy, iż będzie dbał o bezpieczeństwo więźniów. W protokole z posiedzenia rady miejskiej zanotowano, iż pożegnanie odbyło się w „tonie braterskim”.

Zważywszy na burzliwy przebieg obrad i późną porę ich rozpoczęcia, Lepetit natychmiast ruszył wydać polecenie marszu w kierunku Tours. Była godzina piata rano. Rychło do komendanta placu dotarło polecenie wydania ludziom konwoju 1050 naboi, co też uczynił. Nikt tym razem nie zaprotestował, choć trudno było nie domyślać się do czego mają one posłużyć.

Więźniowie ruszyli parami, otoczeni przez żołnierzy. Droga wiodła przez centrum Chinon. Po kilku minutach wszyscy znaleźli się u stóp wzniesienia, przez które prowadziła droga do Tours. Wnet rozległy się strzały, które brzmiały wręcz jak detonacja. Dopiero po chwili dołączyły dźwięki pojedynczych wystrzałów. Kto nie zginął od kuli był dobijany szablą, kolbą karabinu bądź bagnetem. Po dziesięciu minutach Lepetit opamiętał się i nakazał niedobitkom dalszy marsz. Świadkowie widzieli żołnierzy ograbiających zwłoki. Wyglądało na to, że Lepetit obawiał się, iż za chwilę mogą pojawić się władze miejskie w towarzystwie gwardii narodowej i dlatego szybko podążył w dalszą drogę. Nikt się jednak nie zjawił. Władze pozostały w domach, choć w mgnieniu oka całe miasto dowiedziało się o morderstwie. Dowodziło to, że do słów Lepetita, które wygłosił zaledwie przed kilkoma godzinami, nie można przykładać żadnej wagi. Lek władz miejskich rozzuchwalił dodatkowo komisarza. Kilka mil za Chinon, w drodze do miejscowości Azay-le-Rideau, napisał on tekst, świadczący o niezwykłym cynizmie i przewrotności.

„Lepetit, członek komitetu rewolucyjnego Saumur do swych kolegów z komitetu Chinon. Z drogi do Azay.
Obywatele.
Mimo podjętych przeze mnie środków ostrożności, okolice waszego miasta zostały zroszone krwią bandytów; nie mogłem dłużej powstrzymać oburzenia żołnierzy. Ich słusznej wściekłości stało się zadość. Obywatele, operacja ta dokonała się przy okrzykach po tysiąc razy powtarzanych na cześć republiki – wielkiej rzeszy obywateli waszego miasta, którzy za nami podążali. Powtórzmy zatem również <<Niech żyje Republika>>.

W świetle późniejszych zeznań w prowadzonym przez władze śledztwie okazało się, iż istotnie wraz z żołnierzami Lepetita podążyło za miasto kilka chinońskich sankiulotów, którzy uczynili to przede wszystkim z ciekawości, lecz – sądzę, iż można uwierzyć w ich zeznania – widok masakry odstraszył ich od połączenia się z konwojem.

6 grudnia juz tylko około 150 więźniów dotarło do Tours, gdzie zawczasu uprzedzone przez Lepetita władze przygotowały lokal pod miastem, w Saint-Sympherien, w oberży. Nazajutrz rano kolejny więzień został zmasakrowany przez żołnierzy. Dysponujemy jeszcze trzema śladami podobnych masakr, dokonanych na odcinku miedzy Tours a Orleanem, miastem docelowym: dokonano ich w Amboise, w Blois oraz w Beaugency. Gdy konwój dotarł do miasta przeznaczenia składał się już tylko z 46 podejrzanych i około 50 jeńców.”

Stefan Meller, Rewolucja w dolinie Loary. Miasto Chinon 1788-1798, PWN, Warszawa 1987.12717623_1063743180329876_7773012586621154906_n

Fot. Jules Girardet (1856-1938), Generał Lescure przekraczający Loarę w Saint-Florent, 1882.