Przyjaciel ludu”, nr 624 (12 grudnia 1791 r.)

Podstawą każdego wolnego ustroju jest zasada, że żaden naród nie jest prawnie poddany innemu narodowi, że nie powinien mieć innych praw niż prawa, które sam sobie nada, że jest suwerenem we własnym kraju i to suwerenem niezależnym od jakiejkolwiek władzy ludzkiej. Zarazem prosty zdrowy rozum, przyjmując te zasady, dodaje, że jest rzeczą absurdalną i szaloną, ażeby jakiś naród rządził się prawami ustalonymi przez ustawodawcę znajdującego się w odległości dwóch tysięcy mil. Jedynym głupstwem, jakie popełnili mieszkańcy naszych kolonii, było wyrażenie zgody na wysłanie deputowanych do Zgromadzenia Narodowego Francji. To głupstwo jest jednak wyłącznie dziełem białych kolonistów. Tymczasem wszyscy mają prawo uwolnić się od jarzma metropolii, wybrać sobie innego suwerena lub utworzyć własną republikę: dlaczego? Dlatego, że zwierzchnictwo, które metropolia sobie przypisuje, jest uzurpacją, że wywodzi się ono z zasad despotyzmu i że opiera się jedynie na prawie silniejszego. Pójdę dalej: przypuśćmy, że mieszkańcy naszych kolonii ogłosili się wolnymi; z jakim czołem ośmielilibyśmy się uznać za złe, że naśladowali przykład kolonii angielskich? [1] I przez jaką dziwaczną niekonsekwencję ganilibyśmy u nich to, co tak mocno pochwalaliśmy u insurgentów? [2] Z tego jednak, że kolonie nasze mają pełne prawo wyzwolić się od metropolii, nie wyciągajcie wniosku, jakobym myślał o przyznaniu racji białym kolonistom: w moich oczach jest bez wątpienia rzeczą nie do darowania, że chcieli oni uczynić się despotycznymi władcami Mulatów, a władcami tyrańskimi Murzynów. Jeżeli prawa natury są dawniejsze od praw społeczeństw i jeżeli prawa człowieka są niezbywalne, to prawo przysługujące białym kolonistom w stosunku do narodu francuskiego przysługuje Mulatom i Murzynom w stosunku do białych kolonistów. Mają oni prawo, dla zrzucenia okrutnego i haniebnego jarzma, w którym jęczą, użyć wszelkich dostępnych środków, do zadawania śmierci włącznie, gdyby nawet byli zmuszeni zmasakrować swych ciemiężców do ostatniego człowieka.

Manuel_Lopez_Lopez_Iodibo_-_Desalines_-_Huyes_del_valor_frances,_pero_matando_blancos

Takie są zasady, według których byłby postąpił w sprawie San Domingo sprawiedliwy ustawodawca [3]; wystarczy powiedzieć, że ostatni dekret dotyczący Mulatów jest słuszny, podczas gdy dekret dotyczący Murzynów jest potworny. Lecz jakżeż moglibyśmy uważać za wolnych ludzi — ludzi, którzy mają czarną skórę, kiedy nie uważaliśmy za obywateli ludzi, którzy nie płacą państwu jednego talara podatku bezpośredniego? Pysznimy się naszą filozofią i naszą wolnością; ale nie jesteśmy dzisiaj w mniejszym stopniu niewolnikami naszych przesądów i naszych pełnomocników niż byliśmy przed dziesięciu wiekami. Zapytajcie o to krewnych i światłych przyjaciół ofiar wymordowanych na Polach Marsowych.

San_Domingo

PRZYPISY

[1] Mowa o angielskich koloniach w Ameryce, które od 1776 r. stały się Stanami Zjednoczonymi Ameryki Północnej. U źródeł buntu kolonistów angielskich przeciwko metropolii leżała odmowa płacenia podatków uchwalonych przez Parlament angielski, w którym koloniści nie byli reprezentowani.

[2] Insurgent (powstaniec) — nazwa, jaką nadali sobie koloniści amerykańscy (w czasie wojny o niepodległość Ameryki).

[3] Sprawa dotyczyła powstania Murzynów w koloniach francuskich na Antylach, w szczególności na wyspie San Domingo, powstania zorganizowanego w imię zasad głoszonych przez Deklarację Praw Człowieka przez Murzyna Toussaint Louverture. Wyspa San Domingo w chwili wybuchu rewolucji posiadała trzy rodzaje mieszkańców: białych kolonistów, wolnych kolonistów Mulatów-właścicieli ziemskich (Marat nazywa ich ludźmi kolorowymi), oraz czarnych niewolników poddanych pracy przymusowej. Po dniu 14 lipca 1789 r. biali koloniści wysłali do Konstytuanty swych deputowanych. Deputowani ci gwałtownie przeciwstawiali się wszelkim zamiarom obalenia niewolnictwa, głoszonym przez Stowarzyszenie Przyjaciół Murzynów (Societe des Aviis des Noirs), którego członkiem był Robespierre. W marcu 1790 r. w drodze kompromisu przyznano prawa polityczne Mulatom, odmawiając ich jednocześnie Murzynom. Dekret spowodował niezadowolenie białych kolonistów, którzy za przykładem kolonistów angielskich zamierzali nie podporządkować się ustawom uchwalonym przez parlament metropolii, a zarazem niezadowolenie Murzynów, którzy się zbuntowali. Powstanie na San Domingo rozwinęło się w następstwie jeszcze bardziej ku najwyższemu zadowoleniu Anglików widzących w nim jeden ze sposobów osłabienia rewolucyjnej Francji.