Na temat trybunału rewolucyjnego ciągnęła się dyskusja i dnia następnego (10 marca 1793 r.). Danton zabierał w niej głos dwukrotnie: na posiedzeniu rannem i wieczornem. Te dwie mowy jego zaliczają się do najlepszych w całej jego karjerze parlamentarnej. Danton w tych dniach jeszcze jest pojednawczy. „Chodzi, mówi, mniej o doszukiwanie się przyczyn wypadków, jak raczej o zaradzenie im. Kiedy budynek płonie, nie dbam o łotrów, którzy grabią dobytek, lecz gaszę pożogę. Jaki jest punkt oparcia naszych wrogów?” zapytuje. To gabinet angielski. Pitt dobrze to czuje, że mogąc wszystko stracić, nie wolno mu niczego oszczędzać”. I rzuca program walki do ostatka z morską potęgą Anglji. „Zajmijmy Holandję, a Kartthagina będzie zburzona”. Zachęca do walki, w której lud hojnie szafuje swą krwią, i zwracając się do klas posiadających, woła: „Dalej, nędznicy, szafujcie waszemi bogactwami”. Przypomina, że w chwili kiedy nieprzyjaciel stał u wrót Paryża, mówił do rządzących: „Wasze spory słowne są nędzne, nie znam nikogo, prócz wroga. Bijmy wroga!” Zwraca się teraz do tych, którzy zajęci są kłótniami partyjnemi, zamiast troską o ratunek rzeczypospolitej: – „ja was odtrącam, jako zdrajców ojczyzny, ja was stawiam wszystkich na jednej linji”. A dalej, podobnie jak w sytuacji sierpniowej i wrześniowej, woła: ” A co mnie obchodzi moja opinja, byle Francja była wolna – niech mnie szkalują! Co mnie obchodzi, że mnie nazywają pijącym krew (le buveur du sang). Dalej, pijmy krew wrogów ludzkości, jeśli tego trzeba. Wywalczmy, zdobądźmy wolność!”.

Tym wyzywającym słowom Dantona trzeba przeciwstawić zimne wywody i ścisłe obliczenia drugiego wodza górali – Robespierre’a. Na tem samem posiedzeniu bierze on pod uwagę cały system dotychczasowy prowadzenia wojny i dochodzi do wniosku, że jest zupełnie chybiony. Trzeba, mówi, toczyć wojnę z męstwem, nawet z zuchwałością, ale trzeba ją szybko skończyć. Wojna nie może trwać długo, są granice wydatków niepomiernych narodu szlachetnego, i granice te nie mogą być zbyt odległe. Ujrzymy przy tym sposobie prowadzenia wojny, być może, nawet ustalenie się systemu powodzeń i odmiany, jak było dotychczas, ale z tym systemem dojdzie się do wyczerpania kompletnego naszych sił i bogactw, które nas doprowadzi do przepaści. W zawiązku ze sposobem prowadzenia wojny Robespierre atakuje cały system rządu dotychczasowy, który jest, zdaniem jego, do niczego: „Rząd jest oddzielony barjerą nieprzekraczalną od Konwencji, sprawy są porozrzucane po komitetach, niema żadnych koordynacji, ani subordynacji w ich działaniu, to samo w działaniu różnych agentów rządu, także i zagranicą. Rezultat tego jest taki, że jedno państwo za drugiem po kolei wypowiada nam wojnę, że jedno po drugiem podejmuje przed nami kroki, uznawane przez nas za wrogie, że w żadnym kraju obcym nie zaznaczył się ruch opinji, dla nas przychylny. Ten system rządu, jak mówi, należałoby przedewszystkiem zmienić”.

Robespierre pierwszy domaga się silnego rządu. „Wszystko złe – mówi – pochodzi stąd, że nie mamy rządu, dostatecznie czujnego i czynnego (actif). Ten rząd musi być najwyższem zarządzeniem dla dobra publicznego, a bez niego będziecie ustawicznie błądzić miedzy jedną a druga rewolucją i doprowadzicie w końcu republikę do zguby” (przemówienie na posiedzeniu 10 marca 1793 r.). W tem przemówieniu Robespierre’a leży już w zarodku koncepcja przyszłego rządu rewolucyjnego.

Trybunał nadzwyczajny nie był obcy żądaniom Robespierre’a. który już na dwa dni przedtem wypowiedział zdanie, że trzeba trzymać nieustannie miecz nad głowami spiskowców i wymieść wszystko śmiecie z armji. Zresztą jeszcze w tem swojem przemówieniu Robespierre ma zaufanie do Dumourieza, ponieważ, jak stwierdza, prze trzema miesiącami chciał atakować Holandję, i gdyby myśl jego wykonano, naród byłby zbawiony, a wolność utrwalona. Ma zaufanie, mówił, nie dlatego, że za nim są powodzenia wojenne odniesione, lecz że jego własny interes, interes jego sławy, wiąże go z powodzeniami armji.

Cała różnica między polityką Dantona a Robespierre’a zawierała się w tem, że gdy ten ostatni miał swój program utrwalony, wychodzący z jednej myśli i przeprowadzany konsekwentnie do samego końca, pierwszy nie miał zasad, czyli był oportunistą w polityce, chwytał się środków okolicznościowych, choćby najgwałtowniejszych, jeżeli przeczuwał w nich powodzenie. Danton też z zuchwałością swoją, odwagą, zakrawającą prawie na czelność, wyzywał opinję, zresztą odnosił się z pogardą do wszystkiego, co nie prowadzi do celu, nie wahał się natomiast uciekać do środków najgwałtowniejszych, jeśli się do tego nadarzała sposobność. Prze to mimowoli nadawał kształty rewolucji, jakich się sam nie spodziewał, jakich nie przewidywał, a może nawet w duszy nie pragnął. Danton tez był tym, który stworzył trybunał rewolucyjny. Niedarmo w rok potem, kiedy stanie przed trybunałem powoła się na to, iż ten trybunał jest jego dziełem. W walce Góry z Żyrondą Danton szedł ręka w rękę z Robespierre’m i Maratem, ale Żyronda widziała głównego wroga w Dantonie, nie przeczuwając jeszcze w Robespierze przyszłego pana i władcy losów swoich, stąd okrzyki pod adresem pierwszego: „Dantonie, ty nie jesteś jeszcze królem”.

Adam Szelągowski, Rewolucja francuska 1789-1793, Lwów 1934.

Trybunał rewolucyjny w czasie obrad
Fot. Trybunał Rewolucyjny podczas obrad.