12651261_1053661691338025_8387698260125546632_n

Do mojej żony i dzieci.
Żegnajcie, drodzy moi. Gotów jestem pogrążyć się w noc wieczystą. W dwóch listach do przyjaciela, które i’ wy prze­czytacie, wyjaśniam mu lepiej moje położenie z myślą o was, niż mógłbym to uczynić pisząc do was bezpośrednio. Wydaje mi się, że nic już nie czuję, gdyż odczuwam wszystko zbyt głęboko. Składam wasz los w jego ręce. Niestety nie wiem, czy będzie on w stanie wykonać to, o co go proszę; nie wiem, jak zdołacie dotrzeć do niego. Wasza miłość do mnie sprowadziła was tu mimo wszystkich przeszkód, stawianych przez nasze ubóstwo. Wytrwaliście tu pośród trosk i wyrzeczeń, a nie­zmienne uczucie dla mnie skłoniło was do śledzenia całego przebiegu tego długiego i okrutnego procesu. Wypiliście wraz ze mną ten kielich goryczy. Nie wiem, w jaki sposób uda się wam powrócić do miejsca, z którego przybyliście, nie wiem, jaką pamięć po sobie pozostawię, chociaż przekonany jestem, że postępowałem w najbardziej nienaganny sposób. Nie wiem wreszcie, co stanie się ze wszystkimi republikanami i ich ro­dzinami, nie wyłączając nawet niemowląt, wśród rojalistycznych gwałtów, które sprowadzi kontrrewolucja. O drodzy moi, jak rozdzierające są te rozmyślania w ostatnich chwilach mego życia!… Umrzeć za ojczyznę, opuścić rodzinę, dzieci, ukochaną żonę, wszystko to byłoby łatwiej znieść, gdybym nie widział w rezultacie utraty wolności i poddania najohydniejszym proskrypcjom wszystkich szczerych republikanów. O moje drogie dzieci, co się z wami stanie? Nie mogę opanować tu moich najżywszych uczuć… Nie sądźcie, że odczuwam żal, iż poświę­ciłem się dla najpiękniejszej sprawy; nawet gdyby wszystkie moje wysiłki nie przyniosły jej pożytku, wypełniłem jednak swe zadanie…

Jeśli, wbrew moim oczekiwaniom, zdołacie przeżyć tę stra­szliwą burzę, która przewala się nad republiką i nad tym wszystkim, co było z nią związane; jeśli będziecie znowu w spo­kojnej sytuacji i znajdziecie przyjaciół, którzy pomogą wam przezwyciężyć zły los, zalecam wam żyć z sobą razem; zalecam mojej żonie wychowywać dzieci z wielką łagodnością, a dzie­ciom moim — zasłużyć na dobroć matki okazując jej zawsze szacunek i posłuszeństwo. Wypada, by rodzina męczennika wolności świeciła przykładem wszelkich cnót, by zdobyła sobie szacunek i przywiązanie wszystkich prawych ludzi. Pragnął­bym, by moja żona uczyniła wszystko, co będzie w jej mocy, aby zapewnić dzieciom wykształcenie prosząc wszystkich swych przyjaciół o okazanie jej w tym względzie wszelkiej możliwej dla nich pomocy. Wzywam Emila, by zastosował się do woli ojca, którego, jak sądzę, kochał gorąco i przez którego był tak mocno kochany, wzywam go, by przygotował się do tego nie zwlekając, gdy tylko będzie mógł.

Drodzy moi, mam nadzieję, że będziecie mnie pamiętać i mówić o mnie często. Mam nadzieję, iż będziecie wierzyć, że was wszystkich gorąco kochałem. Nie widziałem innej drogi uczynienia was szczęśliwymi, jak tylko przez szczęście po­wszechne. Zostałem zwyciężony, poświęciłem się, umieram i za was również.
Mówcie wiele o mnie Kamilowi; powtarzajcie mu tysiące razy, że obraz jego nosiłem czule w sercu.

Powiedzcie to samo Kajusowi, gdy będzie zdolny to pojąć.
Lebois zapowiedział, że wydrukuje oddzielnie nasze mowy obrończe. Trzeba nadać jak największy rozgłos mojej mowie. Zalecam mojej żonie, mojej dobrej przyjaciółce, by nie oddała ani Baudouinowi, ani Lebois, ani innym żadnej kopii mo­jego przemówienia obrończego, jeśli nie będzie miała u siebie drugiego dokładnego egzemplarza, tak aby była pewność, że mowa ta nigdy nie zaginie. Przekonasz się, droga przyjaciółko, że ta mowa jest cenna, że będzie zawsze droga sercom wszyst­kich ludzi cnotliwych i kochających swój kraj. Jedynym dobrem, które ci pozostawię, będzie moje dobre imię. Jestem pewien, że i dla ciebie, i dla dzieci będzie wielką pociechą korzystanie z niego. Przyjemnie wam będzie słuchać, gdy wszyscy ludzie o sercach czułych i prawych, mówiąc o waszym mężu i ojcu, powiedzą: Był to człowiek w najwyższym stopniu cnotliwy. Zegnajcie. Już tylko ostatnia nić łączy mnie z ziemią, nić, która jutro zostanie przecięta. Jest to pewne, widzę to aż na­zbyt jasno. Trzeba się poświęcić. Źli są silniejsi, ustępuję im. Słodko jest przynajmniej umierać z sumieniem tak czystym jak moje. Okrucieństwem rozdzierającym moje serce jest to, że wyrywają mnie z waszych ramion, moi drodzy przyjaciele, którzy jesteście dla mnie wszystkim, co mam najdroższego. Muszę się z nich wyrwać… ulegam przemocy… Żegnajcie, żegnajcie, milion razy żegnajcie…
Jeszcze jedno słowo. Napiszcie do mojej matki i sióstr. Prze­ślijcie im pocztą lub w inny sposób moją obronę zaraz po jej wydrukowaniu. Powiedzcie im, jak umierałem, i usiłujcie wy­tłumaczyć im, tym zacnym niewiastom, że taka śmierć jest chwalebna, a bynajmniej nie hańbiąca…

Żegnajcie więc jeszcze raz, najdrożsi, ukochani przyjaciele. Żegnajcie na zawsze. Pogrążam się w głęboki, cnotliwy sen.

G. BABEUF

Philippe Buonarroti, Sprzysiężenie równych, tom II, Książka i Wiedza, Warszawa 1952.