10 sierpnia 1792 roku drogą zbrojnego powstania została obalona monarchia we Francji. Tego dnia dokonano szturmu na pałac Tuileries przeprowadzonego przez uzbrojonych sankiulotów w sile około 20 tysięcy, pod dowództwem Antoine’a Santerre’a oraz François Westermanna, którzy pokonali w starciu 950-osobową gwardię szwajcarską. Przypomnijmy, że od 6 października 1789 król Ludwik XVI, zmuszony przez Zgromadzenie Narodowe do opuszczenia Wersalu, zamieszkał wraz z rodziną właśnie w Tuileriach i przebywał tam do chwili obalenia monarchii 10 sierpnia 1792.

W związku z wydarzeniami jakie miały miejsce tamtego sierpniowego dnia, nie należy zapominać o bohaterze, który wprawdzie ukrył się potem za całym ludem, jedynym sprawcą przewrotu, ale którego poznał i wyróżnił Robespierre, o Aleksandrze Łazowskim. Dla nas nieobojętną jest jego postać, bo wprawdzie do dziś pozostała po nim wzmianka w literaturze, jedynie, jedynie jako o ‚wodzu paryskiego motłochu’ (Kraushar, Barss), to przecież w dniu 10 sierpnia odegrał rolę wybitną, jeśli nie decydującą.

Łazowscy, a ściślej mówiąc ojciec ich – jak pisze Adam Szelągowski – przybył do Francji wraz z królem Stanisławem Leszczyńskim. Synowie jego musieli odebrać staranne wychowanie. Jeden z nich był wychowawcą synów ks. Liancourta, a później administratorem rolnym jego majątków. O nim Lacretelle, sam zresztą sekretarz prywatny księcia, wyraża się z uwielbieniem, że posiadał znajomość konstytucji angielskiej, którą poznał na miejscu, w Anglii, sam osobiście i od osób, których przyjaźnią się szczycił, jak Burkego. Ów Łazowski był przekonań monarchicznych konstytucyjnych, umiarkowanych. Brat zaś jego, Aleksander, o którym to mowa, „dziwnym zrządzeniem losu stał się jednym z najbardziej zapalonych koryfaiosów partii rewolucyjnej.

Jacques_Bertaux_-_Prise_du_palais_des_Tuileries_-_1793

Fot. Jean Duplessis-Bertaux, Szturm na Pałac Tuileries w dniu 10 sierpnia 1792, 1793.

Aleksander za protekcją tegoż ks. Liancourta, otrzymał za monarchii posadę inspektora przemysłu w Paryżu (inspection ambulante), stanowisko prawie ministerialne. Pani Roland, która go poznała około r. 1784, przedstawia go, jako eleganta, pięknego mężczyznę, który w r. 1792 zmienił się raptem we wściekłego patriotę, o ruchach brutalnych, z włosami gładkimi, nie upudrowanymi, ‚miną obleśną pijaka i wzrokiem dzikim zbójcy’. Zmianę tę wyglądu i zachowania przypisuje duchowi czasu, a głównie skasowaniu jego posady i szukaniu opieki nowych władców sankiulotów. Skądinąd wiemy, że Łazowski miał swą posiadłość w Ivry, stanowisko zaś kapitana w gwardii narodowej nie było tak lukratywne, jak stanowisko ministra, które piastował mąż pani Roland, także ex-inspektor przemysłu i to na prowincji, ażeby dla niego Łazowski miał zmieniać przekonania.

Cokolwiek bądź Łazowski był członkiem komitetu insurekcyjnego 10 sierpnia i odgrywał rolę we wszystkich pracach przygotowawczych, jak i przy szturmie zamku. O Łazowskim, jako o jednej ze sprężyn insurekcji, wspomina także Chaumette z okazji narad komisarzy sekcji na ratuszu. Mianowicie Łazowski i Chaumette odnaleźli w jednej ze sal przechowywane chorągwie czerwone dla proklamowanie stanu wojennego i porwali je na strzępy w oczach przerażonej i osłupiałej dawnej rady municypalnej.

Kim był Łazowski za życia swego, dokładnie nie wiemy, a to, czego dowiadujemy się hołdów, oddawanych mu po śmierci (umarł w kwietniu r. 1793), znacznie przerasta zasługi zwykłego żołnierza rewolucji, a cóż dopiero przeciętnego działacza, albo pospolitego agitatora. Pogrzeb jego, który miał miejsce 28 kwietnia stał się uroczystością narodową. Przewodniczący sekcji Finistère, do której Łazowski, w charakterze kapitana kanonierów należał, nazwał go ‚ojcem wolności’. Sztandary, niesione licznie na jego pogrzebie, miały miedzy innymi ten napis: „Patrioci nędzarze, on był zawsze waszym przyjacielem”. Grób, jaki dlań wybrano, był na placu jego zwycięstw i boju, czyli w centrum ówczesnego Paryża, na placu Karuzeli, przezwanym po zwycięstwie placem Zbiórki (place de Réunion), w pobliżu niedawno posadzonego drzewa Wolności, a Robespierre, który uczcił go swą przemową, nazwał go ‚wielkim człowiekiem nieznanym’, może raczej ‚zapoznanym’ (ignoré). Jak podaje J.M. Thompson, 24 kwietnia, a więc jeszcze przed oficjalnym pogrzebem Łazowskiego, Robespierre wygłosił w Klubie Jakobinów mowę pośmiertną ku czci swego przyjaciela Łazowskiego, bogatego Polaka, który poświęcił się sprawie ludu, a 10 sierpnia dowodził oddziałem artylerii. Gdy zakończył przemówienie, zebrani, których było tak wielu, że jedna z galerii załamała się pod nadmiernym obciążeniem, „poczęli wymachiwać kapeluszami w powietrzu i przysięgli pomścić jego śmierć”. Przed niedawnym czasem -jak podaje Thompson – Vergniaud zaatakował Łazowskiego w związku z „powstaniem” marcowym, toteż uczyniono wszystko, aby pogrzeb jego zamienić w demonstrację przeciwko Żyrondzie. Ceremonia pogrzebowa, uświetniona pracami Davida i muzyką Gosseca, mogła współzawodniczyć nawet z pogrzebem Le Pelletiera.

Pani Roland, która znała Łazowskiego, powiada, że to wywyższenie swe Łazowski zawdzięczał zasłudze w dniu 10 sierpnia, w którym górował nad niebezpieczeństwami. Ale dodaje, że lud który sobie obrał Marata za proroka, Dantona za władcę, mógł łatwo czcić Łazowskiego, jako świętego i bohatera (un saint et un héros). Umyślnie jednak pomija Robespierre’a, który istotnie od dni sierpniowych był i prorokiem, i władcą tego ludu. A on to, nie kto inny, uczcił Łazowskiego tytułem ‚wielkiego nieznanego człowieka’. A kto wie, jak skąpy i… rzeczowy był Robespierre w pochwałach dla swych kolegów i przyjaciół – nawet dla Dantona i dla Marata, ten, przyzna, iż tytuł do zasługi Łazowskiego był szczególny, że mógł nim być jeden i jedyny, tylko ten, że on był człowiekiem 10 sierpnia w pojęciu Robespierre’a i w oczach zwycięzców tego dnia, czyli sankiulotów.