Wyszły na ulicę przede wszystkim kobiety wrażliwsze, zapalczywsze, skłonniejsze do uniesień od mężów, braci i kochanków. Bo głód smaga je okrutniej, niż płeć mocną, bo one cierpią nie tylko za siebie, lecz także za swoich głodnych mężów, a głównie za swoje głodne dzieci. Zamordują arystokratę, wydrą mu z piersi „podłe serce”, wypiją jego krew by nakarmić swoje głodne dziecko. Samica broni swoich piskląt zawsze odważniej, zawzięciej od samca. Z ciemną, brutalną, pijaną samicą zbratała się jej siostra, krew z jej krwi, kość z jej kości – prostytutka. Prostytutki francuskie XVIII stulecia, wielkie i małe, ubogie i zamożne, brudne i wytworne, zwykłe uliczne, i tzw. ambulantes i eleganckie metresy, należały pochodzeniem do ludu. Wyszły z niego słynne kokoty paryskie, owe Laguerre’y Quoniam’y, Hervieux’y, Contat’y, owe lwice półświatka, które zabawiały najbogatszych paniczów Francji. Jedyna Zofia Arnould była dzieckiem drobnego mieszczaństwa. Dom, rodzina, wychowanie, otoczenie, ciężkie warunki pracy niewieściej XVIII stulecia pchały dziewczynę z ludu na drogę grzechu. W domu, w rodzinie swojej widziała pijanego ojca, pijaną matkę, bijących się, klnących. Nikt nie uczył jej uczciwości, poczucia godności niewieściej, honoru, obowiązków. Do szkoły nie chodziła; chowała się sama. Wyszedłszy z lat dziecięcych, odwiedzała z ojcem, z matką, z krewnymi w każdą niedzielę, w każde święto szynki, ogródki podmiejskie, piła wódkę, tańczyła do upadłego. Jeżeli była ładna, znalazła rychło amanta. Jakiś lokaj, jakiś podoficer, „lowelasowie kanalii”, nauczył jej miłości, podniecił jej zmysły, rozbudził w niej słabość niewieścią do błyskotek, do strojów. A upodobań tych nie mogła zadowolić pracą. Bo robotnica francuska XVIII wieku zarabiała od 10 do 12 sous dziennie. Zarobek ten nie starczył nawet na ubogie życie, które kosztowało około 20 sous. Skąd wziąć pieniądze na lepszą sukienkę, na ładną wstążkę, na zgrabny trzewiczek? Pchana brakiem wychowania domowego, przykładem otoczenia, nędzą, pożądliwością młodości, wyszła dziewczyna z ludu na ulicę, szukając na niej obfitszego chleba i błyskotliwszych gałganków. Rządy królewskie obchodziły się bardzo surowo z dziewczętami upadłymi. Od czasu do czasu urządzała policja nocną obławę. Ujęte ulicznice zamykano na czas pewien w szpitalach: Salpêtrière , Saint-Martin i Sainte-Pelagie, gdzie golono im głowy i nie szczędzono poniewierki. Wypuszczone, ujęte po raz wtóry, recydywistki sieczono rózgami. Jedynym środkiem uniknięcia tej bolesnej i upokarzającej kary był tytuł arystokratki. U progów teatrów i oper kończyła się władza policji. Której dziewczynie udało się zapisać choćby do statystek teatrów, baletu, do chórów opery, stawała się wolną. Każda też z kokot mniejszych i większych ubiegała się o ten zaszczyt zasłaniający ją przed surowością prawa. Ale nie dla wszystkich otwierały się podwoje przybytków sztuki, choćby dlatego, że Paryż posiadał w drugiej połowie XVIII wieku tak znaczną ilość kobiet złego życia, iż trzeba by zbudować setki teatrów, by je wszystkie pomieścić. Liczono samych tzw. ambulantes, przeszło 60,000, za: Teodor Jeske-Choiński, Kobiety Rewolucyi Francuzkiej, Warszawa 1906.

W 1804 roku Napoleon Bonaparte nakazał rejestrację i co dwutygodniowe kontrole zdrowia wszystkich prostytutek. Kontrolowane przez państwo legalne burdele („maisons de tolérance” lub „maisons closes”) zaczęły pojawiać się gęsto w Paryżu i innych miastach i stały się bardzo popularne w całym stuleciu. Przed 1810 rokiem, Paryż posiadał 180 oficjalnie zatwierdzonych burdeli.13510961_1139818132722380_7584919978842375454_n

Fot. Louis-Léopold Boilly (1761-1845), Kobieta odmawiająca pieniędzy oferowanych przez dżentelmena, który uznał ją za prostytutkę, 1797.