Rojalistyczni dewianci spod znaku serca i krzyża mordowali rewolucjonistów bez skrupułów nawet tam, gdzie ci mieli wyraźną przewagę, w Wandei, Marsylii, Lyonie, Tulonie, mordowano ich bez litości. Przecież to w Machecoul, dawnej stolicy prowincji Retz, rozpoczęła się wojna w Wandei od rzezi na republikanach, które trwały ponad miesiąc i spowodowały ponad 500 ofiar. Podzielono republikanów na jednakowe grupy, po trzydziestu dziennie, trwało to pięć tygodni, każda trzydziestka nazywała się „różańcem”. Ustawiono ich szeregiem nad wykopanym rowem i rozstrzeliwano. Rozstrzelani padali do rowu, czasem jeszcze żyjąc; mimo to grzebano ich. Przewodniczącemu okręgu Joubertowi odpiłowano najpierw dłonie, a potem zakuto go widłami i bagnetami. W ciągu jednego dnia, 23 kwietnia, zastrzelono na pobliskiej łące 50 mieszczan, związanych po dwóch i ustawionych szeregiem.

gal79_flameng_01fFrançois Flameng, Masakra na republikanach w Machecoul

Chłop wandejski z radością zabijał mieszczucha-rewolucjonistę, którego dawniej spotykał często na rynku jarmarcznym, pana, który okazywał mu pobłażliwą pogardę, bezbożnika, który uczęszczał do klubu szatana, heretyka, który chodził na „złe” msze! „Wściekłość ludu była tak wielka – mówił jeden z opornych księży, Chevalier – że bytność na mszy, odprawianej przez intruza (księdza konstytucyjnego), była wystarczającym powodem do uwięzienia, a następnie śmiertelnego pobicia lub rozstrzelania winowajców pod pretekstem, że więzienia są przepełnione.

MortdeJosephBara2
Znane są opisy rabowania domów jakobinów. Wandejczycy podjudzani przez Anglię i lokalne książątka francuskie ograbili Cholet; splądrowali Challans. Po nieudanej wyprawie do Granville złupili Villedieu. „Tłuszczą jakobińską” nazywali tych wieśniaków, którzy połączyli się z błękitnymi, i mordowali ich zacieklej niż innych. Lubowali się w rzezi jak żołnierze, a w masakrze jak zbóje. Przyjemność im sprawiało rozstrzeliwanie łyków, to znaczy mieszczan; nazywali to „pofolgowaniem sobie po długim suszeniu”. W Fontenay jeden z ich księży, proboszcz Barbotin, zabił jakiegoś starca cięciem szabli. W Saint-Genmain-sur-Ille jeden z ich dowódców, szlachcic, zastrzelił urzędnika gminy i zabrał mu zegarek. Wziętym do niewoli błękitnym zakładali ostre, specjalnie w tym celu kute kajdanki. Zabijano ich na placach publicznych, grając na rogu jak w czasie polowania. Charette, który podpisywał: „Braterstwo, kawaler Charette”, i który nosił jak Marat chustkę zawiązaną na brwiach, spalił miasto Pornic razem z mieszkańcami w domach.

16299311_1319538501417008_3189372250900368215_n
Korespondencja emigrantów nie pozostawia żadnych wątpliwości, że gdyby tylko rojaliści byli silniejsi ich terror byłby okrutniejszy od tego, który stosowali republikanie, aby sami uniknąć ciosów. „Uważam za konieczne użyć wobec Paryża terroru” – pisał 13 lipca 1792 r. do hrabiego de La Marche zausznik królowej, były minister Montmorin. „Dość już względów, dość półśrodków – wołał książę de Castries w swoim memoriale z kwietnia 1793 r. – Trzeba znieść z powierzchni ziemi bandytów, którzy spustoszyli Francję, spiskowców, którzy zmącili spokój Europy, potworów, którzy zabili króla”. Hr. de Flachslanden dodał: „Sądzę, że dopóki nie zmasakruje się Konwencji, opór nie ustanie”. Przekonanie to panowało powszechnie wśród emigrantów. „Ich wypowiedzi są pełne okrucieństwa” – mówił sekretarz króla pruskiego, Lombard, który towarzyszył emigrantom podczas kampanii w Aragonach. „Gdyby wydano im własnych rodaków na łup zemsty, Francja zamieniłaby się wkrótce w olbrzymie cmentarzysko”. Tak więc, republikanów, gdy tylko nadarzyła się okazja mordowano bez litości.

430px-Massakere_vu_Machecoul
Już kilka miesięcy po zamachu termidoriańskim „złota młodzież” napadała na ulicy na jakobinów. Od chwili zamknięcia Klubu Jakobinów „złota młodzież” i rojaliści uważali, że wolno im wszystko. „Marsylianka” stała się pieśnią wywrotową, a wspomniana „złota młodzież” wprowadziła w modę otwarcie rojalistyczną pieśń ” Réveil du Peuple” (Przebudzenie Ludu). Oczerniało się ludzi, którzy w oczach całej Francji uchodzili za bohaterów i twórców Rewolucji. Nazwa sankiulota stała się mniej więcej tym, czym dwór Ludwika XVI i arystokraci chcieli żeby się stała – obelgą. Znany jest incydent, kiedy dwieście lub trzysta osób zebrało się pewnego wieczora w ogrodzie Égalité (Palais Royal), niosąc manekin przedstawiający jakobina ubranego w czarną perukę i czerwoną czapkę. Udali się najpierw na Place de la Réunion, gdzie znieważyli pamięć Marata, a stamtąd na dziedziniec jakobinów, gdzie manekin został spalony. Popiół zebrano następnie do nocnego naczynia i rzucono do kanału Montmartre. Pewna obywatelka, która nieco głośniej wyraziła swoje zapatrywanie na ten obrzęd, została zelżona najohydniejszymi przezwiskami i poddana chłoście.

GuerreVendée_1
Biały Terror stał się faktem. W Lyonie i na południowych wschodzie kraju rozpoczęły się rzezie. Wezwania do mordu przenikały do Paryża. Pierwsza rzez miała miejsce w Lyonie 14 pluviôse’a roku III (2 lutego 1795), która trwała prawie dwa tygodnie. Zabijano codziennie jakobinów, zwanych Matewonami (Mathevons), nie oszczędzając nawet kobiet… Monarchiści i przeciwnicy rewolucji, często przywoływać lubią tzw. kompanie piekielne, które funkcjonowały podczas działań wojennych w Wandei. Niestety zakłamują fakty nie wspominając nigdy o „Kompaniach Jezusa” w Lyonie i „Kompaniach Słońca” w Nimes, które mordowały po przewrocie termidoriańskim całe rodziny jakobińskie.