Od 14 lipca 1789 r. mówi się już tylko o arystokratach i demokratach. Używa się tych słów na prawo i lewo nie rozumiejąc ich znaczenia. Ludowa ignorancja przerasta wszelkie poziomy dobrego smaku. Dla przykładu: w okolicznej wsi wieśniacy zatrzymują dobrze ubranego mężczyznę i każą mu wraz z sobą krzyczeć – „Niech żyje Naród!”. Wrzeszczy zatem jak może najlepiej – „Niech żyje Naród!”, machając przy tym kapeluszem. „Dobrze, dobrze – mówią wieśniacy – jesteśmy zadowoleni, może pan iść. Ale zaraz… chwileczkę! Niech nam pan wytłumaczy, co to takiego… ten Naród?”

A naród to już wszystko. Wszytko, co było „królewskie”, jest teraz „narodowe”. Raz do rzeczy, innym razem od rzeczy: „narodowi” staja się strażacy, pralnie itd., a wszystko, co przeszkadza Narodowi, staje się tyranią, tyranią arystokratyczną. Dochodzi do tego, że – jak powiadają pamiętnikarze – mały następca tronu słysząc mimo woli rozmowy starszych i wieści przynoszone z miasta i kraju, bawiąc się ze swoją niesforną wiewiórką, dawał jej klapsa, wyzywając od arystokratek.

Słowo „naród” było kluczem do wszystkich późniejszych ewokacji słownych rewolucji. Pojęcie narodu istniało i przedtem, było jednak bardzo ogólnikowe i w pewnym sensie zbliżało się bardziej do kryteriów geograficzno-technicznych. Charakter swój zmieniło zasadniczo, gdy zaczęło personifikować wolę powszechną jako instytucja, jako Zgromadzenie Narodowe.

Im głębiej w las rewolucji, tym częściej na czoło wychodzić będą słowa oznajmiające zagrożenie: zwłaszcza wszelkie warianty spisku.

Oto najpopularniejsze zespoły słów, używane przez wzorcowe niejako nazwiska:

W „Umowie społecznej” Jana Jakuba Rousseau kolejność jest taka: prawo, człowiek, państwo, lud, siła, natura, społeczeństwo, ciało, obywatel.

W pismach Robespierre’a wygląda to następująco: lud, władza, wolność, zgromadzenie, ustawa, prawo, zasada, republika, rewolucja, wróg.

U Saint-Just’a jest następująco: wolność, ustawa, republika, rząd, wróg, państwo, obywatel, zbrodnia.

U Hébert’a zaś kolejna jest taka: pieprzenie, sankiulot, republika, komitety, Paryż, kurwa, lud, wróg, zdrajca, wolność.

Wiele lat temu przeprowadzono badania nad klarowaniem się słów, przeprowadzone nad słownictwem Saint-Justa. Chodzi tutaj o dwa słowa: tyran i lud. Punktem wyjścia jest lud przeciwstawiony tyranowi, który przybiera najrozmaitsze szaty, nigdy zaś nie jest nagi. Tyran to król, wrogowie ludu francuskiego, cudzoziemcy, barbarzyńcy, spiskowcy, arystokracja, stronnicy monarchii, zwolennicy tyranii. Konkluzję stanowi zdanie głoszące, iż lud składa się z tych, którzy nigdy nie zdradzili republiki. Jednocześnie ten sam lud zostaje w owej analizie skonfrontowany z pojęciem władzy, której się przeciwstawia. A więc lud przeciwstawia się, bądź ma się przeciwstawiać, urzędom, administracji publicznej, rządowi, ludziom na stanowiskach, władzom pośrednim, funkcjonariuszom, państwu, wszelkiej władzy, armii, ludziom wojny. Innymi słowy, lud przeciwstawia się wszystkim jednostkom, które zdołały przeniknąć do aparatu wykonawczego państwa, uosabianego z niecnotliwością. Tym samym cnotą, normą staje się sam lud (le peuple).

Stefan Meller, Słowa, [w:] J. Baszkiewicz, S. Meller, Rewolucja francuska 1789-1794. Społeczeństwo obywatelskie, PIW, Warszawa 1983.

eugc3a8ne_delacroix_-_la_libertc3a9_guidant_le_peuple