O czwartej nad ranem 10 termidora posępny orszak wyruszył z dziedzińca pałacu… Zauważono, że Robespierre, idąc na szafot, miał te sam frak, który nosił w dniu, kiedy na Polu Marsowym ogłosił istnienie Istoty Najwyższej. Nic nie przypominało wyobrażenia o najwyższej potędze, jaką władał dwadzieścia cztery godziny wcześniej.

To, co dało się widzieć z jego twarzy, było straszliwie zniekształcone. Sina bladość dopełniała okropności tego widoku. Kiedy furgon dotarł do do stóp szafotu, pomocnicy kata znieśli Robespierre’a, rozciągnęli go na ziemi i leżał tam do chwili, kiedy wniesiono go na rusztowanie gilotyny, gdzie przyjął śmierć. Zauważono, że kiedy tracono jego towarzyszy, nie okazał żadnej oznaki wrażliwości. Oczy miał cały czas zamknięte i otworzył je dopiero, gdy poczuł, że niosą go na szafot. Nim jednak przyjął śmierć,musiał znieść okrutne cierpienie. Kat, zdarłszy z niego frak, który miał zarzucony na ramiona, zerwał brutalnie opatrunek, który chirurg założył mu na rany. Krzyk rannego słychać było podobno az na końcu rozległego placu Rewolucji. Dolna szczęka odpadła wtedy od górnej, co pozwoliło wylać się fali krwi, i głowa Robespierre’a była już tylko przedmiotem potwornym i obrzydliwym. Kiedy następnie ta przerażająca głowa została odcięta, a kat chwycił ją za włosy, by pokazać ludowi, przedstawiała widok najokropniejszy, jaki da się odmalować.

Couthon zginął jako pierwszy, Robespierre jako przedostatni, po nim Fleuriot-Lescot. Ciała 22 straconych – i osobno ich głowy w katowskim koszu – wrzucono na dwa furgony i pod eskortą żandarmów powieziono ulicami du Rocher i des Errancis. Zwłoki pochowano na niedawno otwartym cmentarzu des Erranacis koło rogatki Monceau. Gapiów na cmentarz nie dopuszczono. Grabarze odarli ciała z ubrań i cisnęli do fosy pokrywając niegaszonym wapnem i metrową warstwą ziemi. Rachunek kosztów pogrzebu wyniósł 193 liwry.

Ta potworna śmierć osobliwie kontrastowała z panującą wokoło radością i weselem. Nigdy nie widziano takiego napływu ludu. Ulice były zapchane. Widzowie wszelkiego wieku, każdej płci wypełniali okna. Widziano ludzi, którzy wdrapywali się aż na dachy domów. Radość była powszechna. Kiedy ponury orszak dotarł na wysokość domu Duplaya, gdzie dawniej mieszkał Robespierre, kobiety zatrzymały furgon i zaczęły wokół niego tańczyć, a tymczasem jakiś chłopiec zanurzył miotłę w wiadrze z byczą krwią i spryskał nią dom. Jak twierdził Barras – najwytworniejsze damy z okien lub chodników powiewały gwałtownie chustkami i pozwalały sobie na wszelkiego rodzaju obelżywe okrzyki.

W nocy z 9 na 10 termidora, kiedy go wnoszono do Komitetu Ocalenia Publicznego, miotał się w konwulsjach; nie mógł mówić bo strzał z pistoletu trafił go w szczękę, ale oczy wychodziły mu z orbit. Wcześniej, około godziny 2, w ratuszu pojawili się gwardziści z kilku sekcji dowodzeni przez Leonarda Bourdona, plac przed ratuszem był niemal pusty. Hanriot i Coffinhal ratowali się ucieczką z ratusza. Lebas popełnił samobójstwo. Augustyn Robespierre wyskoczył przez okno i mocno się poranił. Couthon spadł czy też został strącony ze schodów, lecz potłukł się jedynie. Saint-Just poddał się bez oporu. Strzał zaś, który przebił lewy policzek i strzaskał szczękę M. Robespierre’a dał sposobność do niekończących się sporów: czy to strzał żandarma nazwiskiem Merda, który przypisywał sobie tę chwałę, czy próba samobójstwa. Spór to nierozstrzygalny. Świadectwa bliskie wydarzeniu przemawiałyby raczej za samobójstwem, charakter rany – za strzałem żandarma. Z ratusza przetransportowano Robespierre’a na improwizowanych noszach (podobno na zwykłej desce) do Tuilerii. Około godziny 4 spostrzeżono, że Robespierre otwiera oczy. Ktoś dał mu papier, by mógł tamować krew płynącą z ust. W sali gromadzili się gapie: żandarmi, funkcjonariusze Komitetów; obrzucano rannego obelgami („wrzucić go do śmietnika!”). Zachował zupełna obojętność. Po jakimś czasie dwóch lekarzy odnalezionych w Tuileriach opatrzyło ranę Robespierre’a zakładając mu grube bandaże.

Ta okropna śmierć stanowi akt założycielski czarnej legendy. „Tyran” musiał ponieść śmierć, aby „prawdziwy” dyskurs o nim mógł się ukazać w pełnym świetle i zastąpić pochwały. Nie ulega żadnej wątpliwości, że oszczercze pogłoski o Robespierze fabrykowali ci, którzy właśnie stawali się termidorianami. Na przykład w nocy z 9 na 10, przez tych kilka godzin, kiedy zwycięstwo nad Robespierre’em było niepewne, to Komitet Bezpieczeństwa Powszechnego, a zwłaszcza Vadier, rozpuścił pogłoskę o Robespierze królu i podrzucił do jego rzeczy sfałszowaną pieczęć królewską, by potem pokazać ją Konwencji jako materialny dowód „spisku rojalistycznego”. Ta, i inne pogłoski, będą miały twardy żywot.

Śmierć Robespierre’a zamyka definitywnie heroiczny okres rewolucji. Wspominając czas po 9 termidora w swych pamiętnikach poseł Thibaudeau cytował pewnego wroga rewolucji: „Nie ma już we Francji ludzi, są tylko okoliczności”.

Jan Baszkiewicz, Robespierre, Wrocław 1989.

Fot. Valery Ivanovich Jacobi (1834-1902), Dziewiąty Thermidor, 1864.12717596_1085391814831679_3897695249957056748_n