11694918_1085426864828174_2742430682049241860_nWojna w Wandei rozpoczęła się od wymordowania w bestialski sposób przez rojalistycznych bandytów ponad 500 osób w prowincjonalnym miasteczku Machecoul. Paweł Jasienica w taki sposób opisuje tamte dramatyczne wydarzenia: Komendant Machecoul poległ w walce, większość jego podkomendnych wolała ratować się ucieczką. Panami położenia, dyspozytorami życia i śmierci stali się teraz powstańcy, zwłaszcza zaś ich przywódca, niejaki Souchu, poprzednio oficjalista dworski. Pośpieszył on uformować specjalny komitet, mający na celu wymiar sprawiedliwości, pojmowanej jako skazywanie każdego, kto myśli inaczej niż wyrokująca, powstańcza władza. Ksiądz zaprzysiężony oraz sędzia pokoju zginęli, krzycząc uparcie: „Niech żyje naród!”, tłum zdobywców miasteczka upojony: „Niech żyje król! Precz z narodem!” Wysokiemu urzędnikowi, do którego Souchu żywił osobistą animozję, odpiłowano przed straceniem obie dłonie. W zasadzie jednak egzekwowano przez rozstrzelanie, przestrzegając określonego porządku. Kontyngent dzienny wynosił trzydzieści osób, związanych za ręce w jeden szereg, zwany przez wykonawców całkiem jawnie „różańcem”. Trzydziestka przewidziana i wyznaczona na dzień następny musiała się przyglądać losowi poprzedników, po czym odprowadzana była do więzienia, gdzie mogła w przeciągu nocy rozmyślać o rzeczach ostatecznych. W Machecoul zamordowano ogółem ponad 500 osób. Republikanie odebrali w końcu powstańcom miasteczko, pole straceń, będące jednocześnie zbiorową mogiłą, stało się dostępne. Ze spulchnionej ziemi sterczały ramiona ludzkie o dłoniach kurczowo zaciśniętych na wiechciach zeszłorocznej trawy, na grudach ziemi. Egzekucje odbywały się publicznie, lecz wobec takich świadków, których widok zakopywanych żywcem ludzi radował, za: P. Jasienica, Rozważania o wojnie domowej, Warszawa 1993.

Fot. François Flameng (1856-1923), Masakra w Machecoul, 1884.