Zamach stanu Napoleona Bonaparte dokonany 18 brumaire’a roku VIII (9 listopada 1799) w ocenie wielu historyków stanowi koniec dziejów Rewolucji Francuskiej. Dla przykładu, monumentalne dzieło Adolfa Thiers’a „Historia Rewolucji Francuskiej” (Thier’s History of the French Revolution, wyd.1 w 1827 r.), kończy się właśnie na zamachu stanu Napoleona. Podobnie Georges Lefebvre, swoją monografię o termidorianach i Dyrektoriacie kończy na wydarzeniach jakie miały miejsce 18 brumaire’a. Bonaparte przybywa do Paryża 14 brumaire’a i zachowuje się z dyskrecją prawdziwie republikańską: chodził do Instytutu jak zwykły „ideolog”. Ale zwrócone na niego były wszystkie oczy. Nikt nie myślał wyrzucać mu przygody egipskiej: wygnany przez złych dyrektorów, pokrzyżował ich plany, dwukrotnie wymykając się Nelsonowi. Mniejsza o to, jakie otrzyma stanowisko, byleby działał. Po Campo-Formio był doradcą rządu, ale z punktu widzenia prawnego (był za młody) nie mógł zostać ani dyrektorem ani ministrem. Od 18 fructidora ciągle rosła liczba zwolenników zmiany konstytucji. O zamachu stanu rozmyślał, odkąd wybrano go do Dyrektoriatu, Emmanuel-Joseph Sieyès, nie widząc możliwości rewizji konstytucji. Większość w Radach (Rada Starszych, Rada Pięciuset) nigdy nie zgodziłaby się powziąć inicjatywy zamachu, nawet gdyby uważała, że jest konieczny. Musiał więc to być zamach wojskowy i antyparlamentarny, jak zamach 18 fructidora, ale wynik jego wydawał się znacznie mniej pewny: w roku V (1797) wojsko chętnie wypędziło rojalistów; inaczej wyglądała sprawa tym razem; wojsko z pewnością nie lubiło „adwokatów”, chodziło jednak o republikanów, a nawet o jakobinów. Porwać za sobą żołnierzy mógł tylko wódz cieszący się wśród nich wyjątkowym prestiżem, który by miał poza tym nieskazitelną przeszłość rewolucyjną. Pod jednym i drugim względem nikt nie mógł dorównać Bonapartemu, przypadek sprowadził go w sam czas. Pamiętajmy, że Napoleon był tylko generałem bez przydziału, i to w sytuacji dość niewyraźnej z punktu widzenia prawnego; mógłby stanąć na czele wojska w Paryżu tylko wtedy, gdyby znalazł wspólników w Dyrektoriacie i w Radach. Trudność zaś polegała na tym, że nie chciał słyszeć o Barrasie (gdyby nawet nic więcej ich nie dzieliło, to była miedzy nimi Józefina) i że nienawidził Sieyèsa; Talleyrand wziął sprawę w swoje ręce i doprowadził do porozumienia miedzy Bonapartem a Sieyèsem. Cambacérès, minister sprawiedliwości, wiedział najwidoczniej o wszystkim; Fouché natomiast nie został podobno wtajemniczony, ale miał dobre informacje i stał się nieoficjalnym wspólnikiem Bonapartego. W Radzie Starszych przewodniczący Lemercier i inspektorowie sali odegrali decydującą rolę; nie wiadomo jakie stanowisko zajmie Rada Pięciuset, ale przewodnictwo jej objął Lucjan Bonaparte. Kilku generałów, Jourdan, Augerau, trzymali się na uboczu: nie mogli interweniować, skoro rząd tego nie chciał; większość z nich chętnie stanęła po stronie Bonapartego, bo chciała zawładnąć Republiką. Aby uzasadnić przedsięwzięcie, powoływano się na spisek terrorystów, ponieważ starch, który budzili, nie opuszczał burżuazji od 9 termidora 1794 r. Było do przewidzenia, że deputowani zażądają dowodów i wysuną obiekcję, że Dyrektoriat jest dostatecznie uzbrojony. Zwołano Radę Starszych na zebranie nadzwyczajne i to w ten sposób, by podejrzani zostali o nim zawiadomieni za późno. 18 brumaire’a (9listopada) Cornet wszedł na mównicę: po jego expose o grożącym niebezpieczeństwie obecni przegłosowali umówione z góry decyzje: przeniesienie Rad do Saint-Cloud, co było zgodne z prawem, mianowanie Bonapartego dowódcą wojska stacjonującego w Paryżu, co było niezgodne z prawem, gdyż taka nominacja należała wyłącznie do Dyrektoriatu. Od tej chwili najważniejsze było zrobione. Bonaparte już zebrał generałów u siebie przy ulicy Zwycięstwa; wojsko ruszyło natychmiast. Gdyby w łonie Dyrektoriatu działała większość, która by nie uznała sprzecznej z konstytucją decyzji Rady Starszych, znalazłaby może generała, którego by mogła przeciwstawić Bonapartemu. W Saint-Cloud spiskowcy liczyli na to, że Rady ogłoszą same odwołanie konstytucji; nie przewidzieli jednak, jak to ma się odbyć, i nie przygotowali nawet tekstu, nad którym można byłoby deliberować. W Radzie Starszych większość wahała się, tym bardziej, że prawnie inicjatywa należała do Rady Pięciuset. Bonaparte zdecydował się interweniować. Doniósł Radzie Starszych o nowym spisku, nie sugerując nic konkretnego, ponieważ zaś niektórzy powoływali się na konstytucję, uniósł się: „Konstytucja? Złamaliście ją; konstytucja nie istnieje”. W Radzie Pięciuset było jeszcze gorzej; przybycie jego wywołało nieprawdopodobny zgiełk; jakim prawem przychodzi na zgromadzenie nie będąc wezwany? Krzyk „Wyjąć spod prawa!” rozległ sie z sali. Bonaparte zbladł i opuścił zgromadzenie, po czym nastąpiła chaotyczna dyskusja. Wieczorem z trudem zebrana garstka deputowanych powołała do życia tymczasowy Konsulat. Trzema konsulami zostali Bonaparte, Sieyès i Roger-Ducos: mówiono, że są równi, ale nie można było mieć co do tego żadnych złudzeń. 18 brumaire’a był dniem nie tylko kłamstw, ale dniem wystrychniętych na dudków; wobec tego, że cywile okazali się nie dość ulegli, trzeba było dać nieco swobody wojskowym i Bonaparte od razu definitywnie odsunął Sieyèsa na drugi plan. Toteż 18 brumaire’a uchodzi powszechnie za dzień, w którym Bonaparte zagarnął władzę, za: Thiers’ History of The French Revolution, London 1848; G. Lefebvre, Termidorianie. Dyrektoriat, Warszawa 1959.

Fot. François Bouchot (1800–1842), Napoleon w Radzie Pięciuset 18 brumaire’a, 1840.Bouchot_-_Le_general_Bonaparte_au_Conseil_des_Cinq-Cents