Karol Fourier należy do najoryginalniejszych utopistów, a jego plan budowy społecznej — do najbardziej wykończonych. Syn bogatego kupca urodził się w roku 1772 w Besanęon. Rodzice wybrali mu zawód ojcowski. Tymczasem on, z natury bardzo prawy, czuł do tego zajęcia, wymagającego obłudy, taki wstręt, że jako dziewięcioletnie dziecko ślubował: „Przysięgam wieczną nienawiść do handlu.” Wcześnie bowiem dostrzegł dwoistość reguł postępowania, gdy go w szkole uczono prawdomówności, a w sklepie kłamstwa przy sprzedaży. To też zdarzało się, że odprowadzał na bok nabywców i odkrywał im oszustwo. Pomimo tej odrazy i oczywistych uzdolnień do nauki, gwałcono go dalej. Oddany do bankiera w Lyonie, uciekł; toż samo uczynił w Rouen. Osobliwe zamiłowanie okazywał do geografii, muzyki i hodowli kwiatów; szybkie postępy robił w fizyce i logice. Za to nie mógł się nauczyć języków, których wielość uważał za plagę ludzkości, a zaprowadzenie wspólnej mowy — za jedno z najważniejszych zadań nowego społeczeństwa. Nie mogąc po śmierci ojca pokonać oporu matki, pozostał w handlu, obmierzając go sobie coraz bardziej, w miarę jak zbierał dowody jego przewrotności i dojrzewał umysłowo. Do najwyższego natężenia miała dojść ta jego odraza, gdy mu w Marsylii jak wieść niesie — kazano zatopić w morzu ładunek ryżu dla podniesienia ceny. Wszystkie chwile, urywane od pracy zawodowej, poświęcał nauce, a głównie przyrodoznawstwu. Odebrawszy spadek po ojcu (80,000 fr.), mógł swobodniej dogadzać swym upodobaniom. Wybuchła rewolucja. Dla Fouriera, człowieka wrażliwego, wątłego, była ona nieprzyjemnym wypadkiem, a następnie ohydnym nie dlatego, że w niej stracił majątek, (przy oblężeniu Lyonu) i omal nie stracił życia, ale dlatego, że popełniała okrucieństwa i mordy, a w ostatecznym wyniku dała największą korzyść tej klasie, której on nie cierpiał. Wzięty do wojska i uznany za niezdatnego, został maklerem. Jest to, według niego, „taki człowiek, który handluje cudzymi kłamstwami, dołączając do nich własne.” Jeżeli przebieg rewolucji nasuwał mu liczne spostrzeżenia, to jej koniec pobudził go do projektów. Układał on je ciągłe i ogłaszał lub posyłał przedstawicielom rządu i deputowanym. Tryumfy Napoleona nadały chwilowo kierunek jego myślom politycznym: sądził, że Francja, Rosja i Austria, rozbiwszy Prusy jedną bitwą i rozebrawszy je, jak Polskę, winny podzielić się Europą. Gdyby w tym triumwiracie pokój nie dał się utrzymać, należałoby z kolei pokonać Austrię, w końcu Francy a stoczyłaby bój z Rosją o panowanie nad światem. Ostateczny zwycięzca, zabrawszy Indie i zamknąwszy porty, zgnębiłby Anglię, którą Fourier najbardziej nienawidził jako państwo handlowe. Napoleon jednak, dowiedziawszy się o tej treści artykule (w Bulletin de Lyon, 1803) kazał polecić wydawcy, ażeby podobnych nie drukował. W r. 1808 wyszło pierwsze obszerne dzieło Fouriera: „Teoria czterech ruchów i ogólnych przeznaczeń”. Zawiera ono wiele pomysłów, których sam autor później wyparł się, tłumacząc je niedokładnością swej wiedzy. Spotkało się też z zarzutami i szyderstwem, tym zjadliwszym, że w krytyce ludzi i stosunków współczesnych było nadzwyczajnie gryzącą satyrą. Odziedziczywszy po śmierci matki (1812 r.) 900 franków rocznej renty, zajmował się Fourier jeszcze przez jakiś czas kupiectwem, wreszcie osiadł na wsi i przez pięć lat oddał się wyłącznie studiom naukowym. W r. 1822 puścił w świat dwutomową pracę: „Traktat o stowarzyszeniu gospodarczo – rolnym”, któremu w drugim, rozszerzonym (czterotomowym) wydaniu 1842 r. dano (pierwotnie zamierzony przez niego) tytuł: „Teoria powszechnej jedności”. Tu uzupełnia i doprowadza do większej ścisłości wywody poprzedniej książki, a nadto zbogaca ją wycieczkami polemicznymi, w których cięcia jego ostrego dowcipu są nieraz bardzo mocne i głębokie. Następne dzieło: „Nowy świat przemysłu i stowarzyszeń” jest najporządniej i najjaśniej usystematyzowanym wykładem furieryzmu, oczyszczonego z zagmatwań i fantastyczności. Późniejsza praca: „Fałszywy przemysł” (1836) nie dodaje nic nowego. Wtedy już około słynnego utopisty złożyła się szkoła z wielbicieli i uczniów, której przewodniczył najzdolniejszy z nich, Wiktor Considerant, a której organem było naprzód (od r. 1832 do 1833) czasopismo: „Reforma przemysłowa, czyli Falanster”, a później (od 1836 do r. 1843): „Falanga , dziennik nauk i społecznej” , wreszcie „Demokracja pokojowa”. Zawiedziony w nadziei urzeczywistnienia swej mrzonki, zmarł Fourier w Paryżu 1837 r. Po śmierci mistrza uczniowie wydali (1848 r.) wyciąg z jego dzieł pt. „Harmonia powszechna i Falanster”, będący pełnym wyrazem jego teorii.

Zajmując się wyłącznie utopią Fouriera, musimy pominąć rozwiniętą w pierwszym jego dziele teorię czterech, a według późniejszego uzupełnienia, pięciu „ruchów“, trzech pierwiastków świata i trzech — człowieka,która współcześnie nie wywarła żadnego wpływu, a dziś ma tylko historyczne znaczenie niedorzeczności naukowej. Dla charakterystyki pierwocin myśli słynnego marzyciela, wspomnimy o jego fantastycznych wizjach, które sam porzucił. Tak np. twierdził on, iż ludzie w jego szczęśliwym społeczeństwie przedłużą swój wiek średnio do 144 lat; miłości będą mogli używać przez 80, co byłoby dla mężczyzn zbyt długo dla przeżycia z jedną kobietą. Ludzkość istnieć będzie 50,000 lat. Obecnie kończy ona (po 5,000 lat) epokę dzieciństwa; potem nastąpi epoka dojrzałości, trwająca 35,000 lat, potem takaż epoka powolnego upadku sił, wreszcie 5,000 lat starczej niemocy i śmierci. Cały ten czas dzieli się na 32 okresy rozwoju (wiek XVIII znajdował się w piątym), z których każdy stwarza nowe, własne rośliny, zwierzęta, a nawet klimat. W szóstym okresie narodzi się „korona borealna“ (zorza północna), która, jak słońce, rozlewać będzie nie tylko światło, ale także ciepło. Skutkiem tego Petersburg i Ochock otrzymają taki klimat, jak Kadyks i Konstantynopol, a lodowate wybrzeża Syberyi upodobnią się do Marsylii i zatoki Genueńskiej. Jednocześnie woda morza Północnego zmieni się i przybierze smak limoniady; zginą zwierzęta szkodliwe, a rozmnożą się i powstaną pożyteczne (antirekiny, antiwieloryby i inne), które będą zaprzęgane do ciągnięcia okrętów. Jak niegdyś Pitagoras, starał się Fourier ująć istotę i stosunki rzeczy w cyfry, z których układał rozmaite analogie. Tak 32 zębom człowieka mają odpowiadać 32 okresy rozwoju, 32 planety i t. p. Dziwactwa te jednak były grzechami młodości jego umysłu.

Charles_Fourier_André_Breton

fot. Charles Fourier (1772-1837).

Swoją utopię oparł on na kilku zasadach ogólnych, które ciągle trzeba pamiętać, ażeby się nie zgubić w jej bardzo pokrzyżowanym labiryncie. Według niego Bóg jako stwórca i kierownik świata, mógł pragnąć tylko utrzymania go w jedności i karności; wszystkie też postacie i objawy bytu związał łańcuchem określonych stosunków. Jeżeli człowiekowi dal wrodzone popędy, to oczywiście chciał przez nie uczynić go szczęśliwym; jeżeli zaś organizacja społeczna gwałci je, to okazuje, że jest fałszywa. Przeznaczeniem człowieka, dla którego jedynie świat został stworzony i bez niego nie miałby żadnego celu, jest szczęście, polegające na dostatku (w języku Fouriera: na ,,zbytku“) wewnętrznym i zewnętrznym. Ażeby on mógł je osiągnąć, musi się znaleźć w takich warunkach i stosunkach współżycia z innymi ludźmi, które by mu pozwoliły rozwinąć i zadowolić swoje naturalne popędy. Zapewnić mu to może tylko stowarzyszenie rolniczo-przemysłowe falanga, złożone z grup i szeregów ludzi, pracujących według ściśle oznaczonego planu i mieszkających w “jednym gmachu. Miejscowy związek falang tworzy kanton, zwany falansterem.

Uprzytomnijmy sobie wyraźnie podstawy tego ustroju. Praca jest konieczną potrzebą wszystkich ludzi, bez różnicy płci i wieku. Dziś jednak odstręcza ona ich, zamiast przyciągać, a ponętną stanie się wtedy dopiero, gdy odpowiadać będzie ich popędom i zamiast przykrości, sprawiać im przyjemność. „Przypatrzcie się – mówi Fourier – naszym robotnikom w polu: jak oni, oparłszy się na motyce, ścigają wzrokiem ptaka, który przelatuje nad nim i. “Ponieważ zaś popędy są rozmaite, a ich działanie zmienne, więc też praca, jeśli nie ma nużyć i odstręczać człowieka, musi także się zmieniać, nie może trwać w jednym kierunku dłużej, niż do 2 godzin dziennie. Dla każdego zajęcia tworzą się grupy z 7—9 osobników podobnych, z tych zaś grup powstają serye, 45—50 w każdej falandze, obejmujące całą gałąź jednej pracy. Jeżeli np. jakaś serya uprawia hiacynty lub kartofle, to powinno w niej być tyle grup, ile jest odmian hiacyntów i kartofli. Serye więc zużytkowują rozmaitość charakterów, upodobań, instynktów, majątków, roszczeń i stopni ukształcenia. Każda stanowi jak gdyby akord, złożony z tonów sprzecznych i zgodnych, połączonych w harmonię. Pojedyncze grupy ciągle współzawodniczą z sobą, gdyż ich zajęcia należą do jednego rodzaju. Ponieważ człowiek jest z natury wrogiem przymusu i dąży ciągle do zmian; ponieważ najpodobniejsi ludzie różnią się w swych popędach, przeto członkowie każdej skupiny uczestniczą również w innych. Tym sposobem wszyscy pracują chętnie, a skutkiem doskonałej organizacji zrzeszenia—płodnie. „Gdyby bogowie — powiada Fourier — pozwolili ludziom wyrazić trzy życzenia, czego żądaliby wszyscy, nie wyłączając uczonych? Bogactwa, zdrowia i długiego życia.” Otóż w najwyższej mierze czyni zadość tym życzeniom stowarzyszenie rolne. Otwiera ono bowiem swobodne i szerokie ujścia przyrodzonym popędom ludzkim. „Im więcej obserwujemy człowieka, tern bardziej przekonywamy się, że w nim wszystko zależy od przyciągania (atrakcyi). Słucha on rozumu tylko o tyle, o ile ten uczy go rafinować rozkosze, a przez to lepiej zadawalać przyciąganie.” Teorya popędów Fouriera, będąca zupełnie dowolną kombinacją luźnych spostrzeżeń i objawów psychicznych, jest tak ściśle związana z jego systematem utopijnym, że bez wniknięcia w nią niepodobna zrozumieć ustroju falangi. Jest ich 12: zmysłowe: smak, czucie, węch, wzrok i słuch, uczuciowe: przyjaźń, duma, miłość i rodzicielstwo. Zestrajają je harmonijnie trzy mało znane i nieuznane: kabalist, godzący jednakich współzawodników za pomocą intrygi, papillon (motyl), łaknący zmian i przeciwieństw, oraz komprosit, pobudzający do uniesień i doskonałości. Jeżeli żaden z tych popędów nie jest stłumiony i każdy rozwija się swobodnie, wszystkie sprzyjają sobie wzajemnie i tworzą harmonię. Dzisiejsza cywilizacja wprowadza do nich rozstrój i walkę; dopiero oswobodzone i skojarzone w falandze, spełniają całkowite przeznaczenie człowieka. Te zasadnicze siły natury ludzkiej są głównymi motorami maszyny stowarzyszenia, której działanie objawia się w robotach domowych, polnych, przemysłowych, wymianie, oświacie, naukach i sztukach pięknych. Baczy ona ciągle na to, ażeby wszystkie zajęcia były wykonywane z upodobania, rozdział produktów ustosunkowany do udziału pracy, kapitału i talentu, równowaga ludności utrzymana (1800—2000 osób najwyżej), oszczędność w środkach pomocniczych możliwie największa. Osiąga to drogą bardzo prostą i łatwą. Złączonych razem 400 rodzin, zamiast mieć 400 ognisk domowych, posiada 4 lub 5 wielkich kuchen, skąd otrzymują pokarm współuczestnicy, podzieleni na 4 lub 5 klas, według zamożności, i mieszkający we wspólnym pałacu (którego plan architektoniczny Fourier opracował szczegółowo). Podobna redukcja zachodzi we wszystkich dziedzinach gospodarstwa. Falanga, uprawiająca np. wino, nie potrzebuje wielu małych beczek, osobnych budynków i piwnic, lecz gromadzi i obrabia grona we wspólnych magazynach, zlewa sok w olbrzymie kadzie, przechowuje wino w społecznych składach, nie śpieszy się ze zbiorem i sprzedażą, wybierając sobie czas najdogodniejszy, słowem, z najmniejszego wkładu pracy i kosztów wyciąga najwyższe zyski.

Nie dość tego: wprowadza ona do handlu rzetelność, a na miejsce obecnej konkurencji szachrajskiej—współzawodnictwo uczciwe. Zamiast wielu sklepów, gromady kupców i kramarzów, intrygujących wzajemnie przeciwko sobie, istnieje w niej jeden wielki skład hurtowy, którym zarządza kilka osób. W ogóle falanga niszczy wszystkie pasożyty, wysysające pracę ludzką – pośredników, prawników, „żyjących z niedomagań dzisiejszej cywilizacyi“ ; służbę, żołnierzy i t. d., przeznaczając zebrane stąd oszczędności na przedsięwzięcia użyteczne (drogi, budynki i t . d.). Gdy mężczyźni, kobiety i dzieci od trzeciego roku są czynni; gdy łącznie współdziałają: popędy, uzdatnienia, ambicje, udoskonalony mechanizm pracy, dokładna jej planowość, swoboda stosunków, zdrowie ludzi — środki i siły stowarzyszenia w zrastają niezmiernie, a odpowiednio mnożą się i ulepszają jego wytwory.

Ażeby ,,zegar“ falangi mógł poruszać się prawidłowo, musiała ona nie tylko ściśle oznaczyć godziny dla każdej pracy i wypoczynku, ale nadto przygotować sobie odpowiednich ludzi. Dlatego na wychowanie dzieci zwrócona jest szczególna uwaga. Wychodzi ono z tego założenia, że trzeba starannie pielęgnować i rozwijać naturalne siły człowieka, nie krępując ich żadnym przymusem. Dzieci są podzielone na serye według charakterów i rozmieszczone w odpowiednich salach. Czuwają nad niemi w dzień i w nocy kolejno bony, kobiety, mające do tego popęd, albo też matki, które mogą odwiedzać swoje w godzinach karmienia. Zdrowia pilnują lekarze, otrzymujący wszakże wynagrodzenie nie od ilości chorych, ale zdrowych. Gdy dziecko ukończyło sześć miesięcy, rozpoczyna się budzenie jego zmysłów. Słyszy ono tylko dobry śpiew i muzykę, widzi tylko piękne obrazy i wytworne zabawki. Skutkiem tego jest bardziej rozwinięte w trzech latach, niż zwyczajne w sześciu. Cały szereg środków pociąga i podnieca jego skłonności: małe narzędzia, zastosowane do wieku, mundury, broń, chorągwie, parady i t. p. Jego pierwszymi nauczycielami są dzieci starsze. Do 9 roku trwa wychowanie fizyczne; później następuje umysłowe. Można przyjąć ogólnie, że do nauk ma upodobanie dwie trzecie mężczyzn, a jedna trzecia kobiet, do sztuk — odwrotnie. W 20 r. cielesne i duchowe wykształcenie młodzieży jest skończone: wtedy posiada ona całkowitą wiedzę teoretyczną i praktyczną.

Współzawodnictwo dzieci z różnych falang wywiera na nie wpływ pobudzający. Przypuśćmy, że jakaś ich grupa, uprawiająca pierwiosnki, nie otrzymała w popisie nagrody, którą przyznano grupie z innej falangi. Dzieci zaczynają badać przyczynę swego niepowodzenia, którą przy pomocy swego przewodnika odnajdują w różnicy ziemi, rozszerzając przytem swoje wiadomości mineralogiczne. Cała ludność falangi, poczynając od dzieci trzy letnich, dzieli się na 16 plemion (tribus), oznaczonych osobnymi nazwami. Do lat 20 idą kolejno według wieku: młodzianie. Otóż cztery środkowe z tych plemion (od lat 4 i pół, — 15, przeważnie chłopcy), zajmują się usuwaniem nieczystości w stowarzyszeniu i noszą miano „małych hord“, oraz upiększaniem (przeważnie dziewczęta), jako „małe bandy“. Pierwsze spełniają najnieprzyjemniejsze czynności: zamiatają ulice, uprzątają kuchnie i kanały, tępią jadowite gady i gąsiennice, hodują zwierzęta domowe, oraz przywracają wszędzie zakłócony porządek. Używają za to wielkiej czci. Przy wszystkich uroczystych pochodach idą na czele; za szczególne zasługi otrzymują wieńce z liści dębowych.
Wszelka zwierzchność, nie wyłączając monarchów, pozdrawia je naprzód. Nic ważnego nie może się obyć bez nich; dają przy tym inicjatywę do wszelkich robót w falandze. Są przedstawicielami jej jedności. Mają własnych oficerów i oficerki, własną mowę i małą artyleryę. Wybierają sobie ze starszych osób druidów i druidki, których zadaniem jest podtrzymywanie zamiłowania do takich zajęć. Przeciwieństwem, ale jednocześnie dopełnieniem harmonijnem Małych Hord, złożonych z temperamentów gwałtownych, są Małe Bandy, złożone z temperamentów łagodnych, przeważnie niewieścich. Są to stróżki społecznego wdzięku i przepychu; zajmują się przystrajaniem wszelkich uroczystości, zachowują wytworność w obejściu, doglądają ogrodów i trudnią się hodowlą ptactwa. Z nich wychodzą młodzi uczeni i umysły wcześnie dojrzałe (jak Pascal). Na podobieństwo Małych Hord wybierają sobie ze starszych osób korybantów i korybantki. Obdarzone artystycznym smakiem i subtelnym zmysłem w odróżnianiu odcieni piękna, łączą one dzieci, posiadające skłonność do wyszukanych strojów, rozszczepiają ich uczucia artystyczne na liczne odmiany, nadają wyobraźni różne kierunki i tym sposobem ustalają cechy każdej seryi. „Podczas gdy Małe Hordy idą od dobra do piękna, Małe Bandy — od piękna do dobra.” Wykształcenie gimnastyczno-artystyczne nazywa Fourier ,,operą“, która w wychowaniu dzieci gra pierwszorzędną rolę. „Ażeby ciało — powiada on – możliwie wydoskonalić pod każdym względem, należy zastosować dwa środki, zupełnie obce naszym, tak zwanym moralnym metodom: operę i kuchnię. Dziecko powinno ćwiczyć dwa zmysły czynne: smak i węch za pomocą kuchni i dwa bierne: wzrok i słuch — za pomocą opery; wreszcie zmysł taktu za pomocą robót… W kuchni dostaje ono wszystkie produkty, którymi interesowało się podczas rozmów przy stole.“ Smakoszostwo tedy staje się czynnikiem wychowawczym. Opera składa się: „ze śpiewu, czyli miary głosu ludzkiego, z instrumentów czyli miary tonów sztucznych, z poezji, czyli wyrażania myśli i słów według miary, z pantomin, czyli harmonii gestów, z tańca, czyli ruchu miarowego, z gimnastyki, czyli harmonijnych ćwiczeń, z malarstw a i kostiumów harmonijnych. Całość przeto — dodaje Fourier – opiera się na prawidłowym mechanizmie i geometrycznem wykonaniu. Wymaga to bardzo małego nakładu, gdyż sama falanga może dostarczyć tysiąc kilkaset artystów, a „najmniejsza posiada lepiej uposażoną operę, niż dziś nasze wielkie miasta.“ Po skończeniu 15—16 lat dzieci wchodzą w okres dojrzałości płciowej. „Tu jest punkt — powiada Fourier – w którym kruszą się wszystkie nasze metody, obliczone na stłumienie popędu płciowego, które umieją tylko w stosunkach miłosnych uzasadnić obłudę… W żadnej sprawie, jak w tej, nasza wiedza nie okazuje się równie nieudolną i niezręczną. W innych rodzajach złego filozofowie przynajmniej usiłowali zastosować jakieś środki zaradcze, tu — nie. To też cała ich robota rozprzęgła się, wprowadzili bowiem tylko fałsz i tajemny bunt przeciwko naturze i prawom. Miłość, nie znajdując innej drogi zadowolenia się, prócz dwulicowości, stała się nieustannym spiskowcem, który ciągle pracuje nad zdezorganizowaniem społeczeństwa i podważeniem jego ustaw. Nigdzie obłuda i oszustwo nie są większe, niż w stosunkach miłosnych i małżeńskich i nigdzie sprzeczność bardziej rażąca, niż między wymaganiami natury a przepisami moralności. Ażeby złe wyrwać z korzeniem, falanga pozostawia miłości swobodę i zapobiega nadużyciom za pomocą dwu korporacyj: ,,westalatu“ i „damoazelatu. Pierwsza, składająca się w dwu trzecich z westalek, a w jednej trzeciej z westalów, zachowuje do 18—19 roku czystość; druga — w dwu trzecich z damoazelów, a w jednej trzeciej z damoazelek— oddaje się wczesnej miłości. Ponieważ dla mężczyzn niewinność jest mniej ponętna, więc stanowią oni przewagę w damoazelacie, a kobiety w westalacie. Zresztą każdy może sobie wybrać tę lub inną korporacyę i z niej wystąpić. Ale podczas przebywania w niej musi zachować odpowiednie reguły. Damoazele i damoazelki nie mogą znajdować się przy porannych zebraniach dzieci; później też budzą się. Natomiast westalat wstaje razem z dziećmi (o 31/ 2 rano), które darzą jego członków szczególną czcią i przywiązaniem. Doznają oni też wielkiego szacunku ze strony starszych i w ogóle są przy każdej sposobności wyróżniani. Z wyjątkiem brudnych robót, uczestniczą westalki w Małych Hordach, a każda falanga stara się je posiadać i nadaje im pochlebne tytuły. Ich przewodniczka, zwana kwandrillą, jedzie podczas uroczystych procesyj w powozie honorowym. Przybywającego w odwiedziny obcego monarchę witają na granicy westalki, a monarchinię — westale. Z nich też książęta i księżne wybierają sobie najczęściej żony i mężów. Małe Hordy, litóre nie pozdrawiają pierwsze żadnej władzy ziemskiej, przed niemi pochylają swe sztandary. Nie tak, jak w naszej cywilizacyi — mówi Fourier — która, zmuszając stare panny do zachowania czystości, szydzi z nich niby ,,z podejrzanego towaru” i znieważa zjadliwymi przy gryzkami. Wobec tej krzywdy można zapytać: „Czy jest coś bezużyteczniejszego, niż to wieczne dziewictwo”? Fourier obiecuje olbrzymie nagrody wszystkim ludziom zasłużonym dla ogółu, ale wtedy dopiero, gdy cała ziemia pokryta zostanie falangami. Bo jeżeli każda z nich zapłaci wynalazcy, autorowi utworu poetyckiego lub muzycznego tylko parę franków lub nawet centimów, to od miliona ich otrzyma on wielką sumę. Nie jest to zaś według niego ani nieprawdopodobne, ani zbyt odległe. Korzyści bowiem, jakie zapewnia swym uczestnikom pomyślane przez niego stowarzyszenie, są tak oczywiste, że szybko wstąpią do niego wszyscy bogaci i ubodzy, cywilizowani i barbarzyńcy, nawet królowie, tak że w niedługim czasie będzie ono liczyło 2 miliony falang z 4 miliardami ludności.

Houghton_Soc_860.05_-_Fugère,_phalanstère

fot. Falanster Fourier’a.

Najwyższą zwierzchnością falangi jest regencja, wybrana z areopagu, który się składa: z uczestników seryj, z najstarszych plemion (tribus), do których należą: Szanowni, Czcigodni i Patriarchowie, z akcjonariuszów, wreszcie z magnatów i magnatek. Oba te ciała niewiele mają do roboty, gdyż zegarowy mechanizm stowarzyszenia działa prawidłowo; więc naradzają się tylko nad sprawami szczególnej wagi. Gdy ono ogarnie cały świat, wtedy jego głową będzie omniarcha ze stolicą w Konstantynopolu; pod nim staną dziesiątkami, setkami i tysiącami: augusty, cesarzowe, królowe, kalifowie, sułtani, kacyki i t. d. Naturalnie organizacja tak oryginalna musi posiadać zastosowany do jej potrzeb i zadań budynek — Falanster. Jest to — według planu, nakreślonego przez Fouriera – ogromny, 500 stóp długi i 250 głęboki system murowanych pomieszczeń, rozłożonych w dwóch równoległych, złamanych symetrycznie i połączonych krytymi galeriami szeregach, które na obu końcach zamknięte są poprzecznie. Przestrzenie wewnętrzne są zapełnione kwietnikami, szklarniami i wodotryskami. Wklęsłość zewnętrzna służy jako plac dla parad. Gmach ten składa się z parteru, antresoli i czterech pięter. Znajdują się w nim mieszkania członków falangi, sale, warsztaty i t. d. Jak się przedstawia jej mechanizm ze strony ekonomicznej? Nikt nie pracuje dla siebie, lecz każdy dla wszystkich. Rozdział dywidendy nie dokonywa się według osób, lecz według seryj i ich rozmaitego znaczenia; nie jest zatem równomierny, lecz zróżniczkowany w trzech kategoriach: według konieczności, pożytku i przyjemności zajęć. Im jakaś praca jest przykrzejsza (np. chirurgia), tym lepiej płatna. Rachunki są prowadzone tak prosto i przejrzyście, że nawet kilkoletnie dziecko możesz nich obliczyć swoją należność.

Falanster posiada giełdę; nie służy ona jednak do gry i obrotów finansowych, lecz jest miejscem układania biegu zajęć na dzień następny. Uczęszczają do niej również dzieci. Zdawałoby się, że długie, dostatnie, spokojne, uregulowane życie, przy zupełnej swobodzie stosunków płciowych, musi wywołać przeludnienie, które popsuje cały mechanizm, a przynajmniej narzuci mu zagadnienie trudne do rozwiązania. Tymczasem Fourier zabezpiecza go od tego kłopotu zupełnie. Stwierdził bowiem naprzód, że kobiety tęgie, tłuste i duchowo rozwinięte, — a takie tylko będą w falangach — są mało płodne; następnie, że ludzie, których energia zużywa się w ćwiczeniach fizycznych, dojrzewają płciowo później, niż próżniacy. Do tych wpływów przybywa jeszcze inny, mający swe źródło w szczególnych obyczajach harmonistów, o którym autor ze względów przyzwoitości nie chce mówić. Według Fouriera, Newton odkrył prawa ciążenia ciał niebieskich i na tym się zatrzymał; zaś poszedł dalej i odkrył praw a ciążenia ciał ludzkich w społeczeństwie. Dostrzegł jedność całego wszechświata i związek z nim człowieka. Stał się przez to tłumaczem woli Boga i zbawcą łudzi, dla których wynalazł drogę wyjścia z cierpień i nędzy. Mogli ją znaleźć dawniejsi filozofowie, ale oni tylko wysławiali to, co istnieje i odstraszali w szelką nowość; to też zapchali biblioteki 400,000 książek wątpliwej wartości. Dopiero on wydobył prawdziwego człowieka z istoty wynaturzonej przez głupią i zwyrodniałą cywilizację, wyzwolił jego stłumione lub znieprawione popędy, dał „kompas społeczny. Tak był przekonany o nadzwyczajności swego odkrycia i jego powodzeniu, że do ostatniej chwili przed śmiercią oczekiwał codziennie w godzinach południowych jednego z „kandydatów 11, których naliczył w Europie 4,000, mającego mu przynieść 15 milionów franków na założenie pierwszej falangi. Musiało go ogarniać raczej zdumienie, niż gniew, gdy nie widział tłumów, śpieszących do otworzonego im raju, w którym biedni mogli znaleźć zbytek, bogaci otrzymać 15 % od włożonego kapitału, a monarchowie opływać w większych dostatkach, niż im zapewniają trony. Ponieważ obiecywał uszczęśliwić wszystkich, więc do wszystkich zwracał się o poparcie: do szlachty, duchowieństwa, deputowanych francuskich, magnatów angielskich, Napoleona, Burbonów, Rotschilda, Byrona, nawet do emigrantów polskich i t. d. Wymyślił też osobne wędki dla łowienia bogaczów. Z początku mieli oni się ociągać; ten i ów wszakże wstąpił do jakiejś seryi, gdzie czekała na niego przynęta. Oto jeden z nich jest miłośnikiem ogrodnictwa, a nade wszystko lubi czerwoną kapustę. Więc zaraz porozumiewa się z odpowiednią grupą, ogląda jej nasiona i daje wskazówki, za co dzieci mu dziękują. Nazajutrz witają go fanfarą, ich herold ogłasza go baccalareusem czerwonej kapusty, westalka ściska i wręcza mu znak seryi, naczelnicy składają powinszowania. To tak mu się podoba, że wstępuje do falangi. W ten sposób miał być zwabiony ,,każdy bogaty mężczyzna i każda bogata kobieta”. Niestety, nie został zwabiony nikt i w sidła tej naiwności złapał się tylko sam Fourier. Wszyscy bowiem, oprócz niego, widzieli całą sztuczność i niepraktyczność jego ,,harmonii“ i w okropnej rzeczywistości woleli zdobywać złoto, niż w czarodziejskiej fantazji „zamieniać je na sprawiedliwość“. Nie sama zresztą utopijność odgrodziła go od współczesnych. Odmówiwszy wartości wszystkim czynnikom i urządzeniom cywilizacji, napiętnowawszy ludzi i wyśmiawszy ich czyny, oburzył na siebie całą inteligencję. Duchowieństwo nie mogło mu wybaczyć, że Bogu pozwolił się zajmować tylko ważnymi sprawami i mianował się jego ,,pomocnikiem“; filozofowie—że ich mądrość wrzucił w dół śmieciowy; wychowawcy — że ich nazwał tyranami i wrogami dzieci; mężowie i żony— że odsłonił ich wiarołomstwa; moraliści — że im wytknął przewrotność i obłudę; przemysłowcy — że ich obciążył winą wyzysku, a już najbardziej kupcy, których niezmordowanie smagał sarkazmem i nienawiścią. Odwoływał się do Rotschilda, obiecując mu nawet królestwo Jerozolimskie, a najzapamiętalej oblewał żółcią żydów. Z 25 niecnot współczesnej cywilizacji za ,,najhaniebniejszą“ uważa on przyznanie im praw obywatelskich, o co oskarża głównie filozofów. Żydzi, według niego, nie są narodem cywilizowanym, lecz patriarchalnym; nie uznają szczerze żadnego władcy; nie gardzą żadnym oszustwem względem innowierców. Obok chińczyków są najgorszym rodzajem ludzkim, najszkodliwszym pasożytem. Ten antysemityzm miał po części swe źródło we wstręcie rasowo-religijnym, ale także w bezmiernej odrazie Fouriera do handlu, która mu również zohydzała anglików. Najsilniejsze i najliczniejsze, bo z najszerszych kół pochodzące ataki wymierzone były na anarchizm Fouriera w stosunkach płci. Znosząc zupełnie małżeństwo i rodzinę, wyzwalając pożądania z wszelkiego przymusu, nie tylko wywołał energiczną obronę instytucji, uznanej od wieków za nietykalną, ale podrażnił wszystkie gatunki obłudy, które się pod nią podkopały, a które na wierzch wydobył. Obok punktów mocnych miał jego radykalizm z tej strony punkty słabe, w których zrobienie wyłomu było łatwe. Trzeba miłość — powiada on — pozostawić jej naturalnemu pociągowi i powierzyć jej samej nakreślenie sobie granic. Zobaczymy wtedy, że mężczyzna będzie obcował z tyloma kobietami, co mądry Salomon i że kobiecie nie zabraknie mężczyzn. Rozmaitość w miłości jest tak naturalna, że nawet osłabiony wiekiem sułtan nie chce poprzestać na jednej żonie. Przyszłość uzna tę swobodę wyboru miłosnego za zupełnie naturalną i starzy będą mieli setki potomków bezpośrednich i pośrednich, dzieci przybranych i własnych. Wtedy nastąpi złoty wiek dla ojcostwa i dozna ono radości, których dziś daremnie poszukuje. To są śmiałe i ryzykowne frazesy, ale nie uzasadnienie przewrotu w jednej z najważniejszych dziedzin życia. Utopia Fouriera nie przez to straciła grunt realny, że daleko odbiegła od rzeczywistości, ale przez to, że usiłowała na niej oprzeć i z jej materiału stworzyć gmach fantastyczny. Chciała ona zaszczepić płonkę na pniu odmiennej natury, z którym on nie może się zrosnąć – gruszkę na wierzbie.

SOUTHWEST_FRONT,_FROM_THE_SOUTH_(CLOSER_VIEW)_-_North_American_Phalanx,_Country_Route_537,_Phalanx,_Monmouth_County,_NJ_HABS_NJ,13-PHAL,

fot. Falanga Północno-Amerykańska

Klasyczni utopiści, jak Morus lub Campanella, burzyli całkowicie starą budowę społeczną i na jej miejsce wznosili zupełnie nową. Tymczasem Fourier pozostawia najbardziej spróchniałe belki i rozluźnione spojenia, w które wsuwa niepasujące do nich pudło kalejdoskopu społecznego. Wiąże on komunizm z własnością osobistą, anarchizm z władzami, bogactwo z ubóstwem, miesza różne wody z ogniami. To też o ile negatywna strona jego wywodów jest znakomita i nieraz sięga bardzo głęboko, o tyle pozytywna — w ogóle słaba, a w szczegółach powierzchowna. W krytyce obecnego ustroju współżycia dosięga on mistrzostwa, a jego bystre, szerokie i dowcipne spostrzeżenia tak dalece zachowały dotąd swą słuszność i świeżość, że Engels zalicza go do największych satyryków świata. Według Fouriera ludzkość przeszła dotąd w swym rozwoju stany: edenizmu, dzikości, patriarchalizmu, barbarzyństwa, obecnie znajduje się (od czasu greków) w cywilizacji, a dzięki jemu wstąpi w epokę—gwarantyzmu. Cywilizacja dzisiejsza jest oszukańcza i okrutna: nie daje ludziom, chociaż zaręcza, ani swobody, ani chleba, ani braterstwa, ani równości. Fourier układa dwie listy jej grzechów. Pierwsza zawiera 12, a są to: panująca mniejszość trzyma niewolników uzbrojonych, ażeby poskramiali większość niewolników nieuzbrojonych; brak solidarności mas rodzi samolubstwo; dwuznaczność wszystkich czynów i żywiołów społeczeństwa; wewnętrzna walka człowieka z sobą; nie rozum podniesiony do godności zasady; w polityce wyjątek jest podstawą reguły; najupartszy geniusz bywa zgięty i doprowadzony do małoduszności; wymuszone uwielbianie złego; ciągłe psucie uważane za poprawę; wielostronne nieszczęście ogromnej większości; brak naukowej opozycji przeciwko przyjętym teoriom; wreszcie pogorszenie się klimatu skutkiem wytrzebienia lasów i wyschnięcia źródeł. Drugi wykaz obejmuje 24 wady cywilizacji, które niechybnie zgubią społeczeństwo: centralizacja polityczna; postępy fiskalizmu; monopole handlu morskiego (Anglia); wzrastające napady na własność; usuwanie organów miejscowego samorządu; rabowanie dóbr i praw gminnych; skażenie sądownictwa; nietrwałość instytucyj; odszczepieństwa religijne; wojny domowe; zachowywanie złych urządzeń; bezwstyd i poniżenie mocarstw chrześcijańskich, zawierających układy z poganami; wzmaganie się zamiłowania handlu; popieranie go; skandale przemysłowe; handel białymi nałożnicami; szpiegostwo; jakobinizm komunistyczny; wandalskie usposobienie szlachty; literackie walki powietrzne (bezmyślne i potwarcze polemiki); doskonalenie techniki niszczącej; dążność tatarska (militaryzm); wtajemniczanie barbarzyńców w taktykę cywilizowanych, poczwórna zaraza (choroby). W tym spisie odbijają się zarówno znamiona czasu porewolucyjnego, jak rysy filozofii Fouriera, który chciał w niej roztopić przeciwieństwa klas społecznych i był przeciwnikiem wszelkiego gwałtu. ,,Co to za społeczeństwo — woła on — którego każda część działa przeciw innym i przeciw całości, w którym każda klasa pragnie zadowolić tylko swój interes, w którym lekarz życzy swoim współobywatelom chorób, ksiądz — śmierci, sędzia — zbrodni, lichwiarz — głodu, budowniczy—pożarów!“ Najmocniej wszakże akcentuje on swoją odrazę do handlu — tego „jeża, którego pies nie może uchwycić w żadnym punkcie.” Handel stanowi słabą stronę cywilizacji. Nienawidzą go tajemnie zarówno rządy, jak narody. Oddają mu się dorobkiewicze, którzy przychodzą w drewnianych chodakach, a odchodzą z milionami. Dla biednego filozofa niema nic bardziej imponującego nad widok gromady bogaczów, idących z powagą na giełdę. Zdawałoby się, że to patrycjusze rzymscy, którzy radzić będą o losach Kartaginy. A kto ich zna, wie, że to jest banda oszustów. Są to półbogi spodlonego świata, w którym literatura jest nierządnicą, sławiącą występek, a moralność—plotkarką, umizgającą się do wszystkich złodziejów. Jakakolwiek partia stanie u steru państwa, kierują nią finansiści. Politycy i ekonomiści podobni są do owego jeźdźca, o którym żartownisie mówią, że nie on konia, ale koń jego wiedzie. A czym jest tak broniona rodzina? ,,Dobre” małżeństwo jest podobne do chrztu, który zmazuje wszystkie brudy życia. Wiedzą o tern ojcowie i matki; więc uczą synów zdobywania „dobrych partyj”. Gdy mężczyzna z wyższej klasy zbliża się do kobiety z niższej — to zwykle skutkiem tego zbliżenia się jest bękart. Opinia publiczna jest szczególnie pobłażliwa dla tego rodzaju dorobkowiczostwa. Rozpustnicy i uwodziciele zyskują nawet większe uznanie, niż cnotliwi, powszechnie wyśmiewani. Jeżeli święta zaślubi nicponia, wkrótce staje się jego wspólniczką w łotrostwach; jeśli zaślubi poczciwca, zaraz zacznie się skłaniać ku zalotnikom. Ponieważ na 100 mężów 99 jest występnych, a 1 cnotliwy, można z tego ocenić, jak małżeństwo umoralnia kobietę, którą zresztą znieprawia wszystko: obyczaje, literatura, sztuka i t. d. „Młoda kobieta, wysłuchawszy kazania, w którym uczono ją szacunku dla męża i wyższych władz, w godzinę potem idzie do teatru, gdzie jej dają lekcję, jak ma oszukiwać męża, opiekuna lub innego Argusa.” W ogóle według Fourriera, „świat cywilizacji składa się z szyderców i oszukanych”, a moralność i małżeństwo dostarczają masek orgii. Przyznając wychowaniu ludzi największy wpływ na ich współżycie i wprowadzając całkiem nowy systemat, wynicował on jednocześnie obecną tresurę pedagogiczną. Tu może najwięcej okazał gruntowności i rozlał sarkazmu. Pierwszym obowiązkiem i głównem zadaniem wychowawców powinno być dokładne zbadanie i umiejętne rozwinięcie naturalnych usposobień dziecka. Zamiast tego widzimy szablon i gwałt. „Społeczeństwo — powiada on — które trzyma ojców, jak więźniów, przez cały dzień w biurach, kantorach i fabrykach, musi popełniać równe głupstwo, zamykając przez cały rok dzieci w szkołach, w których one nudzą się tak samo, jak ich nauczyciele. Nasi politycy i moraliści praw ią ciągle o naturze, nie zasięgają jednak nigdy jej rady. Przypatrzcie się tylko uczniom na wakacjach, jak oni w lekkich bluzach przewracają się po sianie, chętnie uczestniczą w zbieraniu wina, orzechów i owoców lub w tępieniu szkodliwych ptaków; a gdy im w tej chwili każecie wrócić do szkoły, zobaczycie, czy zgadza się z naturą dziecka, zamknięcie go wśród książek i pedantów.” Wewnętrzna wartość idei nie zależy od zewnętrznego jej upostaciowania. Falanga Fouriera była niewątpliwie tworem sztucznym i do życia w rzeczywistości zupełnie niezdolnym. Minio to, mimo wszystkich jej dziwactw i złudzeń wzmocniła one wielce bardzo ważne prądy, które są dotąd i długo jeszcze pozostaną siłami postępowego ruchu ludzkości, mianowicie dążność do oparcia wychowania na swobodnym rozwoju naturalnych usposobień dziecka i pobudkę do pracy stowarzyszonej, łagodzącej straszne skutki nierównowagi obecnego ustroju ekonomicznego. Można wydobywać śmieszność z „małych hord“ i „band”, można wykazywać naiwność w sposobach przemiany wad jednostkowych na dodatnie czynniki dobra ogólnego; ale sama myśl zużytkowania wszelkiego popędu przez zwrócenie go w odpowiednim kierunku jest głęboka i niewątpliwie stanie się naczelną zasadą rozumnej pedagogiki. Filozofowie — mówi Fourier ze słuszną ironią — chcieli zdusić popędy, tymczasem one zdusiły biedną filozofię. Gdy z wychowania i wykształcenia zniknie szablon, gdy z młodych umysłów wyjmie swe mordercze pazury przymus, a rozpostrze nad niemi swe opiekuńcze skrzydła swoboda rozwoju, przez tę chwilę przesunie się w pamięci ludzkiej duch Fouriera. Jest on również patronem zrzeszeń pracy. Zachowując własność osobistą, cofnął się daleko po za tę linię radykalizmu, do której doszli w swych rojeniach społecznych poprzedni utopiści; ale w swojej falandze rzucił płodne nasienie tych stowarzyszeń spółdzielczych, które dziś rozrastają się potężnie i odbierają soki korzeniom kapitalizmu. Wykazawszy dowodnie, że istotna swoboda i szczęśliwa dola ludzi nie zależą od praw politycznych, ale od urządzeń społecznych, wskazał właściwą drogę dążeniom reformatorskim. Je st to oczywiste, że „głodnemu nie zastąpi obiadu czytanie konstytucji.”Phalanstère

fot. Falanster na 400-500 rodzin.

Nie z tych chorób umrze rodzina, które Fourier doskonałe zdiagnozował i które ją rzeczywiście toczą dotąd; nie pod takiemi uderzeniami pękną kajdany małżeństwa, jakimi on je rozbijał; ale niewątpliwie utopia jego w zasadzie się spełni. Z dawnej rodziny usunęły się lub usuwają pod naporem rozwoju ekonomicznego rozmaite podpory, czyniące ją osobnem państewkiem: przestała ona już być tkalnią, browarem, rzeźnią, restauracją i t. d., jest jeszcze lichą pielęgniarką i lichą szkołą. Gdy z niej — co już prawie dokonało się w społeczeństwach najwyższej kultury — wyjdzie dziecko do publicznego zakładu wychowawczego, pozostanie ona pustym domem, w którym zamknięta dozgonnie para małżeńska ujrzy nudę i karę niezasłużonego więzienia. I znowu na progu tego domu stanie duch Fouriera, Ten zegarmistrz społeczny uznany został za rodzica anarchizmu. Należy mu się ten tytuł słusznie, o ile pod nim nie będziemy rozumieli bezmyślnego wichrzycielstwa, usiłującego za pomocą rzucanych na wszystkie strony bomb zburzyć lub chociażby utrzymać w trwodze kapitalizm doczesny. Fourier bowiem był apostołem niezmąconej ,,harmonii“ i bezwzględnym przeciwnikiem nie tylko środków gwałtu, ale w ogóle jakiejkolwiek walki. Jego anarchizm był przeniesieniem rządu z zewnątrz ludzi do ich wnętrza, wyzwoleniem każdego człowieka, nadaniem mu całkowitego samorządu. Idea ta jest dotąd jedynym z najpiękniejszych rojeń utopii. Gdy niedawno wielbiciele słynnego ,,harmonisty“ stawiali mu pomnik na cmentarzu paryskim (w Monmartre), nie czcili widma, które odeszło bezpowrotnie w przeszłość ze swoimi złudzeniami, nie pozostawiwszy potomnym nic, prócz wspomnień, lecz marzyciela, który jeszcze żyje między nimi. Wszystkie jednak próby wprowadzenia jego systematu w życie zawiodły. Polem doświadczalnym dla nich były głównie Stany Zjednoczone, do których wprowadził zasady furieryzmu Albert Brisbane.

Albert Brisbane

fot. Albert Brisbane (1809-1890)

Młody ten Amerykanin, studiując w uniwersytetach europejskich filozofię i chwytając nowe prądy umysłowe w salonach Berlina i Paryża, upoił się naprzód teorią St. Simona, a następnie Fouriera, którą po powrocie do ojczyzny wyłożył (1840) zajmująco w dziełku „Społeczne przeznaczenie człowieka”. Zjednał dla swej propagandy dziennikarza Horacego Greeleya, który, założywszy gazetę Tribune, wydzierżawił jedną jej szpaltę na pierwszej stronicy wyznawcom furieryzmu. Z początku pomieszczane w niej artykuły nie zwracały uwagi, ale powoli zaczęto je czytać, godzić się lub spierać z nimi — i tak rozpowszechniła się nowa teorya. Nadał jej rozgłos i rozpęd utalentowany pisarz, Parke Godwin. Poświęcił on jej kilka prac, z których zwłaszcza jedna: „Demokracja twórcza i pokojowa” zyskała wielką popularność. Jednocześnie Brisbane zaczął wydawać miesięcznik „F a l a n g ę” (Phalanx), który następnie złączył się z „G o ń c e m” (Harbinger) gminy ,,transcedentalistów“ Brook Farm. Prasa, zabarwiona furieryzmem, rozmnożyła się dość licznie; dwa te wszakże czasopisma były głównymi organami ruchu, w którym wzięło udział wielu wybitnych literatów. Warunki sprzyjały jego rozwojowi. Był to bowiem czas przełomu ekonomicznego, zastoju w przemyśle, braku pracy i nędzy ludu roboczego. Agitacja przeciwko niewolnictwu potęgowała wrzenie i wytwarzała grunt przyjazny dla posiewu teoryi, obiecującej powszechne i trwałe szczęście. To też stowarzyszenia furierowskie wyrastały jak grzyby po deszczu i jak grzyby znikały. Trudno, a dla naszego celu zbytecznie byłoby wszystkie je tu przedstawiać; wymienimy tylko najważniejsze i najlepiej ilustrujące życiową wartość ich utopii. W czwartym dziesiątku lat zeszłego wieku grupa umysłów idealnie nastrojonych, trochę marzycielskich, szukających w filozofii środków dla uleczenia chorób świata, zbierając się stale na rozprawy, utworzyła ,,Klub transcedentalny.“ Ogniskiem jego był Boston, organem kwartalnik „K o m p a s” (The Dial), a przewodnimi członkami Jerzy i Zofia małżonkowie Ripley. Oni to zachęcili innych (1841) do wcielenia zasad towarzystwa w organizację praktyczną. Kupiono 200′ akrów dobrej ziemi niedaleko Bostonu i urządzono fermę pod nazwą: „Zakład rolniczy i wychowawczy” w B r o o k F a r m. Pierwszych uczestników było około 20. Statut osady wyjaśniał, że ma ona na celu popierać kulturę ludzką, układać stosunki życiowe według rozumu i czystości, wprowadzać do nich miłość i sprawiedliwość, dawać dzieciom możliwie najlepsze wychowanie, udoskonalić system produkcji, uwolnić ludzi od troski o byt, zmniejszyć żądzę nadmiernego gromadzenia bogactw, zastępować nabywanie własności prywatnej umiejętnem i uczciwem z niej korzystaniem, zapewnić postęp fizyczny, umysłowy i moralny. Udział członków gminy we własności ogólnej określony był przez akcye. Mieli oni otrzymać zajęcia, odpowiadające ich zdolnościom i upodobaniom. W szelka praca miała być jednako wynagradzana, a najdłuższy dzień roboczy wynosić 10 godzin. Dzieciom do lat 10, starcom i kalekom zapewniono bezpłatne utrzymanie. Szczególnie umiłowanym przedmiotem troskliwości osady była jej szkoła, składająca się z 4 oddziałów: dla małych dzieci, do lat 6, dla starszych do lat 10, przygotowawcza i kurs sześcioletni dla pragnących wstąpić do uniwersytetu. Szkoła ta, prowadzona z wielkim nakładem wiedzy, starań i serdeczności, pomimo krótkiego istnienia wychowała szereg uczniów, którzy niewątpliwie jej zawdzięczają swoją późniejszą wybitność. Chociaż liczba członków kolonii wzrosła do 70, materialne powodzenie idealistów było bardzo słabe. „Ale osadnicy — powiada Hillquit — umieli z nadzwyczajną zręcznością przystrajać swe ubóstwo w szaty poezji i nadawać urok zajęciom powszednim.

Laurent_Pelletier_Phalanstère_rêvé

fot. Falanster Fourier’a.

Po skończeniu pracy dziennej, młodzież udawała się zwykle do kuchni i pralni, gdzie z wdziękiem ofiarowywała swe usługi paniom w myciu naczyń lub rozwieszaniu bielizny. Muzyka, rozprawy literackie i naukowe, wycieczki, odwiedziny przyjaciół uprzyjemniały życie i zmniejszały jego ciężar materyalny. Brook Farm miała tyle punktów stycznych z systemem Fouriera, że po zjeździe jego wyznawców amerykańskich (1843) bez trudu zamieniła się na falangę; co właściwie nie zmieniło jej istoty, tylko nadało jej apostolstwu bardziej określony kierunek. Zaregestrowała się ona jako jednostka prawna, przeniosła do siebie redakcję Harbingera, i przystąpiła do budowy wspólnego domu. Dwa lata pracowano nad nim i już wykończono, gdy pewnego dnia skutkiem nieostrożności robotnika (1846) stanął w płomieniach. Ogień zniszczył nie tylko przedmiot wysiłków i nadziei, ale także energię osadników; ogarnęło ich zniechęcenie, którego już nie mógł ożywić słabnący w Ameryce ruch furierowski. Brook Farm przeciągnęła jeszcze parę miesięcy nędznego żywota i umarła. Posiadłość sprzedano. 2. Drugą, godną uwagi instytucją furierowską, była F a l a n g a p ó ł n o c n o – a m e r y k a ń s k a , założona(1843 r.) około Red Bank w stanie New-Jersey przez 90 członków. Wzniesiono dom, mający 150 stóp frontu i tyleż w skrzydle, zbudowano na potoku młyn, zajęto się rozmaitymi rzemiosłami, ale głównie rolnictwem i sadownictwem. Ich kapitał zakładowy wynosił 8,000 dolarów, a majątek po dziewięciu latach wzrósł w wartości dziesięciokrotnie. Zorganizowawszy się, zaczęto pracować według zasad Fouriera grupami i seriami. Najwyżej opłacano pracę niezbędną a nieprzyjemną i nużącą; najniżej przyjemną. Szczególne zdolności wynagradzano dodatkowo. Członkowie mieli zupełną swobodę w wyborze i długości pracy. Zarobki dawały im od 6 do 10 centów za godzinę; zyski zaś, po odtrąceniu 5% od kapitału – około 13 dolarów rocznie. Dochody zatem były niewielkie, ale też koszty utrzymania małe. Za ładny, obszerny pokój w głównym gmachu pobierano 12 doi. na rok. Jedzenie, wydawane z ogólnej restauracyi na porcye, było również tanie: kawa z mlekiem 1/2 centa, mięso 2 centy i t. p. Nadto za korzystanie z jadalni, usługę i światło każdy płacił 361/ 2 centa tygodniowo. Falanga, składająca się przeważnie z ludzi wykształconych, posiadała bibliotekę i instrumenty muzyczne; chwile wolne od zajęć spędzano na czytaniu, słuchaniu gry i śpiewów lub tańcach i innych zabawach. Nad całym życiem osady roztaczała się jasność i spokój. Cytowany przez Hillquita, a wyborny znawca utopijnych stowarzyszeń Nleidhardt tak pisał o jej członkach: „Widać w nich pogodne i poważne umiłowanie sprawy, wykazujące, że są zdecydowani czekać na wyniki wielkiej, podjętej przez nich próby. Kobiety przedstawiały gromadkę z ożywionymi szczęściem, uśmiechniętymi twarzami, tryskającymi zdrowiem i weselem. Zdaje mi się, że takich głębokich i myślących spojrzeń nigdy przedtem nie spotkałem.“ Falanga północno-amerykańska istniała 12 lat, patrzyła na cały rozwój furieryzmu i przeżyła wszystkie inne. Materyalne jednak niepowodzenia stoczyły ją i rozstroiły wewnętrznie. Choroba niezgody nurtowała nieuleczalnie. Przybyła do niej katastrofa, podobna do tej, która zgładziła Brook Farm: kosztowny i podpierający nadzieje przyszłości młyn spłonął. Podczas narady nad odbudowaniem go ktoś rzucił słowo: rozwiązanie. Pochwycono je i przyjęto. Majątek sprzedany został przez licytacyę, z której akcyonaryusze otrzymali 66 centów za dolara. 3. F a l a n g a W i s c o n s i ń s k a , założona(1844 r.) na ziemi, kupionej bardzo tanio (1 d. 12 c. za akr), nieobciążona długami, a gospodarowana umiejętnie, stanęła na mocnej podstawie materyalnej. Ufundowała nawet m iasteczko, przez rząd zatwierdzone. Ponieważ stanowiła większość jego ludności, więc obsadzała swoimi kandydatami wszystkie urzędy. Między innymi wybierała ze swych członków trzech sędziów, którzy sprawowali tę godność tylko honorowo, gdyż osada nie miała przestępców. Starali się upodobnić swoją organizacyę do systematu furierowskiego, chociaż nie pracowali w grupach i seryach. Za godzinę roboczą płacono przeciętnie 6—7 centów, koszty utrzymania wynosiły 60—75 cent. tygodniowo. O ile podnosili materyalną stronę życia, o tyle zaniedbywali duchową. Nie posiadali biblioteki i nie urządzali zebrań towarzyskich. I śród nich wylągł się wąż niezgody, który zabijał prawie wszystkie stowarzyszenia utopijne. Jedni je ciągnęli ku indywidualizmowi, drudzy — ku zrzeszeniu. Wreszcie rozdarto kolonię, która m usiała się zlikwidować (1850), dając swym uczestnikom w podziale majątku 108% od włożonego kapitału.

72-NorthAmericanPhalanx-exterior

fot. Falanga Północno-Amerykańska

4. G r u p a P e n s y l w a ń s k a obejmowała cztery osady, założone n a ziemi pustej i nieurodzajnej,która znęciła kolonistów swą taniością. Pierwsza ,,Sylwania“, najstarsza falanga furierowska, stworzona została (1843) przez mieszkańców New-Yorku i Albany i posiadała 2,300 akrów ziemi, wybranej przez malarza, homeopatę i bednarza. Nie dziw też, że po -wzniesieniu budynków, zapłaceniu pierwszej raty i 18-miesięcznem pasowaniu się z jałową ziemią zwrócono ją poprzedniem u właścicielowi. Druga osada „Unia pokojowa (Peace Union), założona przez austriackiego profesora-teologa, znikła jeszcze prędzej. Podobny los spotkał trzecią: „Unię reformy społecznej. Wypracowała ona bardzo szczegółowy statut, któremu nie chciała się poddać bezpłodna gleba. W reszcie czwarta : „Falanga Leraysville powstała z siedmiu ferm, zamieszkanych przez swedenborgianów . Pod w pływem furieryzm u zburzyli oni uroczyście znaki graniczne i związali się w stowarzyszenie udziałowe. Gdy jednak przyłączyli się do nich nowi członkowie, kłótnia rozbiła falanster, który istniał zaledwie osiem miesięcy. 5. G r u p a n o w o j o r s k a , która, jak wiele innych tego rodzaju przedsięwzięć, wyłoniła się ze zjazdu furierystów (1843), przeprowadziła siedem podobnych i jednakiem niepowodzeniem zakończonych doświadczeń. We wszystkich naprzód buchał gorący zapał, potem następowało ostudzenie, waśnie i bankructwa. 6. G r u p a s t a n u O h i o , do której należało kilka falang (Ohijska, Klermońska, Integralna, Kolumbijska). Z największym w niej rozmachem wystąpiła Ohijska, dla której zebrano 100,000 dolarów i nabyto 2,000 akrów ziemi. „Z daje się — powiada Hiilquit — że osada ta cierpiała na zbytnią obfitość mądrości teoretycznej i na odpowiednido tego brak doświadczenia praktycznego. W ciągu swego krótkiego żywota przetrwała wiele dyskusyj, kilka mniej lub więcej poważnych rozłamów i jedną radykalną reorganizację. Ostatecznie rozwiązano ją ( 1845).“ Inne mniej ważne stowarzyszenia furierowskie pomijamy. Było ich razem kilkadziesiąt. Wydymały się one, jak fale na wartkim nurcie życia i albo rozbijały się o tamy, albo znikały skutkiem wewnętrznej niemocy. Niemoc ta była daleko ważniejszą przyczyną ich zguby, niż przeszkody zewnętrzne. Chociażbyśmy jak najwięcej złego wpływu odtrącili na złą ziemię, oddalenie od ognisk kultury i klęski; chociażbyśmy nawet uwzględnili — jak chcą niektórzy badacze tej sprawy — małą liczebność członków i niewystarczające zapasy kapitałów, to i wtedy jeszcze niezgoda usposobień i interesów jednostkowych, łatwo rwąca słabe węzły komunizmu objawiająca się we wszystkich stowarzyszeniach, wystarczałaby sama do wytłumaczenia ich upadku. Proletariat, tonący w nędzy, chwytający się dla ratunku słomek i brzytew, idealiści podobłoczni, duchy niespokojne i niezadowolone z żadnej organizacji społecznej, ludzie moralnie zatruci lub chorzy, twory burz i nieszczęść — oto był materiał, z którego przeważnie urabiano falangi. Wszystkie te istoty posiadały dość chęci, ażeby opuścić stary świat i wejść do nowego, ale nie posiadały dość siły, ażeby w nim pozostać. Jeżeli zaś w jakiejś kolonii — np. w Brook Farm — skupiły się jednostki doborowe, to musiały rozerwać sztuczną siatkę stosunków, która je dusiła. Słowem, furieryzm okazał doświadczalnie, że wzięty w całość, nie wytrzymuje próby życia i że mu trwałych kształtów nadać nie może. Żadna z falang amerykańskich nie przeciągnęła swego istnienia poza 12 lat, a niektóre zamarły po kilku miesiącach ciągłej słabości. Ground_plan_of_the_edifice_of_an_association

/-/ Aleksander Świętochowski, Utopie w rozwoju historycznym, Warszawa 1910.