Chcąc ocenić wpływ, jaki spadek wartości pieniądza wywarł na warunki egzystencji, trzeba określać wartość pieniądza nie w stosunku do szlachetnych metali i obcej waluty, ale w stosunku do cen na artykuły spożywcze i towary przemysłowe. Sporządzone w roku V w każdym departamencie wykazy obniżenia wartości pieniądza zostały, zdaje się oparte na ogół właśnie na cenach. Wynika z nich, że przeciętnie w listopadzie (1794 r.) 100 papierowych liwrów miało wartość 32, a w maju 11, co sprowadza spadek wartości 64%. Zresztą stosunek ten zmieniał się znacznie zależnie od departamentu: odchylenia oszacowano na 110%. Ale ta poprawka dokonana przez wykazy lokalne w rzeczywistości wprowadza w błąd, gdyż sporządzając je wzięto pod uwagę cenę sprzedażną ziemi, która wzrosła znacznie mniej niż ceny na artykuły spożywcze.

Do zwyżki cen przyłączył się głód, gdyż chłop niechętnie wyzbywał się zboża. Był wszakże tym, kogo najsurowiej potraktowała ustawa z 4 nivôse’a; jak zwykle poświęcono jego interesy interesom ludności miejskiej. Aż do 1 messidora (19 czerwca) chłopi podlegali rekwizycjom na potrzeby miast. Na początku nivôse’a dwadzieścia pięć dystryktów zalegało jeszcze Paryżowi z dostarczeniem 281 000 kwintali z kontyngentu wyznaczonego w termidorze roku II; trzynaście innych dystryktów miało dostarczać 87 000 kwintali na dekadę poczynając od 1 nivôse’a; 7 (27 grudnia 1794) zażądano od trzynastu innych jeszcze dystryktów 1 500 000 kwintali do 1 messidora. Na prowincji wszystkie zarządy dystryktów pośpieszyły wystosować podobne nakazy na rzecz swoich rynków. Ale chłopi mieli teraz prawo sprzedawać u siebie, toteż niechętnie wypełniali nakazy i opróznili swoje spichlerze sprzedając zboże czy to agentom Komisji Aprowizacyjnej, którzy robili zakupy dla wojska, czy to kupcom, którzy zaopatrywali w żywność ludzi zamożnych.

3 pluviôse’a (22 stycznia 1795) Konwencja zezwoliła na aresztowanie opornych, ale tylko za zgodą reprezentantów Konwencji, którzy też mogli przyznawać ulgi, tak że dekret ten okazał się niewypałem. Władze dystryktów podjęły się wysłania na wieś oddziałów gwardii narodowej, które stacjonowały tam, by wydrzeć chłopom potrzebne miastom zboże, tak że przez całą zimę wieśniacy byli wydani na łup rekwizycji wojskowej. Na początku wiosny musiano przyznać, że nawet w okolicach najbardziej urodzajnych operacje te okazały się bezcelowe: zbiory były bardzo skromne, chłopi zdołali potajemnie sprzedać nadwyżkę i pozostawało im tylko tyle zboża, ile potrzebowali do nowych żniw.

Na początku germinala do kontyngentu przeznaczonego dla stolicy brakowało 700 000 kwintali. Wersal nie otrzymał już nic z departamentu Eure, w dystrykcie Bergues wieś przestała dostarczać zboża od końca ventôse’a; 10 germinala (30 marca) władze odwołały siłę zbrojną, i rynki w takich miastach, jak Bergues i Bourbourg, które były zawsze zaopatrywane w zboże w roku II, opustoszały zupełnie. Podobnie wyglądała sytuacja w Orleanie, na granicy prowincji Beauce. Południe zaś, któremu nie wystarczało nigdy własnego zboża w czasach normalnych, znalazło się już od początku zimy w rozpaczliwej sytuacji.

Usiłując sprawiedliwie rozdzielać żywność między rózne dzielnice Francji, juz Komitet roku II był zmuszony czynić zakupy za granicą: obecnie była to ostatnia deska ratunku dla termidorianów.

Kraj cierpiał okrutnie. W okresie maksimum ludzie narzekali, że iloci artykułów spożywczych są niedostateczne; teraz nadszedł okres prawdziwej nędzy czy nawet głodu, a zarazem drożyzny. W Nantes żona pewnego sukiennika, pani Hummel, której książkę rachunkową przestudiował Gaston Martin, kupowała do pluviôse’a chleb u piekarza; później musi z wielkim trudem zdobywać z dnia na dzień mąkę, którą oddaje do pieczenia, a nawet zadowalać się sucharami. Łatwo sobie wyobrazić jak wyglądała sytuacja biednych. Na początku germinala racja dzienna w Amiens nie przekraczała już od trzech miesięcy 3/4 funta; w Verdun władze municypalne od lata roku II dawały funt chleba robotnikom i trzy czwarte funta innym kategoriom ludności: pod koniec ventôse’a roku III racja ta została o połowę zmniejszona. W Tuluzie nazajutrz po ogłoszeniu ustawy z 4 nivôse’a cena chleba nagle podskoczyła z 5 sous na 11; to samo nastąpiło w Verdun, gdzie chleb podrożał do 20 sous pod koniec ventôse’a. Rezultat był taki, że w miastach reglamentacja stawała się coraz surowsza; ostatnie miasta, które zdołały jej uniknąć, musiały w końcu prawie wszystkie nagiąć się do tej konieczności: Dunkierka na przykład zgodziła się wreszcie 7 ventôse’a (25 lutego) na mąkę ze zbóż mieszanych i wprowadzenie kartek na chleb.

Najciężej dotknięci byli wiejscy robotnicy dniówkowi: miasta nie dostarczały im nic, odkąd opustoszały rynki, a władze gminne pomagały bardzo rzadko. Chodzili więc od jednej fermy do drugiej błagając, by sprzedano im za zawrotną cenę pożywienie dla rodziny. W miastach przynajmniej z obawy przed zamieszkami władze sprzedawały zwykle chleb poniżej ceny kosztu. Z czasem na wsi zaczęły znów tworzyć się tłumy, które opierały się wywożeniu zboża albo rabowały transporty.

Stolica, którą rząd zaopatrywał w żywność, znajdowała się w sytuacji uprzywilejowanej. Dostarczano jej nie tylko chleba, lecz także mięsa, drzewa, węgla, świec i mydła po cenach podwyższonych wprawdzie o jedną trzecią 22 nivôse’a (11 stycznia), ale mimo to znacznie niższych od cen stosowanych w handlu. Toteż wielu ludzi przenosiło się do Paryża, by korzystać z tej gratki, i wkrótce kryzys mieszkaniowy spotęgował jeszcze nędzę. Nawet oszustwo nie należało do rzadkości. 15 pluviôse’a (3 lutego) Komitet Ocalenia Publicznego zarządził ponowną rejestrację kartek żywnościowych: pracowano nad tym jeszcze w końcu germinala. Większość artykułów spożywczych wydawano w bardzo skromnych ilościach i nieregularnie. Biorąc pod uwagę te braki, które zmuszały ludzi do zaopatrywania się w żywność po cenach wolnorynkowych, S.E. Harris obliczył, że wskaźnik kosztów utrzymania w Paryżu musiał wzrosnąć od stycznia do kwietnia z 580 do 900. Przynajmniej nie brakowało tam chleba aż do końca ventôse’a, chociaż kolejki przed piekarniami zaczęły się znów pojawiać pod koniec nivôse’a i około 10 ventôse’a. Od pluviôse’a transport zrobił się niepewny. W Luzarches, Corbeil i Soissons tłumy zagrażały zbożu przeznaczonemu dla stolicy i trzeba było wysłać specjalnych przedstawicieli Konwencji, by zapewnić przewóz. Wreszcie 24 ventôse’a (14 marca) w Paryżu zabrakło chleba; nazajutrz wydano dekret, który zmniejszał rację dzienną do 1 funta dla wszystkich kategorii ludności z wyjątkiem robotników fizycznych, którym przyznano półtora funta. Ale 29 ventôse’a (19 marca) Komitet Ocalenia Publicznego zawiadomił swych przedstawicieli, że pozostaje mu tylko 2 390 worków, z których zabiera 1 900 na dzień bieżący: „Rozumiecie sami, że może nam pewnego dnia zabraknąć chleba, ale nie będziemy już mogli opanować następstw. Zastanówcie się nad tym i działajcie”. 3 germinala (23 marca) Komitet zarekwirował piątą część zboża i suchych jarzyn, jakie były w departamentach wyznaczonych do zaopatrywania w żywność wojska i Paryża, nazajutrz zaś – wszystko, co stanowiło nadwyżkę konsumpcji miejscowej na okres dwóch miesięcy w promieniu 20 mil. 5 germinala w składach pozostawało tylko 115 worków; 7-go Komitet zarządził, by racja dzienna została uzupełniona 3 uncjami sucharów albo 6 uncjami ryżu na pół funta chleba; ale na gotowanie ryżu nie było już ani drzewa, ani węgla.

Lud nie próbował nic zrobić, kiedy chodziło o ocalenie górali i jakobinów od proskrypcji. Teraz, doprowadzony do ostateczności ciągłym niedostatkiem, zaczął się znów burzyć.

G. Lefebvre, Termidorianie. Zniesienie maksimum i katastrofa pieniężna, [w:] G. Lefebvre, Termidorianie. Dyrektoriat, tłum. W. Bieńkowska, Warszawa 1959.

535254_1039246829446178_5177729498470973770_n