Kamil Desmoulins był postacią z pewnością tragiczną, która wkroczyła do legendy z dwiema niejako rekomendacjami: Dantona i Robespierre’a. Kamil Desmoulins był z pewnością outsiderem machiny państwowej, ideologiem niedyskretnym, młodocianym gadułą, wiecznie podnieconym tym, co wymyślił, wymyśla albo wymyśli. Dobry, przydatny, bo wpływający na tłum chłopiec. Po klęsce dantonistów, a potem i Robespierre’a stał się jednym z elementów legendy, jej motywem niemal najważniejszym. W motywie tym współdziałały zarówno antyterrorystyczny bunt Dantona, jak i tragedia Robespierre’a wysyłającego na szafot przyjaciela, którego kochał jak brata.

Czy rzeczywiście był republikaninem? W czasie Rewolucji napisze, że przed rokiem 1789 było ich w Paryżu może z dziesięciu republikan. Poświadczył ów pogląd sam Robespierre, gdy w czasie bardzo już zaognionego konfliktu z Kamilem, u schyłku 1793 roku, potępiając go za aktualną działalność, zapragnął podkreślić swój obiektywizm, wspominają prastarą republikańskość niegdysiejszego przyjaciela: „Znalazłem Kamila w kolegium, był mym towarzyszem nauki. Był wówczas młodzieńcem utalentowanym, choć sądów nie miał dojrzałych. Wtedy już zaczęła budzić się w nim płomienna miłość do Republiki. Jest republikaninem z instynktu, z prostego impulsu swego serca. (…) Pamiętacie, iż w czasach kiedy monarchia trzymała się jeszcze w najlepsze, on – Kamil, szary człowiek, bez poparcia, bez otaczających go chwalców, bez protektora, adwokat bez sprawy, gdzieś tam na czwartym pietrze, ważył się zrymować najdumniejsze zasady najbardziej zdecydowanego z republikan”.

Strzeżcie się kompromisu z arystokracją – wołał Desmoulins, ostrzegając Zgromadzenie Narodowe, i powtarza za Sieyesem: lepiej nie mieć konstytucji, niźli mieć złą, czyli kompromisową. A potem dodaje, że jest o co walczyć także z ekonomicznego punktu widzenia: „Nigdy przedtem w ręce zdobywców nie wpadł jeszcze łup bogatszy. Czterdzieści tysięcy pałaców, siedzib, zamków, dwie trzecie stanu posiadania Francji do podziału będą ceną owych wartości”. W tym kontekście pojawia się odpowiedz Kamila na potencjalne pytanie o los „wroga klasowego”. Odpowiedz ta jest co najmniej interesująca: „Naród zostanie oczyszczony, a cudzoziemcy, źli obywatele, ci wszyscy, którzy przedkładają interes osobisty nad dobro powszechne, zostaną wyrzuceni poza jego obręb. Odwróćmy wszakże oczy od tych okropności: niechaj niebo oddali owo zło sponad naszych głów! Nie, z pewnością nie, owe nieszczęścia nie staną się naszym udziałem. Chciałem jedynie wystraszyć arystokratów, ukazać im, że jeśli nadal opierać się będą rozsądkowi, życzeniom i zaklęciom komun, niechybnie ich przepędzimy. Owi panowie nie będą żywić do siebie dość nienawiści, by zgodzić się na utratę majątków, które tak łatwo mogą zachować i których nie mamy najmniejszego zamiaru ich pozbawiać”.

Ośmieszając poszczególnych deputowanych, Desmoulins nie przebiera w środkach. Wszystko, co służy ośmieszeniu, nawet jeśli nie osiągnęło godziwego poziomu intelektualnego, jest dobre. Kalambury z nazwiskami, wydumane opowiastki, z których ma wynikać, że ktoś tam skretyniał; żarty polegające na drukowaniu rzekomych zaświadczeń lekarskich o stanie umysłu delikwenta – niczym Desmoulins nie gardzi. Jeśli ma usprawiedliwienie, to tylko takie, że ośmiesza ludzi wyłącznie za ich poglądy. Ośmiesza w oczach tych, których może to rozbawić. Ale prawdę mówiąc, bawi wszystkich. Największy rozgłos zyskuje mu odwaga, z jaką z Ludwika XVI robi pana Kapeta. Gdyby żył w Polsce, nie omieszkałby napisać o nim „kapeć” i skręcać się ze śmiechu.

Od chwili ataku Robespierre’a na żyrondę, Kamil ma rozdarte serce: znalazł się znowu między Maksymilianem a Dantonem. Z Dantonem jest najbliżej, popiera zaś ataki Robespierre’a na żyrondystów i zgoła niedobrze czuje się ten szermierz słowa w skórze łagodnego baranka, który chce być pomocnikiem ojca chrzestnego unii góralsko-żyrondystowskiej. Gdy wybucha np. sprawa Marata, oskarżonego w Konwencji o podżeganie do zbrodni, o nawoływanie do proskrypcji żyrondystów, Danton nie rusza się nawet z miejsca, by wraz z innymi góralami podpisać tekst Marata, na znak solidarności. Nawet Robespierre uniknął przemyślnie położenia swego podpisu. A gdy w wyniku przebiegłej akcji żyrondystów górale chwilowo załamują się, Desmoulins jako jeden z nielicznych obstaje przy swoim. Tego samego 13 kwietnia Desmoulins, motywując swoje stanowisko, wspomina o 22 posłach żyrondystowskich, których należy pozbawić mandatu za sprawę Dumourieza.

Już w celi więzienia Conciergerie, gdzie ostanie chwile spędzili żyrondystowscy deputowani do Konwencji, Kamil wyrzucał sobie przed śmiercią, iż jako autor porywczych i stronniczych broszur antyżyrondystowskich przyczynił się do ich kaźni. Jeden z podstawowych paradoksów pośmiertnej legendy o Kamilu Desmoulins polegał na tym, iż legendę tę, pochlebną dla bohatera, ukuła prawica, udzielająca absolutorium nawróconemu na drogę „rozsądku” rewolucjoniście.

Na koniec jeszcze jedna uwaga, związana z ówczesną sytuacją Polski. Mianowicie, rzecz zadziwiająca, w czasie swej pisarskiej działalności Desmoulins nie znalazł właściwie żadnego odzewu w Rzeczypospolitej Polskiej. Dopiero w dobie insurekcji, gdy już nie żył, jego nazwisko pojawi się sporadycznie w relacjach z procesu dantonistów. Dantoniści traktowani są przez prasę insurekcyjną z najwyższą niechęcią, co nie powinno dziwić, zważywszy na całkowitą odmienność sytuacji francuskiej i polskiej. Pojawi się też Desmoulins pośrednio w raporcie francuskiego dyplomaty w Polsce, Parendiera, gdy ten wspominając o polskim powstaniu, napisze w lipcu 1794 roku, posługując się terminem Desmoulinsa, iż się ono nacjonalizuje. Jak pisze Prof. Stefan Meller, związków Desmoulinsa z Polską należy zatem szukać w innej niż bezpośrednia warstwie.

Stefan Meller, Kamil Desmoulins, Warszawa 1982.

12801133_1071304002907127_8848041205079804044_n