„Za gilotyną Robespierre’a kroczy zawsze szpada Napoleona” – oświadczył w 1906 roku w Reichstagu kanclerz niemiecki, książę Bülow, zwracając się z groźbą do socjaldemokratów, którzy zresztą byli tak mało podobni do Robespierre’a jak Wilhelm II do Napoleona.

Napoleon był dzieckiem ponurym i nerwowym. Matka kochała go, choć i jego resztę rodzeństwa chowała surowo. Oszczędzała bardzo, lecz niedostatku nie odczuwano w rodzinie nigdy. Ojciec był człowiekiem dobrym, ale słabego charakteru. Prawdziwą głową rodziny była Letycja, – kobieta surowa, stanowcza, pracowita, w której rękach spoczywało wychowanie dzieci. Zamiłowanie do pracy i pedantycznego porządku w interesach odziedziczył Napoleon po matce. (…) do szkoły wojskowej wstąpił w końcu października 1784 roku, w lutym zaś 1785 roku umarł jego ojciec, Carlo Bonaparte. Zmarł on na chorobę, która zabrała w następstwie samego Napoleona – na raka żołądka. Rodzina pozostała prawie bez środków do życia. W starszym bracie Napoleona, Józefie, nie pokładano wielkich nadziei – był bowiem niezdolny i leniwy. Szesnastoletni uczeń szkoły wojskowej zaopiekował się matką i rodzeństwem. Po roku przebywania w paryskiej uczelni 30 października 1785 r. wstąpił do armii w stopniu podporucznika i pojechał do pułku, przebywającego na południu Walencji.

Ciężkie było życie młodego oficera. Większą część pensji posyłał matce, pozostawiając sobie tyle tylko, aby mu starczyło na najskromniejsze utrzymanie; nie pozwalał sobie na żadną rozrywkę. W domu, w którym mieszkał, mieścił się sklep antykwarski i Napoleon cały wolny czas spędzał na czytaniu książek, które mu pożyczał właściciel. Unikał towarzystwa, ubranie jego było tak liche, iż nie mógł i nie chciał zawiązywać jakichkolwiek stosunków. Czytał namiętnie, znacznie więcej niż w Brienne i Paryżu, gdzie wiele czasu zabierały mu obowiązkowe zajęcia.

(…) W 1793 roku mieszkańcy Tulonu wypędzili i częściowo wyrznęli przedstawicieli władz rewolucyjnych i wezwali na pomoc flotę angielską, znajdującą się wówczas na północnych wodach Morza Śródziemnego. Armia rewolucyjna oblegała Tulon od strony lądu. Oblężenie prowadzone było nieudolnie. Kierował nim niejaki Carteaux. Politycznym wodzem armii, mającej zdusić powstanie rojalistów na południu, był znajomy Bonapartego, Korsykanin Salicetti, walczący z nim niegdyś przeciwko Paoliemu. Bonaparte odwiedził Salicettiego w obozie w pobliżu Tulonu i wskazał mu sposób wzięcia miasta i odrzucenia floty angielskiej od brzegu, jedyny, zdaniem jego, skuteczny. Salicetti mianował młodego kapitana zastępcą komendanta. Po długich sprzeciwach ze strony władz, które nie miały wielkiego zaufania do zupełnie nieznanego młodzieniaszka, znajdującego się przypadkowo w obozie, nowy wódz naczelny, Dugommier, powierzył mu wreszcie obronę miasta. Rozmieściwszy wojsko według swego planu, Bonaparte po straszliwej kanonadzie zdobył szturmem, w którym uczestniczył osobiście, najbardziej wzniesiony punkt i otworzył ogień na flotę angielską. Okręty nieprzyjacielskie cofnęły się, a Tulon poddał się natychmiast wojskom rewolucyjnym. Stało się to 17 grudnia 1793 roku. Była to pierwsza zwycięska bitwa, która rozpoczęła karierę Napoleona.

Mimo olbrzymich pobojowisk, znaczących jego drogę, zdobycie Tulonu, sukces stosunkowo skromny, zajmowało w epopei napoleońskiej, szczególne miejsce. Tym zwycięstwem zwrócił on na siebie uwagę. Po raz pierwszy dowiedziano się o nim w Paryżu. Komitet Ocalenia Publicznego odetchnął, gdy udało się nareszcie skończyć z tulońskimi zdrajcami i odeprzeć Anglików od Wybrzeży. Ten rozwój wypadków obiecywał szybkie zlikwidowanie rojalistycznego powstania na całym południu. Tulon uważany był za tak silną fortecę, iż na wiadomość o jego upadku nie chciano wierzyć, aby mógł dokonać tego nikomu nieznany Bonaparte. Na szczęście dla zwycięzcy w obozie oprócz Salicettiego znajdował się ktoś znacznie bardziej wpływowy. Był to Augustin Robespierre, brat Maksymiliana. Był on obecny przy zdobyciu miasta i opisał wypadki w przesłanym do Paryża raporcie. Rezultat nie kazał długo czekać na siebie: rozkazem z dnia 14 stycznia 1794 roku mianowano Napoleona Bonapartego generałem brygady. Liczył wtedy dwudziesty piaty rok życia. Pierwszy krok został zrobiony. Zdobycie przez Bonapartego Tulonu przypadło na okres całkowitej władzy Góry w Konwencie, okres olbrzymiego wpływu Klubu Jakobinów w stolicy i na prowincji, oraz rozkwitu rewolucyjnej dyktatury Robespierre’a, walczącej bezlitośnie i zwycięsko z wrogami zewnętrznymi i wewnętrznymi, z ruchem powstańczym i z Żyrondą. Napoleon widział, że w zażartej walce wewnętrznej trzeba wybierać pomiędzy republiką, która może dać mu wszystko, a monarchią, która mu wszystko odbierze i nie wybaczy wzięcia Tulonu, ani niedawno wydanej broszury „Uczta w Beaucaire”, w której dowodził, iż sytuacja południowych miast objętych powstaniem jest beznadziejna. Wiosną i w początkach lata komisarze Konwentu na południu (w szczególności Augustin Robespierre, pod bezpośrednim wpływem Bonapartego) przygotowywali wkroczenie wojsk do Piemontu, aby stamtąd grozić Austrii.

Komitet Ocalenia Publicznego wahał się, Carnot był w owym czasie przeciwny temu planowi. Wpływając przez Augustina Robespierre’a na Maksymiliana, Bonaparte mógł mieć nadzieję, iż uda mu się zrealizować swoje marzenie i wziąć udział w zdobyciu Włoch. Sama ta myśl była jeszcze w owej chwili dla rządu francuskiego czymś niespodziewanym. Zbyt śmiała wydawała się koncepcja bezpośredniego wystąpienia przeciwko Europie, zamiast obrony przed jej interwencją. Plany Napoleona nie miały się urzeczywistnić w 1794 roku. Nagła, zupełnie przez niego nieprzewidziana katastrofa, obróciła je w niwecz.

Augustin Robespierre udał się do Paryża, aby osobiście wobec brata i Komitetu Ocalenia Publicznego popierać plan wyprawy. Było lato, należało rozstrzygnąć kwestię jak najprędzej. Bonaparte znajdował się w Nizzy, dokąd wrócił z Geniu po wypełnieniu tajnego polecenia, powierzonego mu w związku z projektowana wyprawą. I oto naraz, lotem strzały rozniosła się z Paryża wieść, której nie oczekiwała nie tylko zabita deskami prowincja, lecz i sama stolica; nie oczekiwała jej nawet ogromna większość Konwentu: przyszła wiadomość o aresztowaniu 9 termidora, na posiedzeniu Konwentu, Maksymiliana Robespierre’a, jego brata Augustina, Saint-Justa i ich popleczników, o wyjęciu ich spod prawa i straceniu wszystkich następnego dnia bez sądu.

Natychmiast rozpoczęły się w całym kraju aresztowania ludzi, stojących blisko rządu, który zginął na szafocie. Generał Bonaparte po upadku Augustina Robespierre’a znalazł się także w liczbie zagrożonych. Po upływie dwóch tygodni od daty 9 termidora został aresztowany i przewieziony pod konwojem do fortu Antibes, leżącego nad morzem Śródziemnym. Po czternastu dniach więzienia wypuszczono go na wolność; w dokumentach nie znaleziono nic, co by mogło dać powód do śledztwa. Prawda, że w owe dni termidoriańskiego terroru zginęło wielu ludzi, mniej lu więcej bliskich Robespierre’owi i jego stronnictwu. Toteż Bonaparte powinien był czuć się szczęśliwym, iż udało mu się uniknąć gilotyny. W każdym razie po wyjściu z więzienia przekonał się, że czasy się zmieniły i jego szczęśliwie rozpoczęta kariera utknęła w miejscu. Nowi ludzie patrzyli na niego podejrzliwie. Znano go przy tym bardzo mało. Zdobycie Tulonu nie zdołało mu jeszcze wyrobić tak wielkiego rozgłosu. „Bonaparte? – Któż to taki? Gdzie służył? Nikt nie ma o tym pojęcia”. Tak powiedział ojciec młodego porucznika Junota, gdy ten oświadczył mu, że Bonaparte pragnie zamianować go swoim adiutantem. Bohaterski wyczyn tuloński w owym czasie jeżeli nie był jeszcze zupełnie zapomniany, to w każdym razie oceniany nie tak wysoko, jak w pierwszej chwili.

W tym czasie spotkała Bonapartego druga przykrość. Komitet Ocalenia Publicznego rozkazał mu nieoczekiwanie jechać do Wandei, dla uśmierzenia buntu. Kiedy generał Bonaparte przybył do Paryża, dowiedział się, że oddają mu dowództwo nad brygadą piechoty. Był artylerzystą i w piechocie nie miał zamiaru służyć. Pomiędzy nim i członkiem Komitetu Aubrym wybuchła gwałtowna sprzeczka, po której Bonaparte podał się do dymisji. I znowu znalazł się w nędzy. Dwudziestopięcioletni dymisjonowany generał, który pokłócił się ze swoimi władzami, niezbyt lekko przebył zimę 1794-1795 roku i nie lżej od niej wiosnę. Zdawało się, że wszyscy o nim zapomnieli. Wreszcie w sierpniu 1795 roku został zaliczony w charakterze generała artylerii do Wydziału Topograficznego Komitetu Ocalenia Publicznego. Był to prawzór sztabu generalnego, stworzony przez Carnota, faktycznego wodza naczelnego armii francuskiej. W Wydziale Topograficznym Napoleon układa „instrukcje” dla republikańskiej „armii włoskiej”, działającej na terenie Piemontu.

Eugeniusz Tarle, Napoleon, Warszawa 1946.

12592311_1056883997682461_6268656492951602823_n

Fot. Édouard Detaille (1848-1918), Napoleon w Tulonie (1793), brak daty.