Po dyktaturze jakobińskiej pozostało więc tylko wspomnienie o surowości i wymaganiach. Ale termidorianie byli równie niepopularni, jak ich rywale. Francuzi zmęczyli się. Zrobili rewolucję, żeby mieć lepsze życie, pragnęli teraz spokoju i końca wojny, chcieli płacić mniej podatków i nie iść na wojnę. W gruncie rzeczy jakobinom zarzucali przede wszystkim bezwzględność, która – posuwając rewolucję do ostateczności – narzuciła za dużo wyrzeczeń Czy termidorianie postępowali o wiele lepiej? Kraj stał na progu bankructwa, nędza rosła, wojna trwała ciągle.

Nie było to jeszcze wszystko. Upragnione uspokojenie zależało w pewnej mierze od porozumienia między Republiką a kościołem katolickim, niezgoda miedzy nimi podtrzymywała bowiem wojnę domową i wnosiła rozdźwięk aż do poszczególnych rodzin. Religia obywatelska, którą proponowano ludowi, nie interesowała go wcale; nowy kalendarz wprowadził zamęt do codziennego życia, poza tym ludzie woleli odpoczywać co siedem dni, a nie co dziesięć. Odrodzenie katolicyzmu – oto jeden z najbardziej charakterystycznych rysów epoki. Tymczasem konstytucja potwierdzała rozdział kościoła od państwa i uznawała wolność kultów tylko pod warunkiem przestrzegania odpowiednich ustaw. Księża musieli obiecać uległość prawom i uznać lud francuski za prawnego suwerena; nie wszyscy jednak byli ulegli (soumissionnaires), a to tylko komplikowało rozłam. Kamieniem obrazy stał się zresztą dla ludu zakaz wszelkich praktyk religijnych poza obrębem kościoła: procesji i pielgrzymek, napisów i krzyży, szat duchownych, bicia w dzwony. Lud nie tak pojmował wolność religii i wobec tego łamał ustawy; władze lokalne w większości wypadków przymykały na to oczy, jeśli zaś interweniowały, napotykały opór. Nie ulega wątpliwości, że termidorianie – mimo że nie zamknęli kościołów – pragnęli niemniej od sankiulotów dechrystianizacji Francji, uważali bowiem, że rewolucja i katolicyzm nie dadzą się pogodzić. Większość Francuzów była odmiennego zdania. Jednakże ci, którzy potępiają termidorianów, zapominają zazwyczaj powiedzieć, że wielu opornych księży (réfractaires) głosiło tezę, co oni, i posługiwało się religią, by przeprowadzać swoją politykę; niektórzy porozumiewali się z szuanami. Termidorianie byli głęboko przekonani, że ustępstwa nie tylko nie rozbroją opornych, ale przeciwnie, uczynią jeszcze niebezpieczniejszymi.

Georges Lefebvre, Termidorianie. Dyrektoriat (Les Thermidoriens. Le Directoire), tłum. W. Bieńkowska, Książka i Wiedza, Warszawa 1959.

Clôture_de_la_salle_des_Jacobins_1794