Termidorianie spowodowali katastrofę finansową rezygnując z zasady cen maksymalnych. Górale, gdy posiadali władzę,uciekli się do maksimum, ponieważ chcąc kontynuować wojnę musieliby zgodzić się na gwałtowną inflację, gdyby nie potrafili powstrzymać zwyżki cen. Pozwolić zaś na zwyżkę cen znaczyło zrujnować pieniądz.

Gospodarka liberalna, oparta na pogoni za zyskiem, a więc na indywidualnym egoizmie, daje swobodę działania i może się doskonale pogodzić z wolnością polityczną, taksacja, przeciwnie, ograniczając zyski wywołuje bierny opór producenta i pozostaje bezowocna, jeśli nie towarzyszy jej rekwizycja, która zresztą napotyka na tę samą przeszkodę. W tych warunkach państwo staje niebawem wobec konieczności ujęcia w swoje ręce kierownictwa gospodarki narodowej, a wówczas, aby zmusić naród do posłuchu, rząd musi uciec się do dyktatury, kontroli policyjnej i pogróżek.

Górale, jakobini i sankiuloci stawali bardzo słaby opór, gdyż nie kwestionowali bynajmniej zasady własności prywatnej, takiej, jaką uznaje cywilizacja zachodnia, a nawet usiłowali ją rozszerzyć.

Ludność cywilna nie korzystała nigdy w pełni z wprowadzonej 29 września 1793 roku zasady cen maksymalnych na artykuły pierwszej potrzeby. Komitet Ocalenia Publicznego dostarczał jej tylko chleba, zrezygnował natomiast zaopatrywania miast w żywność za pomocą rekwizycji, z kilkoma nielicznymi wyjątkami,z których korzystał głównie Paryż. Ponieważ otwarte łamanie zasady cen maksymalnych stanowiło pewne ryzyko, sklepy opustoszały, zaczął natomiast rozwijać się czarny rynek. Jednakże dopóki panował terror, czarny rynek był trzymany w pewnych ryzach i ceny wzrastały powoli: ludność narzekała głównie na to, że nie może nic dostać za pieniądze.

21 fructidora (7 września 1794) Konwencja zdecydowała się przedłużyć na rok III maksimum powszechne, to znaczy ceny maksymalne na zboże i paszę. Ceny na targach znacznie wzrosły, a czarny rynek rozkwitał na dobre. Spekulacja artykułami spożywczymi szalała na całego. Robotnicy, zwłaszcza zaś piekarze, tragarze i woźnice zażądali podwyżki płac. Na progu zimy wzrastające ciągle niezadowolenie ludności zaniepokoiło policję, jak donoszono w raportach: „Nie mamy łatwiejszego życia niż za Robespierre’a, nic nie można dostać, towarów jest bardzo mało, a te, które są, kosztują znacznie więcej”. Komitet Ocalenia Publicznego dostarczał nadal artykułów pierwszej potrzeby za pośrednictwem sekcji paryskich, ale w ilościach bardziej niewystarczających niż kiedykolwiek. W składach opału panował zawsze zgiełk, wielu ludzi nie otrzymywało świec. Na prowincji sytuacja była jeszcze gorsza, gdyż władze dostarczały tam ludności tylko chleba.

Reglamentacja cen na zboże i paszę datowała się od dekretu z 11 września 1793 roku, który wprowadził cenę maksymalną na żytu: 14 liwrów za kwintal wagi 100 funtów. Cena ta na ogół się utrzymała, gdyż dekret upoważniał do dokonywania rekwizycji nie tylko na rzecz wojska, lecz także dla zaopatrywania targów. Poza tym wojsko miało pierwszeństwo: rząd wymagał dostaw z dowolnie wybranych okolic, a agenci jego zajmowali się głównie egzekwowaniem wyznaczonych kontyngentów. Rekwizycje dokonywane dla ludności cywilnej były natomiast niemal zupełnie zdecentralizowane, co oznaczało, że to do obowiązków władz dystryktów należało zorganizowanie rekwizycji w celu zaopatrzenia swoich targów, ofiarą zaś rekwizycji padały z reguły wsie, które zazwyczaj zaopatrywały dystrykt w żywność. W razie potrzeby władze dystryktu musiały prosić Komitet Ocalenia Publicznego o zarządzenie rekwizycji w innym dystrykcie, częstokroć oddalonym, i następnie zajmować się ściąganiem zarekwirowanego zboża oraz jego transportem. Teoretycznie rynek był zaopatrywany w ten sam sposób, zarządzanie zaś zapasami zboża i piekarniami należało wyłącznie do władz municypalnych. Municypalitety, które otrzymywały niewielkie ilości zboża, zbierały różne rodzaje zboża i rozdzielały je wśród obywateli wyznaczając racje dzienne. Tym, którzy nie mogli sami upiec chleba, wydawano kartki, piekarze zaś otrzymywali odpowiedni przydział mąki. W okolicach rolniczych natomiast rynek i piekarnia miały całkowitą swobodę i mieszkańcy jedli biały chleb. Od lata zapasy zaczęły się jednak wyczerpywać niemal wszędzie i reglamentacja zrobiła w miastach poważne postępy. Wobec ogromnej liczby mieszkańców w Paryżu stworzono odrębny system: wyznaczono dla stolicy specjalne rekwizycje, a od listopada 1793 r. wprowadzono kartki na chleb.

Do 9 termidora kontyngenty przeznaczone dla wojska egzekwowano niemal całkowicie, chociaż z wielkimi trudnościami i opóźnieniem. Miasta zaopatrywano w żywność tylko z dnia na dzień. Chleb był zły i uważano, że jest drogi. Funt kosztował 3 sous w Paryżu i niejednokrotnie 5 na prowincji, na ogół jednak go nie brakowało, mimo że robotnicy nie chcieli się zadowolić racją mniejszą od dwóch funtów dziennie. Dla rolników rekwizycje były zawsze symbolem terroru i częstokroć – obok dechrystianizacji – jedyną jego formą, jaką poznali. Do wsi, które nie dostarczały wyznaczonego kontyngentu, wysyłano specjalnych agentów zwanych garnisaires, później dokonywano aresztowań wśród mieszkańców wsi poczynając od przedstawicieli władz municypalnych. Kiedy terror się skończył, rolnicy rozzuchwalili się, zaczęli potajemną sprzedaż płodów rolnych, okazywali coraz więcej złej woli i odmówili nawet młócenia i przewozu zarekwirowanego zboża. W miesiącu vendémiaire Komisja Handlu i Aprowizacji rozesłała do dystryktów okólnik w sprawie tych wykroczeń i 16 października Komitet Ocalenia Publicznego powziął uchwałę nakazującą stosowanie sankcji prawnych.

Wobec łamania zasady powszechnego maksimum maksymalnych wynagrodzeń za pracę zaczęły napływać petycje stwierdzające, że niebawem rolnikom nie będzie się w ogóle opłacało siać zboże. 19 brumaire’a (9 listopada) rząd poczynił pewne ustępstwa: niedostarczenie wyznaczonego kontyngentu pociągało już tylko jego konfiskatę i jedynie przedstawiciele władz municypalnych mieli podlegać sankcjom karnym, zresztą bliżej nieokreślonym. Maksimum obowiązujące w całym kraju zostało zastąpione przez maksimum wyznaczone dla każdego dystryktu osobno i oparte na cenie z roku 1790 powiększonej o 2/3, z tym zastrzeżeniem, że otrzymana suma nie może być niższa od 16 liwrów za kwintal. Ponadto 23 brumaire’a przyznano wynagrodzenie za przewóz zarekwirowanego zboża na rynek albo do składu, jeśli odległość przekraczała dwie mile. Stosunek był taki, że opór wieśniaków wzmógł się, bowiem czuli oni, że Konwencja coraz bardziej oddala się od reżimu reglamentacji. W miastach zaś, zaopatrywanych coraz gorzej, reglamentacja wzrosła,co dowodzi wyraźnie, że przyjęto ja tylko pod naciskiem konieczności.

Może termidorianie zatrzymaliby się na tym, gdyby ceny maksymalne, których nie przestrzegały osoby prywatne, nie obowiązywały nadal w odniesieniu do wszystkich towarów, kupowanych przez państwo dla swoich armii i potrzebnych fabrykom pracującym dla wojska oraz administracji, i gdyby z drugiej strony państwo nie zwiększyło ponad miarę swoich atrybucji gospodarczych ze szkodą dla przedsiębiorców prywatnych, by w ten sposób zapewnić przestrzeganie cen maksymalnych i nadać produkcji odpowiedni rozmach.Kley bread